a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m
|
O soBie samym...
Gwiazdy, kwiaty i oczy dziecka - te trzy rzeczy pozostały jeszcze z raju. Dante Alighieri.
|
.
|  |
"Twarz miał, zapewniam, dosyć zwyczajną. Owszem, w rysach znieruchomiała mu asymetria urodziwej brzydoty tak właściwej rozumności, ale musiał być już zmęczony własną inteligencją, zbyt przeszywającą i też po trosze niszczącą jego samego, zapewne zjadał nocami sam siebie, widać było, że mu z tym ciężko i że są godziny, w których rad by się jej pozbyć niczym kalectwa, nie jak przywileju i daru, bo nieustająca myśl musiała mu doskwierać, zwłaszcza kiedy był samotny, a to było dlań rzeczą częstą - wszędzie, więc i tutaj." Stanisław Lem - "Maska". Ten fragment prozy Lema doskonale opisuje to, jakim człowiekiem dziś jestem. Teraz, gdy piszę tego arta, mam za sobą dwadzieścia lat życia. Pomyślałem, że dobrze by było na chwilę wrócić do czasów mojego dzieciństwa - do tych dni, czy raczej lat, kiedy życie było prostsze, kiedy było pełne śmiałych, wręcz szalonych marzeń... Do czasów, gdy idealizm nie zamieniał się w krytycyzm, tylko owocował prostym zaangażowaniem... Jakże dziś inaczej patrzę na ten świat... A urodziłem się w lutym 1985 roku, w niedzielę, tuż po północy. Rok 1985 - dlaczego właśnie tą datę wybrał dla mnie Bóg, dlaczego Polskę? - chyba każdy zadawał sobie kiedyś to pytanie. A czas był wówczas burzliwy - bo to i Czernobyl wkrótce wybuchł a i na rodzimym podwórku socjalizm dogorywał ostatnim spazmem zmęczonej egzystencji. Jakim byłem dzieckiem? Oceńcie sami - pora trochę powspominać...
Pamiętam...
...że zawsze chciałem zostać komputerowcem, albo hakerem. Oglądałem w telewizji serial 'SeaQuest', a potem udając jednego z jego bohaterów, bawiłem się w hakera. Jednak moja przygoda z elektroniczną rozrywką rozpoczęła się od gier. Gdy miałem kilka lat, zapragnąłem posiadać konsolę typu 'Pegasus'. I udało się - pamiętam jeszcze, że kupiła ją moja siostra (ja byłem za mały), ale sprzedawca próbował ją wykiwiać, dając jej zepsuty model. Jaka to była dla mnie tragedia! Na szczęście na drugi dzień udało się wymienić bubla na działający egzemplarz. I wtedy się zaczęło... Pamiętam, jak z wypiekami na twarzy zaliczałem kolejne poziomy najróżniejszych gier zapisanych wewnątrz jaskrawożółtych katridżów... Najlepsze gry? Na pewno Contra, Żółwie Ninja, Dick Tracy, Rodzina Addamsów (moja pierwsza przygodówka), Goal 3... Miałem też smykałkę do elekroniki, bo naprawiłem kiedyś zepsutą kość z grą NBA Jam... A potem razem z kumplem wpadliśmy w manię grania na Playstation. Oczywiście nie mieliśmy własnej konsoli, tylko chodziliśmy grać do takiego jakby salonu gier. I godzinami łoiliśmy w Tekkena 3, Twisted Metal, Bushido Blade... Kupowaliśmy gazety z ciosami do Tekkena, żyliśmy tym wtedy... A w jakiś rok później dostałem upragnionego kompa! Otwarły się przede mną nowe możliwości. Twórcze możliwości. Od razu zająłem się Pascalem - heh - pamiętam dwie części napisanej przeze mnie gry, której główną bohaterką (czy raczej antybohaterką) była nasza pani polonistka (dobrze, że nigdy nie ujrzała na oczy tej mojej 'twórczości'!). Co prawda pierwsza część to był zwykły Quiz, ale dwójka już wymiatała. Tryb VGA oraz turowy, taktyczny, kwasi-erpegowy pojedynek
z polonistką... Gdy dziś patrzę na opisy zawarte w tej grze, to śmieję się od ucha do ucha... ech, to naprawdę ja to napisałem... Zresztą mojej klasie bardzo się ta gra spodobała ;) Póżniej odkryłem internet, możliwości HTML-a i Javy. I nauczyłem się robić fajną grafikę...
Pamiętam...
