#35



Wstępniak

Artykuły

Kopana Corner

Woman Corner

"Mój sport"

KomikSport

Linki

Z życia forum

On-line

Redakcja

Wyjście do AM


Zalecane:
IE 5.0, 1024x768;

Pamiętaj!
Sport to zdrowie!
Więc wyłącz ten
komputer i zagraj w
PIŁKĘ! ;)




Gdyby pojawiły się 
kłopoty z kodowaniem,
 a używasz IE wykonaj następującą czynność:
 widok -> kodowanie 
-> automatyczny wybór

 

::: WISŁA KRAKÓW W UEFA :::

    Mam nadzieję, że wiele osób chętnie przeczyta tę relację, bo jak wiadomo Polacy uwielbiają czytać o klęskach i jak autor pastwi się jeszcze, to jest pełna ekstaza. Ten tekst spełni większość powyższych kryteriów. 

Wisła odpadła z 3 rundy el. do Ligi Mistrzów dość pechowo. Koncertowo zagrany pierwszy mecz w Krakowie dawał ogromne nadzieje, że jednak do raju trafimy. Rewanż do 60 minuty układał się równie fantastycznie. Potem jednak jak było - wiemy. Trudno. Nikt nie miał wielkich żali i pretensji, to i tak był najlepszy dwumecz polskiej drużyny w el. do LM od bodajże 10 lat. Była walka, piękne akcje i gole w obu meczach. 
To czego nie udało się zrobić w owych eliminacjach, miało zostać przeniesione na rok następny, w którym to Wisła ma (miała) nadzieje być rozstawiona dzięki dobrej grze w Pucharze UEFA. Kibice również nie mogli się doczekać szybkiego dwumeczu z Vitorią i grupy, która zapewnia cztery mecze z ogólnie silnymi i atrakcyjnymi rywalami. 
Najpierw jednak trzeba było zagrać z Vitorią. W lidze same zwycięstwa, po PAO świetne wspomnienia. Odszedł tylko Frankowski i Uche. Żal bo żal, ale za Uche spoko, zawsze ktoś godny się znajdzie, a za Franka, cóż przyszedł Kryszałowicz, którego jednak nikt na poważnie nie traktował, ale jest Marek Penksa. 

W Portugalii nastąpił chyba jeden z największych blamażów polskiej piłki, bo nie pamiętam większego. Porażka 1:2 w Tibilisi chyba była mniejszym upokorzeniem, bo była walka. Tym razem, nie było walki, nie było ambicji... ba, nie było strzału. Vitoria jako drużyna bardzo słaba, pewnie byłaby ?średniakiem w naszej 1 lidze. W rodzimej lepiej nie szło, bo gospodarze piastowali ostatnie miejsce. Jednak z pomocą szczęścia i Wiślackiej drużyny zwyciężyli 3:0. Oddaliśmy im ten wynik bez zająknięcia. Tego kibice naturalnie wybaczyć nie mogli. Bo kibice takiej drużyny jak Wisła potrafią wybaczyć wszystko. W imię hasła "Na dobre i na złe". Wszystko - prócz braku zaangażowania i ambicji. 

Piłkarze Białej Gwiazdy po meczu w Warszawie z Polonią obejrzeli plecy kibiców w Wiślackim sektorze i nic więcej. W czasie meczu mogli też usłyszeć "Mauuroo Mauro Cantoroo", ponieważ brać kibicowska uznała, że jedynym piłkarzem w Portugalii, który naprawdę chciał był właśnie Argentyńczyk. Potem nastąpił mecz z wiceliderem Orange Ekstraklasy, Lechem Poznań. Pogrom 5:1 i fantastyczna wręcz gra rozpaliły nadzieje kibiców na tyle, że w czwartkowy wieczór stadion po raz pierwszy po dobudowaniu nowej trybuny wypełnił się (niemal...-deszcz;piniki;deszcz) po brzegi. Na oko 15 000 widzów. 

Wisła od początku atakowała i była blisko zdobycia gola już w 3 minucie po główce Kryszałowicza(?). Jednak zaraz potem nastąpiło nieszczęście i w 5 minucie boisko opuszcza Marek Penksa, zastępuje go niezgrany Paulista. Już wtedy nadzieje kibiców na odrobienie trzy bramkowej straty lekko przygasły. Jednak po półgodzinie gry Wisła stworzyła może dwie dogodne okazje. Wszyscy widzieli, że nie jest dobrze, jednak doping był po prostu imponujący. Do przerwy godnym odnotowania był jeszcze rzut wolny marka Zieńczuka wykonywany z ostrego kąta. Marek postanowił zaskoczyć goalkeepera gości i uderzył bezpośrednio pod poprzeczkę, jednak ten sparował. 
Po przerwie ustawienie wyglądało tak (idąc od obrony) 3-2-5(!). Jednak tylko po rozpoczęciu, zaraz potem wszystko wróciło do systemu 4-4-2. Wisła męczyła się niemiłosiernie, nie miała pomysłu na sforsowanie obrony Vitorii, biła głową w mur. Widać było nie zgranie i brak takiego motoru napędowego. W 49 minucie wybucha na stadionie przy ul. Reymonta prawdziwa euforia. Drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę otrzymuje blondynek z numerem 10 i tak nadzieje odzywają na nowo. Jednak minutę później mała konsternacja na trybunach - goście ciągle grają w 11! Jak to się stało? Nikt nie wiedział. Wszyscy byli źli i rozczarowani. Jak mam być szczery to do tej pory nie wiem - słyszałem wersję, że sędzia dał kartonik nie temu komu trzeba i zmodyfikował swą decyzję. 

Ok. 70 minuty już wiedzieliśmy, że z awansu nici. Cuda się zdarzają, ale nie było widać koncepcji na taki cud. Chcieliśmy chociaż wygrać. Niestety, były legionista Marek Saganowski pokrzyżował nam i ten plan, zdobywając ok. 10 minut przed końcem bramkę. Goście cieszyli się jakby zdobyli mistrzostwo świata, bramkarz wyleciał na ławkę obściskiwać wszystkich po kolei, piłkarze podrzucali się w powietrze, kibice gości latali po całej obszernej trybunie (pojemność 1200, ich ok 100) fikając salta i oddając hołd piłkarzom. Co najmniej jakby w pierwszym meczu było 0:0. Ale ok - nie się cieszą, w końcu to ich chwila, dla nas znowu nie ma pucharów, już trzeci rok z rzędu odpadamy w rundzie niemal wstępnej (2003 - druga runda P.UEFA, 2004 - 1 runda, 2005 - 1 runda). Pełne rozczarowanie i żal. Nie można jednak odmówić piłkarzom jednego - ambicji. Chcieli, ale nie wiedzieli jak. Niestety. Zatem tym razem ładnie wszyscy podziękowaliśmy i cóż, powtarzamy to co co roku... ZOBACZYMY SIĘ ZA ROK W LIDZE MISTRZÓW !!!!!!

Z ukłonami


:: spoxgreq ::

 


AM Sport : Layout & GFX : Urimourn (urimourn@vp.pl)