Śmierć za grzechy


Nie chcę być sądzony za swoje grzechy. Chcę żyć spokojnie i nie przejmować się tym, iż możliwe jest, że po mojej śmierci zostanę skazany na piekło. I nie chcę by wmawiano mi winę, bo nie czuję się winny. Nie potrzebuję i nigdy nie potrzebowałem, żeby ktoś za mnie miał umrzeć. Jeżeli nie masz wystarczająco siły, żeby zejść z krzyża, to w takim razie giń. Jeżeli nie chcesz zejść z krzyża, bo jest Ci tam dobrze, to czekaj na nim na swoją śmierć. Ale nie wmawiaj mi, że to ja Ciebie zabiłem. Ten grzech śmiertelny nie należy do mnie. To nie ja położyłem krzyż na Twe ramiona. Ja nie przebiłem Twych rąk i nóg gwoździami. Nie chciałem Twojej śmierci i mam za skurwysynów tych, którzy skazali Cię na śmierć. Wierzyłem w Ciebie, bo wiedziałem, że Ty posiadasz największą siłę. Niestety przepowiedziane było, że staniesz się ofiarą ludzkiej głupoty. Ślepoty ludzkich umysłów. Trzeba ich wszystkich ukarać za Twoją śmierć, a nie mnie. Ponoć za to, że zginąłeś, ludzi czeka nagroda, a nie kara. Ja nie wierzę w nagrody za zbrodnię. Zostałem już ukarany, choć jestem niewinny. Karą dla mnie jest obraza jaka dotyka mnie, gdy wmawiane mi jest, że umarłeś przeze mnie. Zostałem o to oskarżony, choć zawsze starałem się być po Twojej stronie.

Taka jest pieprzona sprawiedliwość tego świata. Niewinni zostali oskarżeni za popełnienie największej zbrodni w historii. Muszą żyć z poczuciem winy, że zabili Boga. Jedynie śmierć oczyści ich z zarzutów. Ale jeżeli na sądzie ostatecznym, również zostaną posądzeni o jakieś nie swoje grzechy, to będą musieli cierpieć w piekle do usranej nieskończoności. Ja nie chcę być oszukiwany. Domagam się wyjścia prawdy na jaw. I domagam się jakiejś rekompensaty. Bo Jezus zginął, ale mnie przy tym nie było i nie mam z tym nic wspólnego. I wcale nie kazałem umrzeć Mu za moje grzechy. Nikomu nie kazałem i nikomu kazał nie będę. Chcę sam odpowiadać za swoje czyny. Nie pragnąłem pomocy Boga. Nie chciałem by się w to mieszał. Jest mi przykro, że nie dał rady Tym wszystkim zbrodniarzom. A może nie chciał dać rady? Nieważne. Ważne jest, że On nie żyje, a ja cierpię z tego powodu.

Tylko On, może pokazać, że ja Mu tej okropnej rzeczy nie zrobiłem. Niech oświetli mnie snop jasnego światła i głos z nieba powie, że ja jestem niewinny. Że zostałem niesłusznie oskarżony. Owszem, posiadam jakieś tam grzechy i przewinienia, ale nigdy nie posunąłbym się do tego, aby zabić samego Boga. Dlaczego niby miałbym zabijać osobę, która Tyle dobrego zrobiła dla świata? Dlaczego miałbym zabijać syna osoby (istoty), która cały ten świat stworzyła i wprawiła w ruch? Czy ja wyglądam na idiotę? Nie wskazujcie na mnie palcem, gdy szukacie winnego, bo ja jestem czysty. Bóg zginął na krzyżu, bo taka była Jego wola. Ja nie miałem w tej sprawie nic do powiedzenia. Zostawcie mnie w spokoju, bo ja nie pragnę niczego tak, jak życia w spokoju. Niczego więcej nie potrzebuję.



Autor: Leniwiec
l.e.n@wp.pl