WSPÓŁCZESNY WATERWORLD

 

Po kilkudniowych ostrzeżeniach i alarmowaniu Luizjany i Missisipi o Katrinie, obszary te stanęły w wodzie. Właściwie pod wodą. Niebywałe. Oglądając zdjęcia w przeróżnych pismach, które pokazują aktualny stan Nowego Orleanu i innych nabrzeżnych miast USA, ma się wrażenie początkowej sceny kontynuacji filmu o Wodnym Świecie z Kevinem Kostnerem (który gwoli ścisłości był świetny)
Po wodzie pływa wszystko - sprzęt AGD, RTV, meble, fekalia, ubrania, koty, psy. I w końcu ludzie... Widok nie napawający optymizmem.
Chciano zrzucić winę na Wodza Nielegalny Mieszkaniec Białego Domu - Dablju Busza. Jednak ludzie doszli do wniosku, że Busz, mimo było nie było wielkiej władzy, wywołać deszczu nie potrafi. Za to baptyści w Kansas zinterpretowali Katrinę następująco :

"Niech Bogu będą dzięki za Katrinę. Nowy Orlean, symbol Ameryki, ma za swoje: zgniłe, toksyczne, cuchnące odchodami szambo. Ameryka jest nieodwracalnie potępiona. Grzechem jest modlić się o pomyślność tego złego, spalonego kraju. Nie jest grzechem radować się, kiedy Bóg objawia swój gniew i bierze odwet na Ameryce. Módlmy się o więcej trupów pływających po śmierdzącej pedalską spermą wodzie Nowego Orleanu. Módlmy się o więcej amerykańskich trupów rozszarpanych przez tanie domowej produkcji bomby w Iraku."

 Uff... surowa kara, nie ma co. Wielki katolik raczej ze mnie nie jest ("Herezje...","Jak przystało..."), ale jak dla mnie, człowiek, wypowiadający się w ten sposób o rozegranej tam tragedii, nie jest wyznawcą Jezusa Chrystusa, tylko fanatycznym maniakiem grzmiącym nienawiścią i pogardą do ludności Nowego Orleanu, która nawiasem mówiąc składa się w głównej mierze z Murzynów. Hmm... jakiś wniosek?
Busz został zmuszony do wcześniejszego zakończenia wakacji, z czego, domyślam się, zadowolony nie był. W odwecie na mieszkańcach zatopionych regionów nie przysłał pomocy jako takiej od razu. Ludzie na dachach swoich domów pisali do swojego prezydenta pozdrowienia, których przykładowo ks. Rydzyk przeczytać by nie mógł. Chyba że po zmienieniu jednego aspektu ów pozdrowień - słów.
Pomoc jednak w końcu dotarła, ale okazało się, że nie wszyscy ludzie jej oczekują, wolą zostać w domu. Motywacją do tego jest możliwość wzbogacenia się, ceną jedynie mokrych portków. Po prostu zalane miasto aż prosiło się o splądrowanie.
Bardziej uczciwi ludzie czekający na pomoc stanęli w nie lada dylemacie - wylecieć z ratowniczym helikopterze i zostawić dom pod opieką uczciwych inaczej czy zostać, wyciągnąć tatusiową dubeltówkę, postawić ostrzeżenie dla kradziejów i stać na straży. Wybrali to drugie. A Bush udowadniając swoją troskę o poszkodowanych rozkazał zabierać ludzi stamtąd siłą.
George`a Przywódce Amerykańskich Idiotów ogarnęła chęć przepłynięcia się po ulicach Nowego Orleanu. A może zrobił to nie z własnej inicjatywy, a małej sugestii tatusia?

 Reakcja wojskowa okazała się jednak wielką i zakręconą jak pół kilometra sznurka w kieszeni dezorientacją. Sytuacja mogła kojarzyć się z tragedią w Biesłanie - zero organizacji. Wojsko nie było na to przygotowane. A powinno, gdyż o huraganie wiadomo było długo przed jego nadejściem. Pojawiły się spekulacje, że Dżordż Busz wysłał do kraju Saddama tylu żołnierzy, iż zabrakło ich w swojej ojczyźnie, dlatego ich organizowanie zajęło tyle czasu. Bush wzorcem politycznego hipokryty zaprzeczył temu.

 Dla pesymistów sytuacja wydaje się beznadziejna. A George W Bush wykazał się małym - ale jednak - optymizmem :

 "Dobra nowina jest taka, że wybrzeże Zatoki Meksykańskiej będzie fantastyczne..."

 

Powiem Wam jedno - świat ochujał...

Michał Chmielewski
eric_wu@wp.pl
http://www.sianow.kw.pl/

511969234