::: US
OPEN :::
:: INTRO
Jako taki wstęp sobie daruje, to, co miałem do powiedzenia
na temat poszczególnych zawodników i zawodniczek i ich szans możecie
przeczytać w tekście „US Open okiem proroka” sprzed dwóch miesięcy,
głupio byłoby powtarzać te same informacje, więc bez zbędnego gadulstwa
przejdę do rzeczy. Zdając sobie sprawę, że większość z Was interesuje
się tenisem wybiórczo, wyodrębniłem specjalną rubrykę- KOFT
czyli Kącik Okazjonalnego Fana Tenisa, przeznaczony dla osób, których tenis
obchodzi tyle, co znikanie Morza Martwego, ale z pewnych względów podczas
niektórych relacji nie mogą oderwać oczu od ekranu (wiem, jestem
szowinistyczną świnią, ale zwiększam szansę, że ktoś więcej niż Publo
przeczyta moje słowa :)) (-
Uwielbiam takie długie relacje ;P - Publo) Reszta relacji to po prostu wyniki rozstawionych, sensacje,
dramaty, w skrócie: dynamiczna relacja i profesjonalne komentarze z Flushing
Meadows (trzeba się jakoś reklamować:)
Wspomnę jeszcze o paru wydarzeniach sprzed US Open, które
nie zmieściły się w poprzednim tekście. Z turnieju wycofał się Marat
Safin (zgodnie z oczekiwaniami kolano nie wytrzymało), a w kwalifikacjach
odpadli Polacy - Chadaj (pierwsza runda) i Kubot (druga). Co ciekawe -
pogromca Kubota - Niemiec Phau przegrał w trzeciej rundzie eliminacji, ale
korzystając z wycofania się Safina wskoczył na jego miejsce jako lucky
looser (-
A może lucky bastard? :P - Publo). Po ostatnich turniejach w Ameryce zmieniła się także
oczekiwana przeze mnie kolejność rozstawienia. Dwójkę otrzymał jednak
Nadal, Roddick musiał zadowolić się czwórką, jednak nie mogę się oprzeć
wrażeniu, że Amerykanin trójki nie otrzymał tylko ze względu na to, by mógł
zagrać z Federerem dopiero w finale.
:: DZIEŃ PIERWSZY
(pierwsza runda)
>> KOFT
Szarapowa szybko i bez trudu pod czujnym okiem kamer ograła
Greczynkę Danilidou 6-1, 6-2. Camile Pin ugrała gema więcej w
nietransmitowanym niestety pojedynku z Hantuchową. Pietrowa również nie
zawitała w naszych domach podczas ogrywania dwukrotnie do czterech Czeszki
Birnerowej. Podobnie Iwanowić, która pokonała reprezentantkę gospodarzy
Lee-Waters.
Niestety słaby dzień, bez zaciętych spotkań. Mimo wyniku
(6-1, 6-3) najciekawszy był mecz zwyciężczyni z 2003 r Sereny Williams. i
kompletnie nieznanej reprezentantki Tajwanu Yung Jan. Spotkanie stało na
bardzo przyzwoitym, wyrównanym poziomie. O ile wynik sugerować mógł coś
innego była to trudna przeprawa dla młodszej siostry Williams. Dość
powiedzieć, że pozostałe faworytki swoje mecze pokończyły w 40 minut, a
ten pojedynek trwał blisko 80. W pierwszym secie Williams pewnie wygrywała
swoje podania, Reprezentantka Tajwanu zaś rozsądnie się broniła, prowadząc
długie wymiany. Mimo, że Amerykanka dwa razy przełamała rywalkę, to każdy
jej gem serwisowy ciągnął się w nieskończoność, zawsze były grane na
przewagi. W drugim secie Azjatka wygrała swojego gema serwisowego, po czym
przełamała Serenę i wyszła na 2-0. Wtedy Amerykanka się sprężyła i wyrównała
stan pojedynku. Następne dwa gemy wygrały serwujące, ale w siódmym
Williams przechyliła szalę zwycięstwa na swoją korzyść, przełamując
rywalkę, po czym wygrała swoje podanie. Podłamana Jan dała się przełamać
po raz drugi, przegrywając spotkanie już za pierwszym meczbolem.
