Nie patrz w lustro!

Myślałem, że jestem romantykiem. Moja miłość zawsze kończyła się nieszczęśliwie, a większość dziewczyn nie chciała mieć ze mną nic wspólnego. Myślałem, że wiersze wyrażą to, co czuję, że pomogą mi zapomnieć o bólu. Spojrzałem jednak w lustro i czar prysł. Nie jestem żadnym romantykiem, a marnym pseudo-dekadentem. Miłości żadnej nie było, a jedynie chęć zapomnienia o samotności. Dziewczyny nie uciekały, bo to ja sam je wyganiałem - były dla mnie zbyt ubogie. Wierszy też nie było. Po prostu układałem stos metafor na chybił - trafił...

Myślałem, że jestem inny. Łudziłem się, że jestem buntownikiem. Zapuściłem długie włosy na znak protestu. Zacząłem spisywać swoje uczucia także prozą. Tak, żeby wszyscy je zrozumieli. Myślałem, że dzięki temu ktoś usłyszy mój krzyk. Ale nie - znowu lustro w me ręce wpadło i znowu prawda wyszła na jaw. Jestem inny, jednak jest wielu podobnych. Nie jestem buntownikiem, bo nie mam przeciw czemu się buntować. Mam długie włosy i czasami mylą mnie z kobietą. Pisałem prozą, jednak nikt mnie nie słyszał, bo miałem zbyt standardowe problemy.

Myślałem, że potrafię radzić sobie ze stresem. Przecież tyle już przeszedłem: zaliczenia na dopa w ostatniej chwili, matura, rozmowa w sprawie pracy. Wtedy byłem za każdym razem uśmiechnięty, nie dawałem po sobie poznać, że czegoś się boję. Postanowiłem jednak ponownie spojrzeć w lustro i otrzeźwieć. Przecież co chwilę trzęsę nogą lub ręką, a w skrajnych przypadkach obgryzam paznokcie. Boję się. Denerwuję. Codziennie.

Myślałem, że jestem nieśmiertelny. Przez wiele lat wydawało mi się, że jestem wybrańcem, który będzie żył wiecznie. Przez wiele lat nie widziałem śmierci. Lustro jednak nigdy nie kłamie. Powoli przestaję rosnąć. Nie łysieję. Na szczęście. Starzeję się jednak i jestem świadomy końca tego procesu.

Myślałem jeszcze o wielu sprawach, które w lustrze wyglądały inaczej niż w rzeczywistości. Lustro za każdym razem było bardzo brutalne, gdyż pokazywało jedynie moje negatywne cechy. Widziałem każdy szczegół i żaden nie dawał mi spokoju. Bardzo chciałem się zmienić, jednak nigdzie nie mogłem znaleźć diety cud, która prostuje skrzywioną osobowość.

Myślałem i... nagle strzeliłem sobie z liścia w twarz. Zabolało. Ze złości potraktowałem lustro z glana. W co ja patrzę? - pomyślałem. Tak, właśnie wtedy doszło do mnie, że robię straszną głupotę: odnajduję w sobie cechy, które nadają się do wymiany. Nie jestem przecież złym człowiekiem, którego zachowania i poglądy należy prostować!

I doszedłem do wniosku, że nie wolno za dużo myśleć. Nie w ogóle, ale o sobie. Nie wolno oceniać samego siebie, bo zazwyczaj robi się to negatywnie. Nie wolno myśleć, co w sobie zmienić, aby nie odchylać się od normy, bo wtedy przestaje się być naturalnym.

Już nigdy więcej w lustro nie spojrzałem. Podobam się sobie taki, jaki jestem. Wiem, że mam trochę nie po kolei w głowie, że tej jedynej jeszcze długo nie znajdę. Wiem, że jestem śmiesznym buntownikiem i ludzie brechtają ze mnie po kątach. Wiem, że obgryzanie paznokci jest nieestetyczne. Wiem, że prędzej czy później wyląduję w piachu. I jest mi z tym dobrze.

Ktoś mi powie, że jestem nienormalny i niekonsekwentny. Ja się wtedy tylko uśmiechnę. Uśmiechnę się ironicznie i pomyślę: jestem pieprzonym Polakiem. Pieprzonym, bo mądrym zawsze po szkodzie...


zabójca /zabojca@buziaczek.pl/