...jak wielki wpływ na moją psychikę miała telewizja. Co wtedy oglądaliście? Bo ja pamiętam kreskówki o Yatamanie, te z Gigim, albo Świat według Bundych... Zawsze oglądałem Ulicę Sezamkową. A ponieważ nie było wtedy jeszcze dubbingu (był tylko lektor), to przy okazji nauczyłem się języka angielskiego... Poważnie! Nigdy nie uczymy się szybciej języków, niż wtedy, gdy jesteśmy dziećmi - to udowodnione naukowo...
Pamiętam...
...rodzące się zamiłowanie do literatury. Ja uwielbiałem Juliusza Verne i przygody doktora Doolitlle'a. Zresztą szybko nauczyłem się biegle czytać i pisać. Ortografię też wyssałem z mlekiem książek. Pamiętam że gdy w zerówce inni składali dopiero litery, ja tylko udawałem, że nie umiem czytać (niezły był konfident ze mnie, co? ;)). Ale jak to u dziecka, moja konspiracja padła szybko i chcieli mnie dać od razu do pierwszej klasy podstawówki. Ale moja mama się nie zgodziła - ze względów społecznych chyba (żebym nie był zawsze rok młodszy od innych). Potem, gdy przeczytałem wszystkie już chyba książki Verne'a, przerzuciłem się na nieco bardziej ciemną i nihilistyczną literaturę. Skąd mi się to wzięło? Nie wiem. A zaczęło się od 'Zbrodni i Kary' Dostojewskiego. I wkrótce czytałem już nie tylko książki Fiodora, ale także Kafkę, Freuda, Grassa... A potem literaturę psychologiczną i socjologiczną oraz Biblię. Pokochałem też dziennikarstwo. Już jako kilkulatek wydawałem gazetę z artykułami przepisanymi z innych gazet i moimi rysunkami (w cenie 20.000 złotych, starych rzecz jasna). Oczywiście kupowali ją moi rodzice... A co do rysowania - zaczęło się od zgapiania. Ojciec zawsze patrzył na te moje rysunki i mnie poprawiał ('Synu - ręce nie wychodzą z szyi, tylko z tułowia'). A ja te rady brałem do siebie i wciąż poprawiałem swój warsztat. I jakoś tak się stało, że kupiłem pierwszy numer pisma (z którym zresztą do dzisiaj współpracuję tworząc rysunki prasowe - takie z 'dymkami'). Było tam ogłoszenie, że szukają rysowników, więc wysłałem tam moje prace. Na początku nie miałem jeszcze swojego stylu, a i pomysły nie były najlepsze. Ale, gdy się czegoś bardzo chce... Wkrótce opublikowano mój pierwszy rysunek, potem było ich coraz więcej... A dzisiaj, choć wysyłam swoje prace przez internet i dostaję za nie honorarium, to i tak satysfakcja z publikacji jest dla mnie najważniejsza...
Pamiętam...
...zamiłowanie do sportu. Ze względu na moje warunki fizyczne (dziś to już 203 cm) każdy mój wuefista chciał, żebym trenował koszykówkę. I tak też się stało. Pokochałem ten sport. A iluż ludzi dzięki niemu poznawałem! Te wszystkie zawody, treninigi, turnieje uliczne, osiedlowe boiska w różnych miastach, wszystkie szkoły w których graliśmy... Do dziś spotykam wielu ludzi którzy mnie pamiętają, a ja ich czasami nawet nie rozpoznaję (wiadomo - mnie, wysokiego łatwiej zapamiętać). Poza tym dużo grałem w piłkę nożną, ostro rżnęliśmy w pingla w osiedlowym klubie i w szkole... No i szachy - pamiętam, jak czytałem książki Kasparowa, jak analizowałem przebiegi jego partii z Karpowem... A potem był u nas boom na siłownię. Wielu głupolców wtedy brało testosteron, ale ja do końca pozostałem 'czysty'. Do dziś lubię się zmęczyć na siłowni, kto jeszcze nie próbował tego sportu - zachęcam. Poprawny trening rozwija całe ciało i sprawia, że czujesz się świetnie. Tylko, że wymaga dużej cierpliwości i systematyki... Tego też chyba nauczył mnie sport - powolnego, cierpliwego dążenia do wyznaczonych celów...
Pamiętam...