Odpadła ubiegłoroczna triumfatorka, Kuzniecowa, ulegając
wyraźnie w dwóch setach (3-6, 2-6) swojej rodaczce Byczkowej. Wyraźnie to
trochę mało powiedziane, to był po prostu blamaż. 45 niewymuszonych błędów,
więc jak łatwo policzyć z dwunastu zdobytych przez rywalkę gemów jedenaście
podarowała jej w prezencie. Dosłownie, bo gier na przewagi właściwie nie
było. Ale po czymś takim nikt za Rosjanką nie będzie płakać.
Z rozstawionych odpadły jeszcze Farina-Elia, powoli już
chyba kończąca karierę i nieoczekiwanie Australijka Molik, ulegając w dwóch
setach reprezentantce gospodarzy Perry. Po meczach bez historii do drugiej
rundy awansowały V. Williams, Clijsters, Schiavone, Wadisowa, Duszewina,
Sugiama i Iwanowić. W pojedynku wyblakłych gwiazd Raymond ograła Kremer.
Odpadła nasza Marta Domachowska, przegrywając po raz trzeci w karierze z
reprezentantką Izraela Peer (5-7, 5-7).
Jedyna pięciosetówka była dziełem Gasqueta i Martina,
ostatecznie wygrana przez tego pierwszego. Gasquet wygrał pewnie dwa pierwsze
sety, po czym najzwyczajniej w świecie odechciało mu się grać. Kiedy w piątym
secie ochota do gry mu wróciła, po raz kolejny okazał się lepszy od
Hiszpana. Z turniejem pożegnał się rozstawiony z 9 Gaudio, ale to akurat
nikogo nie dziwi, Argentyńczyk jest świetny na nawierzchni ziemnej, a gdzie
indziej to szkoda mówić… Jego pogromcą okazał się Amerykanin Baker.
Mecz trwał trzy sety, a Argentyńczyk robił, co mógł, by jak najszybciej
zejść z kortu. Że wspomnę tylko o pójściu do siatki po beznadziejnym
drugim serwisie, nie umiejąc przy tym grać wolejem. W podobnym stylu z
turniejem pożegnał się gasnący w oczach Henman. Bez trudu awansowali inni
rozstawieni. Agassiemu na trzy sety wystarczyła godzina, trzysetówki
rozegrali też Jużny, Nadal, T. Johansson, Ljubicić, Coria i Novak. Trochę
więcej musieli pomęczyć się Haas, Robredo i Puerta, choć sukcesy tych dwóch
ostatnich wcale takie oczekiwane nie były. Dalej awansował również
pogromca Nadala z Cincinatti- Czech Berdych.
::
DZIEŃ DRUGI (pierwsza runda- c.d.)
>> KOFT
}
Z turniejem już po pierwszej rundzie żegna się Chorwatka
Karolina Sprem ulegając w dwóch setach rozstawionej z 32 Hiszpance
Medinie-Garrigues. Dalej gra Kartanczewa, która ograła Megan Shaughenessy po
zaciętym, trzysetowym spotkaniu. Obu meczów niestety nie pokazano.
Najciekawiej zapowiadał się mecz finalisty z Montrealu -
Luksemburczyka Mullera i faworyta gospodarzy Roddicka. Jednak to, co można było
zobaczyć przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Kiedy Amerykanin serwował
jak maszyna i przełamał rywala na 4-2 wydawało się, ze szybko będzie po
sprawie. Tym bardziej, że dopiero chwilę później Muller zdobył pierwszy
punkt przy serwisie Roddicka. Kiedy jednak Amerykanin serwował na seta
Luksemburczyk odrobił stratę i chwilę potem zrobiło się 5-5. W następnych
dwóch gemach obaj grali kapitalnie, świetnie serwując, atakując pod siatką
i posyłając soczyste, agresywne forehandy. W tie breaku Muller wyszedł na
4-0, potem na 5-2 i wtedy idealnym dropshotem wypracował sobie piłkę setową,
którą od razu wykorzystał. W następnych setach przełamań już nie było.
