JAKIE CZASY TAKI HARLEQUIN
Z głośników popłynęły pierwsze akordy rockowej ballady. Bolo pewnym ruchem ręki zaprosił Jolę do tańca. Wśród romantycznych dźwięków ich kołyszące się w rytm muzyki ciała zdawały się zlewać w jedność. „Bolo"- wyszeptała Jola. „Jolu"- wyszeptał Bolo. Ich pełne namiętności spojrzenia spotkały się. Fala uczuć wezbrała. Jej pełne, czerwone usta zbliżyły się ku niemu. Ognisty pocałunek miał rozświetlić ciemność panującą na sali. Jednakże w tym momencie Bolo szepnął: ”Ale się najebalem.” Rozgoryczona niewyszukanym słownictwem ukochanego Jola zostawiła go samego na parkiecie. Ukojenie znalazła w ramionach barczystego, długowłosego blondyna o wysokim czole i szlachetnych rysach twarzy, który był się znalazł na tej imprezie przypadkowo. Odprowadzał kuzynkę i jak już wszedł na salę, to nie mógł z niej tak po prostu wyjść. Jola uwieszona na jego szyi całym ciężarem swojego delikatnego ciała szybko zapomniała o swoim nieokrzesanym partnerze i rzuciła się w wir tańca. Tymczasem Bolo powolnym, ciężkim krokiem doszedł do zajmowanego przez siebie krzesła i został sam na sam ze swoim bólem. Co jakiś czas ze smutkiem spoglądał w kierunku, gdzie Jola raniła jego uczucia... Wiedział, że powinien podejść, zacząć krzyczeć, wyzywać Jolę, obić blondyna, tak jak to nieraz o sobie opowiadał, ale... no właśnie ...ale mu się nie chciało ruszyć- to nie w jego stylu. On lubi dużo mówić, a w krytycznym momencie wygodniej przecież posiedzieć. W akcie rozpaczy chwycił pierwszy przedmiot, jaki miał pod ręką- pudełko zapałek. Drżącą ręką zapalał je po kolei. Zapaliwszy każdą delektował się jej blaskiem. Smutnym wzrokiem śledził ruch własnej ręki muskającej delikatnie języczek ognia gorejący na łepku zapałki. Nagle trącony przypływem wściekłości zabrał bezładnie leżącą na oparciu krzesła marynarkę i nie pożegnawszy się z nikim ruszył na kilkustopniowy mróz, aby po wielogodzinnym spacerze ukoić w domowym zaciszu swe bolące serce.
Nadeszło jednak opamiętanie. Jola przypomniała sobie o swoim ukochanym i wybiegła jak stała z budynku Zarządu Ogródków Działkowych, gdzie odbywała się zabawa i w te pędy ruszyła w utwardzoną szarym tłuczniem wiejską drogę, którą kierował się do domu Bolo. Szybkim krokiem dogoniła zataczającego się wskutek upojenia alkoholowego kochanka i krzyknęła przez łzy: „Bolo!”. „Odwal się” usłyszała w odpowiedzi z jego ust. „Nie rób mi tego”- zajęczała. „Daj mi spokój, idź se do tamtego”- powiedział, ale już inaczej. Miękł w głosie, czuć było jak się rozkleja. Ten twardy monolit brudnego, złego i brzydkiego sukinsyna rozpadał się. Krzepnąca na mrozie łza rozświetliła jego policzek. Lawina namiętności wezbrała w ich duszach, padli sobie w ramiona i wśród namiętnych pocałunków i uścisków, zakochani na nowo i jeszcze mocniej, wrócili do sali balowej przy Zarządzie Ogródków Działkowych.
Wtem nagle zaczęły się kłopoty, banda krótko ostrzyżonych dwudziestokilkulatków próbowała wedrzeć się na teren zabawy, posuwając się nawet do rękoczynów. Wszyscy obecni na sali mężczyźni jak jeden mąż postanowili odeprzeć najazd. Przeciwko takiemu rozwiązaniu zaprotestowała żeńska część towarzystwa w trosce o zdrowie i życie swych partnerów. Będący nadal pod wpływem Bolo gotów był sam rzucić się w wir walki, nie bacząc na własne bezpieczeństwo. Siła i liczebność wrażych pięści nie robiła na nim żadnego wrażenia. Tuż przed drzwiami został zatrzymany przez bardziej światłe umysły, a kiedy zaczął stawiać opór, błyskawicznie i bez trudu usadzono go na jego krzesełku, tuż obok ukochanej. Po kilkunastominutowych pertraktacjach napastnicy odstąpili od oblężenia i zabawa trwała dalej. Jednak upojenie alkoholowe zrobiło swoje. Mózg Bola potrzebował odrobiny przerwy po przetrawieniu takich ilości trunku, zatem, jak wielu tego wieczora, uciął sobie drzemkę, lokując swą głowę na kolanach partnerki. A ta, przyglądała się jego zmęczonemu licu, uśmiechając się serdecznie.
PS 1. Nudne? Miałkie? Możliwe. W końcu to tylko harlequin.
PS 2. Oparte na faktach, choć z góry uprzedzamy, że wyżej podpisani nie są ich głównymi bohaterami.