...pierwsze zauroczenia i miłosne dramaty. Moja pierwsza miłość? W wieku siedmiu lat, na wakacjach u rodziny (ona miała sześć lat). Zawsze po południu myłem rower, a ona przychodziła pogadać ze mną przez ogrodzenie... To był tylko nasz sekret - cóż to za romantyzm - jak Tristan i Izolda! Lecz później wyczaił nas mój kuzyn i razem z moją siostrą podśmiewali się ze mnie, podglądając te nasze randez-vous. I trzeba było się rozstać... A tak poważniej, to siódma klasa podstawówki - chociaż to raczej ona zakochała się we mnie. Ale mnie też wkrótce wzięło. Poznałem ją na zastępstwie - ja i kumpel nie pojechaliśmy na wycieczkę i byliśmy przez jeden dzień w jej klasie... To wtedy uczyłem się odczytywania ukrytych zamiarów kobiet, tego ich kokietowania. Wkrótce potem się rozstaliśmy... A potem... a zresztą miało być o dzieciństwie, więc urwę teraz ten wątek :)
Pamiętam...
...filmy na VHS. Tata zawsze przynosił kasety z giełdy. Co to była za radocha! Bajki i filmy niedostępne wtedy w telewizji, miałeś na swoim odtwarzaczu! A miłość do kina została do dziś... Teraz mam kompa i najmilej wspominam te wszystkie pokręcone komedie, które oglądał każdy w naszej szkole. Wymienialiśmy sie tymi filmami - zresztą trwa do nierzadko do dziś...
Pamiętam...
...szkołę. Byłem w klasie 'a', więc do nas zawsze spadali ci, którzy niezaliczyli roku. Więc różnych ludzi poznawałem. Pamiętam jednego kumpla, który został na trzeci rok w tej samej klasie - kiedyś rozdeptał swoim trampkiem buteleczkę śmierdziela pod szkolnym sklepikiem... Oczywiście szybko znaleziono winowajcę, a buty poszły na śmietnik... Takich akcji było mnóstwo. Ktoś kradł w supermarkecie, ktoś wyrzucał przez okno śmietniki, jeszcze inny podpalał co się dało... Od wczesnych lat mogłem podpatrywać różne typy osobowości... Była też w naszej klasie grupa 'naukowców'. I zresztą poziom zajęć był wysoki, szkoła naprawdę wiele nam dała. Było kółko komputerowe, gdzie rżnęliśmy przez sieć w 'Blood 2'. Zawsze ta sama plansza - boisko. I do znudzenia... Było super w mej szkole, lubiłem też te wszystkie zawody, atrakcje. Choć też na wszystko brakowało pieniędzy...
Pamiętam...
...muzykę. Wilki ('Aż tylu ludzi pobłądziło gdzieś, ich drogi rozeszły się i straciły sens. Nie wiem nic... o sobie samym'), Perfect, Lady Pank... Potem Liroy, pierwsze płyty hip-hopowe i mój zachwyt nad rymowaną gadaniną. Dalej Wu-Tang Clan, Eminem. I ostrzejszy rock typu Offspring, potem nu-metal i Linkin Park...
Pamiętam...
...rodzącą się pasję do matematyki i fizyki. W ogóle do nauk ścisłych. Uwielbiam je. Ale też uwielbiam literaturę, pisarstwo. Kocham sport, rysunek prasowy, dziennikarstwo, komputery. Mój problem polega na tym, że jestem zbyt ogólny. Jan Paweł II napisał w książce 'Przekroczyć próg nadziei':
Co to jest młodość? Młodość to nie tylko pewien okres życia ludzkiego, odpowiadający określonej liczbie lat, ale jest to zarazem czas dany każdemu człowiekowi przez Opatrzność. W tym czasie szuka on odpowiedzi na podstawowe pytania, jak młodzieniec z Ewangelii; szuka nie tylko sensu życia, ale szuka konkretnego projektu, wedle którego to swoje życie ma zacząć budować.
Czy macie już taki swój 'projekt'? Ja nadal szukam. Na egzaminie na studia miałem wynik 98%. Mogłem wybrać dowolny kierunek - zdecydowałem się na najbardziej ogólny. Takie połączenie techniki z naukami humanistycznymi. Bo wciąż nie wiem, kim chcę być, bo wciąż szukam. Ale to jest piękne - mam na myśli ten czas podejmowania decyzji. Warto go przeżyć świadomie, wiedząc do czego się dąży. Właśnie tego sobie i Wam wszyskim życzę.
aNomaLy
PS. Na pomysł napisania tego arta wpadłem po przeczytaniu textu Michała Chmielewskiego pt. 'Chciałem być' (AM 68). Michale - dziękuję za inspirację.
PS2. Was też zawsze tak ciekawiło w 'Yatamanie', którym pojazdem wyruszą w danym odcinku? My to się zawsze o to zakładaliśmy ;)
PS3. Nic tak pobudzająco nie działa na kobiety, jak facet myjący rower w upalny dzień... Trust me ;)
|
|
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m a L y
a N o m
|