Obaj załatwiali sprawę serwisem, a jeśli nie wystarczał, szła jakaś potężna
piłka wygrywająca. Do tego stopnia, że nie było kiedy popełnić
niewymuszonych błędów - przed tie breakiem drugiego seta Roddick miał ich
na koncie 6, Muller- 10. W drugim secie Mullerowi nie poszło już tak łatwo
w tie breaku, dwukrotnie przy grze na przewagę z powodzeniem bronił setbola.
Tegoż powodzenia Roddickowi starczyło tylko na jedną piłkę setową, druga
załatwiła sprawę, Muller zdobył siódmy gem, wygrywając 10- 8. Trzeci set
to kopia drugiego, przed tie breakiem Roddick sprawiał wrażenie wyraźnie
speszonego całą sytuacją. A Muller szalał, słał potężne piłki prosto
na linie, nie do odebrania przez Amerykanina. Żeby tylko przez Amerykanina,
Luksemburczyk rozegrał mecz życia, Federer i Nadal nie daliby mu tego dnia
rady. Tie break trzeciego seta kończy się 7-0, Roddick po bardzo dobrej grze
żegna się z turniejem już po pierwszej rundzie nie ugrawszy nawet seta.
Megasensacja staje się faktem.
Drugi z faworytów nie zawiódł, w 64 minuty Federer
odprawił z kwitkiem Minara tracąc ledwie trzy gemy. Dalej awansowali także
Srichaphan, Nalbandian, Stepanek, Mirnyj, Gonzales i Ancić, wszyscy bez
straty seta. Czwarta partia do zwycięstwa była potrzebna Rochusowi, Lopezowi
i trochę już przygasłym Kuertenowi i Schuettlerowi. Odpadł finalista
sprzed dwóch lat- Ferrero, przegrywając bez walki z Clementem. W drugiej
rundzie zabraknie także Rusedskiego, ale to nie jest niespodzianka. Przegrał
gładko z Amerykaninem Blake’m, powracającym do wysokiej formy po słabszych
sezonach. Najdramatyczniej było w pojedynku Murraya i Pavela. Młody Szkot,
po dramatycznym boju, w trakcie którego przeszedł rozstrój żołądka zakończony
wyrzuceniem treści pokarmowej na kort, ograł w pięciu setach reprezentanta
Rumunii. Pięciu setów potrzebował również Nieminen, aby pokonać Słowaka
Becka
U pań wiało nudą, z rozstawionych kłopoty miały tylko
Golovin (3 sety z Ruano- Pasqual) i ewentualnie Dementiewa, choć dwa sety
wystarczyły jej do zwycięstwa z Czeszką Szafarzową. Reszta w komplecie i
bez trudu przebrnęła pierwszą rundę.
:: DZIEŃ TRZECI
(kobiety- druga runda, mężczyźni- dokończenie pierwszej i druga)
>> KOFT
To, co trzeba było, pokazano. Choć i Pietrowa i Szarapowa i
Hantuchowa w ekspresowym tempie odprawiły rywalki. Ograły one odpowiednio
Nakamurę, Randriantiefy i Salerni. Odpadła Iwanowić, ulegając Vento-Kabchi.
Trzeci dzień jest najgorszy na US Open. Druga runda pań
nadal jest mało ciekawa, rozstawione nie dają szans rywalkom, a u Panów
trwa dokończenie pierwszej rundy w postaci pięciu meczów plus garstka
spotkań drugiej rundy. Schiavone, Wadisowa i siostry Williams bez trudu ograły
rywalki. W pierwszym secie pojedynku z Zuluagą męczyła się Clijsters, ale
w drugim zwyciężyła do zera. Z rozstawionych sety straciły tylko Sugiama i
Duszewina, przy czym ta druga przegrała z pogromczynią Domachowskiej- Peer aż
dwa, odpadając tym samym z turnieju. Najciekawiej było w pojedynku
Amerykanki Granville i Australijki Pratt. Pierwszy set wygrała reprezentantka
gospodarzy, w drugim prowadziła 5-4 i serwowała, miała meczbola, którego
nie wykorzystała, chwilę potem została przełamana. Sfrustrowana przegrała
dwa kolejne własne podania, zrobiło się 1-1 w setach i 0-2 w trzeciej
partii. Potem zgodnie wygrywały swoje podania, a kiedy Australijka serwowała
na mecz została przełamana, chwilę potem po raz drugi i Amerykanka wygrała
set 7-5. Sam mecz był brzydki, proste przebijanie piłki nad siatka, aż ktoś
zepsuje, ale dzięki dramaturgii przyjemnie się oglądało. Na dobre z
turniejem pożegnała się Domachowska, która wraz z Talają w parze uległa
chińsko tajwańskiemu deblowi Lee/ Peng w trzech setach (7-6, 4-6, 2-6).
