Życia dar

 

                Był piękny i słoneczny dzionek. W sam raz na wycieczkę rowerową, na którą to wybrałem się z kilkoma przyjaciółmi. Po przejechaniu kilkudziesięciu km postanowiliśmy zregenorować siły przy napotkanej ławeczce. Należy podkreślić, że ławeczka ta była niezwykłą rzadkością na zadupiu, na jakim się znależliśmy (w promieniu 7 km (sic!) nie było żywej duszy ;)))) Siedząc tak, nagle poczułem coś na ręce. Tym czymś był owad. Nie wiem dokadnie co, ale przypominało skrzyżowanie komara z muchą i najwyraźniej sie mnie nie bało. Ba! Nie najwyraźniej, ale na pewno i chyba przyleciało żeby również odpocząć. Czemu nie, proszę bardzo odpoczywaj. Jednak zobaczył to też mój przyjaciel, ale zamiast zostawić Bogu ducha winnego owada w spokoju, on tylko wziął zamach i... PLASK!!!

 

                Czy ten owad coś kiedyś komuś zrobił? Na pewno nie. Więc ja się pytam dlaczego mój kolega chciał zabić tego owada? W dodatku powiedział jeszcze: Zawsze tak robię. Czy to jest moralne - zabijać bez powodu? Oczywiście, że nie. Rozumiem gdy ktoś zabija dla jedzenia, lub gdy "to coś" stanowi zagrożenie dla człowieka. Ale zabijać bez powodu? To dla mnie zagadka. A czy wyobraziłeś sobie, drogi czytelniku, gdy zabijałeś owada, że mógłbyś być na jego miejscu? Jakbyś się czuł gdyby ktoś chciał Cię zabic tylko dlatego, że jesteś tym kim jeteś? Tak było podczas wojny...

 

                Owad o dziwo przeżył (serio!), ale gdy go wypuszczałem był trochę "uszkodzony". ;)

 

Smok Beregond

 

 

P.S. Historia 100% prawdziwa!!!

P.P.S. Pozdro dla wszystkich.

P.P.P.S. A co sie będę rozpisywał - i tak tu jeszcze wrócę. ;)