U panów bez sensacji, wygrane w czterech setach Denta i
Hrbatego, którzy odprawili z kwitkiem dwóch Niemców- Burgsmullera i Seppla,
Hewitt nie daje żadnych szans finaliście Australian Open i triumfatorowi
Roland Garros sprzed lat-Hiszpanowi Costa. Nadal wygrywa z reprezentantem
gospodarzy Jenkisem w trzech setach, ale po zaciętej walce. Z gry w pojedynku
z mistrzem olimpijskim Massu wskutek kontuzji zrezygnował Novak, oddając
mecz walkowerem. Jedyna pięciosetówka była dziełem Ferrera i Calleriego,
wygrał pierwszy z nich.
:: DZIEŃ CZWARTY (druga
runda- c.d.)
>> KOFT
W dolnej połówce drabinki KOFT traci rację bytu-Karatanczewa odpada, zdobywając, choć z właściwym sobie wdziękiem, w
meczu Mauresmo tylko jednego gema.
Hitowo zapowiadał się pojedynek Agassiego z Karłowiciem,
ale, jak to określili dziennikarze Eurosportu „Agassi oszczędził
naboje”, wygrywając po trzech tie- breakach. Najciekawiej było w secie
drugim, kiedy Chorwat najpierw atomowymi serwisami obronił trzy setbole, a w
gemie serwisowym Agassiego miał dwa break- pointy. Gdyby je wykorzystał
serwowałby na set, ale Amerykanin wybronił się. Obaj przełamywali się
tylko po razie (w drugim secie), choć dzięki fenomenalnym returnom bliżej
tej sztuki był Agassi. Amerykanin potwierdził, że jest najlepiej returnującym
tenisistą świata, w normalnych okolicznościach wiele serwisów Karłowicia
nie wróciłoby już na druga stronę, a zagrania Agassiego nie dość, że
wracały, to jeszcze były nie do odebrania dla Chorwata.
Z turniejem pożegnał się pogromca Roddicka- Luksemburczyk
Muller. Swego rodaka pomścił półfinalista z Cincinatti Ginepri a styl, w
jakim do uczynił zawstydza Roddicka. Choć trzeba przyznać, że Muller z
meczu pierwszej rundy i ten w spotkaniu z Gineprim to dwie różne osoby. Tym
niemniej klęska 1-6, 1-6, 4-6 co najmniej dziwi. Odpadł również T.
Johansson, przegrywając z nieobliczalnym Francuzem Grosjeanem, notabene chyba
jedynym zawodnikiem z tego kraju, który opanował sztukę gry poza
nawierzchnią ziemną. Co prawda awansował również Gasquet, ale on miał łatwiejsze
zadanie, bo po pierwsze grał z mało znanym Włochem Galimbertim, a po drugie
jego rywal przy stanie 2-1 w setach dla Gasqueta skreczował. Z rozstawionych
odpadł jeszcze Puerta, ulegając po pięciosetówce Szwajcarowi Wawrince. Z
turniejem pożegnali się także Matkowski i Fyrstenberg, ulegając po trzech
setach deblowi słowackiemu Hrbaty/ Mertiniak 6-4, 3-6, 4-6.
Reszta faworytów nie zawiodła, pewne zwycięstwo Haasa w
bratobójczym pojedynku z Schuettlerem, Corii ze Spadeą i Ljubicicia z
Saulnierem. Seta w pojedynku z Kuertenem stracił Robredo. Z rywalami
poradzili sobie również Berdych, Malisse, Ljubicić i Jużny.
U pań ponownie mało ciekawie. Większość spotkań kończyła
się łatwymi zwycięstwami faworytek po dwóch setach i mniej niż godzinie
gry. Od reguły odstąpiły Groenfeld, tracąc seta z Razzano i Schnyder
przegrywając pierwszą partię z Suchą. Jedyna niespodzianka była udziałem
Koreanki Cho, która ograła w dwóch setach Argentyną Dulko.
:: DZIEŃ PIĄTY
(kobiety- trzecia runda, mężczyźni- druga)
>> KOFT
Szarapowa trochę dłużej niż zwykle pokazała się przed
kamerami, pozwalając Niemce Schruff na zdobycie „aż” pięciu gemów.
Problemów z Granville nie miała Pietrowa. Odpadła za to Hantuchowa, uznając
wyższość starszej z sióstr Williams.
Z amerykańską publicznością pożegnała się turniejowa
szóstka- Rosjanin Dawidienko, ograny w trzech setach przez Taja Srichaphana i
dwudziestka piątka-Moya, który uznał wyższość Włocha Sanguinettiego.
Pierwszy trudny test ma za sobą Federer, Santoro przegrał z nim wprawdzie w
trzech setach, ale w każdym postawił Szwajcarowi trudne warunki ulegając
dwukrotnie do pięciu i w trzecim secie po tie- breaku. Specjalista od zwycięstw
nad Federerem- Hrbaty ograł niejakiego Lammera, a Kiefer, który jako jedyny
urwał Szwajcarowi seta na Wimbledonie, przegrywając ze Stepankem 0-2 w
setach, zdołał wygrać po pieciosetówce. Pięć setów trwał także
pojedynek Clementa i Murraya. Szkotowi starczyło sił tylko na cztery sety,
po wygranym tie-breaku czwartej partii, piątą oddał już bez walki
przegrywając do zera.
Mniej dramatycznie było w meczu pogromcy Kubota z
eliminacji Niemca Phau i Fina Nieminena. Po czterech setach zwyciężył ten
drugi. Jedną partie Hiszpanowi Serra oddał Mirnyj, podobnie jak Dent
Allmagro i Nalbandian Wesselsowi. Pewnie dalej awansował Hewitt, gromiąc
Acasusso i Ferrer, nie oddając Słowakowi Kuczerze nawet seta. W bałkańskim
pojedynku Djokowić- Ancić wygrał nieoczekiwanie ten pierwszy 3-1.
Szlagier w postaci meczu Venus Williams i Hantuchowej zakończył
się tak, jak się zakończyć musiał. Słowaczka walczyła jak tylko umiała,
ale na Amerykankę to wystarczyć nie mogło. Choć miała kilka break-pointów
nie wykorzystała żadnego. Venus wykorzystała trzy, co pozwoliło jej na
zwycięstwo dwukrotnie do trzech, po godzinie gry. Pierwszy raz została przełamana
Szarapowa, ale Niemce Schruff w niczym to nie pomogło, uległa 0-6, 4-6.
Druga z sióstr Williams nie miała problemów z ograniem Włoszki Schiavone,
a Clijsters pokonała Japonkę Sugiamę. Dalej awansowały również Wadisowa
i Vento-Kabchi, która w przeciwieństwie do Domachowskiej zalazła sposób
na Peer, choć straciła z nią seta.
:: DZIEŃ SZÓSTY
(trzecia runda)
>> KOFT
Dolna połówka drabinki średnio może zainteresować
okazjonalnych fanów. Ponoć wiernych wielbicieli mają Myszkina, Golovin i
Dementiewa, więc słówko o nich. Wszystkie grały ze swoimi rodaczkami,
wygrała tylko ta ostatnia. Były to trzy trzysetowe, transmitowane spotkania,
więc potencjalni zwolennicy GRY tych pań mogą czuć się
usatysfakcjonowani.
Dwa ciekawe pojedynki w rozkładzie dnia zakończyły się
zgodnie z oczekiwaniami. Pędzący jak burza Blake rozniósł w proch i pył
Nadala. Pierwszy set jednym przełamaniem wygrał Amerykanin, w drugim
sytuacja się odwróciła, ale to było wszystko, na co mógł sobie pozwolić
Nadal, następne sety Blake wygrał do jednego i trzech. Co ciekawe nie
potwierdziło się, że Hiszpanowi trzeba posłać trzy piłki kończące, żeby
zdobyć punkt. Blake szalał na korcie tak, że już po pierwszej nie było co
zbierać.
W drugim szlagierze Agassi stracił pierwszego seta w
turnieju, przegrywając pierwsza partię z Berdychem. W drugiej nie dał już
młodszemu o 16 lat Czechowi żadnych szans, wygrywając do jednego. Siły nie
opuściły go także w trzeciej i czwartej partii. Najpierw przełamanie
wystarczyło, aby wygrać do czterech, później było bardziej emocjonująco,
Agassi obronił setbola, a Berdych break-pointy. Czech grał bardzo nierówno,
genialne zagrania przeplatał szkolnymi błędami i to zadecydowało o losach
spotkania. W tie breaku jednak dzielił i rządził już tylko Amerykanin,
wygrywając do dwóch.
Mało spodziewany pochód Wawrinki powstrzymał Massu,
odnosząc jedyne tego dnia trzysetowe zwycięstwo. Klasę pokazał Gasquet,
ogrywając Chorwata Ljubicicia po zaciętym pięciosetowym boju. Dramatycznie
było w pojedynku Malisse’a i Jużnego. Rosjanin wygrał dwa pierwsze
sety, by w piątym secie przegrać mecz po tie-breaku. Tylko nieco mniej
emocji było w pojedynku Haasa i Ginepriego, piąty set do trzech wygrał
Amerykanin. Dalej grają również Coria i Robredo, którzy w czterech setach
ograli odpowiednio Grosjeana i Soederlinga.
U Pań w 8 meczach tylko Koreanka Cho nie grała jako
rozstawiona. Henin-Hardenne pokazała jej miejsce w szeregu. Dwa pojedynki
rosyjskie kończyły się tie-breakami w trzecim secie, Dementiewa wygrała z
Czaktewadze, a Lichowczewa z Myszkiną. Dechy potrzebowała trzech setów na
Golovin i to było wszystko z emocji tego dnia. Mauresmo, Davenport i Schnyder
wygrały w dwóch setach, a Pierce w półtora, w połowie drugiego Jankowić
zeszła z kortu.
:: DZIEŃ SIÓDMY
(kobiety- 1/8 finału, mężczyźni- trzecia runda)
>> KOFT
Jak być powinno: Szarapowa roznosi Mirzę ,a Pietrowa, choć
z kłopotami ogrywa Wadisową. Wszystko to na żywo, stereo i w kolorze.
Niespodzianką dnia jest wygrana Nieminena nad Mirnyjem.
Gigant z Białorusi pokonał grającego dziwny tenis Fina tylko w trzecim
secie. Nieminen nieskładnie przebijał piłki do upadłego, aż w końcu któraś
nie wracała. Mirnyj, często wędrujący pod siatkę narażał się na
passing shoty, których mimo ogromnego zasięgu ramion nie był w stanie wybrać.
Małym zaskoczeniem był również triumf Verdasco nad Djokowiciem.
Były też i prawdziwe perełki. Pięciosetówka Hewitta z
Dentem to istny dreszczowiec. Amerykanin z 0-1 w setach wyprowadził na 2-1,
potem gładko dał się ograć Hewittowi w czwartym, a w piątym stracił
podanie, było 4-1 dla Australijczyka. Pozbierał się jednak, świetnie
atakował, często ruszał do siatki i to z powodzeniem, odrobił przełamanie
i wyszedł na 5-5. Potem Hewitt wygrał swoje podanie, a Dent znów zaczął
psuć. Zrobiło się 0-30 po dwóch cudownych wymianach, potem po pięknym
woleju i złym passing shocie Hewitta zrobiło się 15-30, ale Australijczyk
wywalczył dwie piłki meczowe. Drugą wykorzystał. Szkoda Denta, prezentował
się znacznie widowiskowej niż Australijczyk, ale nie od dziś wiadomo, że
byłemu narzeczonemu Clijsters dobrze wychodzi gra z ofensywnie usposobionymi
zawodnikami.
A mecz Sanguinettiego ze Srichaphanem to jedno z lepszych
widowisk, jakie kiedykolwiek widziałem. Za takie spotkania można pokochać
ten sport i to niekoniecznie z przyczyn wymienionych w KOFT. Cytując Karola
Stopę (komentator Eurosport) grali jak „jacyś dwaj natchnieni
geniusze”. Stopwoleje Włocha mogą się śnić po nocy samemu
Federerowi, dramaturgia większa niż w hollywoodzkich produkcjach, bo przecież
kamery przenosiły się na to widowisko pod hasłem „tu zaraz będzie
koniec”, a koniec był po ponad dwóch godzinach. Do tego fenomenalny
teatr gestów i min obu zawodników, całowanie siatki, pompki robione przez
Taja, monologi do samego siebie w wykonaniu Włocha… Cudo…
Znacznie bardziej przeżywam piłkę nożną, ale tie break piątego seta oglądałem
na stojąco, z wypiekami na twarzy, a grali dwaj zawodnicy, którym nigdy nie
kibicowałem. Była trzecia nad ranem… Wygrał Sanguinetti 6-3, 4-6,
6-7, 7-6, 7-6. Mecz trwał blisko cztery i pół godziny.
Po tym meczu już nic nie rusza. Planowe wygrane Kiefera nad
Clementem, Federera nad Rochusem i Nalbandiana nad Gonzalezem. Tylko pierwszy
z triumfatorów stracił seta.
A to, co się dzieje u pań to jakaś paranoja. Szarapowa
6-2, 6-1, Clijsters 6-1, 6-0, pojedynek sióstr Williams trwał jeden set, kto
przegrał oddawał drugiego bez walki, by druga z sióstr oszczędziła siły.
Wygrała Venus. Do ćwierćfinału
awansowała też Pietrowa, ogrywając, jako jedyna po walce, Czeszkę Wadisową.
:: DZIEŃ ÓSMY (1/8 finału)
>> KOFT
Trzymajmy się Dementiewej, żeby było o czym pisać…
Rosjanka ograła Patty Schnyder 6-4, 6-3.
Z turniejem żegna się Henin-Hardenne. Za finał French
Open Belgijce zrewanżowała się Mary Pierce. Zaskoczę Was, jeśli powiem, że
gdzie indziej nuda? Davenport z Dechy 6-0, 6-3, Mauresmo z Lichowczewą 6-1 i
o dziwo 7-6. Trochę bardziej męczyła się Dementiewa, ale co to za męczenie
się, skoro wygrywa się 6-3, 6-4.
Tym razem Agassi zmarnował sporo nabojów. Z Malisse’
m mógł wygrać bez trudu w trzech setach, a musiał się męczyć na korcie
przez pięć. Wygrał pewnie dwa pierwsze sety, w trzecim grał lepiej, ale
chyba za wcześnie poczuł się zwycięzcą i przegrał w tie breaku. Belg
wpadł w trans i serwował jak natchniony, e efekcie zrobiło się 2-2 w
setach. Ale doświadczenie wzięło górę, Agassi opanował sytuację,
wytrzymał kondycyjnie tak samo jak młodszy o dziewięć lat rywal i w piątym
secie stracił tylko dwa gemy.
Najłatwiejszą przeprawę miał Blake, ograł Robredo w
czterech setach. Pozostałe dwa spotkania to kolejne pięciosetówki. Ginepri
nieoczekiwanie męczył się z Gasquetem, przegrywał już 1-2 w setach, ale
19-letniego Francuza opuściły siły, ostatniego seta przegrał do zera.
Podobny przebieg miał pojedynek Corii z Massu. Miałem Chilijczyka za
niezniszczalnego, a tymczasem w pojedynku z Corią w ostatnim secie słaniał
się na nogach.
:: DZIEŃ DZIEWIĄTY
(kobiety- ćwierćfinał, mężczyźni- 1/8 finału)
>> KOFT
Szarapowa i Pietrowa zrobiły wszystko tak jak trzeba. Po długim,
dramatycznym, trzysetowym boju wygrała Maria.
Tym razem mniej ciekawy dzień u panów, Hewitt roznosi Hrbatego, a Nieminen
Verdasco. Jak to zwykle bywa z Kieferem męczył się Federer i jak to zwykle
bywa oddaje mu jednego seta, a w pozostałych wygrywa. Ciekawie było tylko w
pojedynku Nalbandiana i Sanguinettiego. Włoch wygrał pierwszą partie 6-4, a
w drugiej przełamał Argentyńczyka. Nalbandian się podniósł i wygrał w
tie breaku, wyrównując stan meczu. Reszta już bez historii: 6-4, 6-2.
Szlagierowo wyglądał mecz V. Williams i Clijsters.
Faworytką była Belgijka, ale nikt nie stawiał zwyciężczyni Wimbledonu na
straconej pozycji. Amerykanka wygrał pierwszą partię 6-4, w drugiej długo
szły łeb w łeb, dopiero w 11 gemie Clijsters przełamała Williams, chwilę
potem wygrała swoje podanie, doprowadzając do remisu. To podłamało
Amerykankę, a uskrzydliło Belgijkę. Efekt? 6-1 dla Clijsters w trzecim
secie
Jeszcze ciekawiej było w pojedynku Szarapowej i Pietrowej.
Każdy set kończył się w dramatycznych okolicznościach, a emocji nie
brakowało do końca. Pierwszy 7-5 dla Szarapowej, w drugim Pietrowa prowadzi
5-2 i serwuje. Chwilę potem jest 5-4 i równowaga, ale Pietrowa zdołała w
końcu zdobyć dwie piłki pod rząd, wygrywając 6-4. W trzecim secie do
stanu 3-3 szły po równo, Szarapowa wygrała swój gem na 4-3, po czym przełamała
Pietrową, zrobiło się 5-3 i serwis na mecz. Wtedy Nadia zaczęła grać jak
z nut i odrobiła stratę. Koncentracja szybko ją opuściła i przy swoim
serwisie broniła dwóch meczboli. Z powodzeniem. Doprowadziła do równowagi,
znowu był meczbol dla Szarapowej, ale tym razem broniąc go Pietrowa wyrzuciła
piłkę w aut.
:: DZIEŃ DZIESIĄTY (ćwierćfinał)
>> KOFT
Nadal Dementiewa broni KOFT-u w tej połówce drabinki. Tym
razem pokonała Davenport po tie-breaku w trzecim secie.
Na mecz dnia anonsowano pojedynek Blake’a z Agassim.
Faworyta trudno było przewidzieć, Agassi to mistrz wielki, a Blake po
perypetiach zdrowotnych wraca do wspaniałej formy. W ciągu ostatnich tygodni
obaj wygrali po turnieju, więc należało się spodziewać wspaniałego
widowiska. I chyba nikt się nie zawiódł. Agassi przegrał ten mecz trzy
razy. Najpierw przy stanie 0-2 w setach został przełamany na 0-2. Następnej
partii powinno nie być, ale skoro już, to Agassi został przełamany, było
2-3 i serwis Blake’a. Andre wygrał 4 następne gemy i zrobiło się 2-2
w setach. W piątym zaś secie James serwował na mecz, mimo to Agassi kilkoma
genialnymi zagraniami się wybronił i doprowadził do tie breaku, gdzie od
razu wywalczył mini break. Chwilę potem Blake odrobił stratę i sam
wywalczył drugi punkt przy serwisie Andre. Koniec? Skądże… Agassi
zarabia dwa punkty przy serwisie Blake’a i ma piłkę meczową przy
swoim serwisie. Oczywiście ją marnuje, drugim serwisem stwarza sobie
drugiego meczbola, którego przy serwisie Blake’a od razu wykorzystuje.
Mistrz wygrał, ale ile pięciosetówek może znieść 35- latek…
Drugi półfinał również był dramatycznym widowiskiem,
niemal tak epickim jak pojedynek Srichaphana i Sanguinettiego. Ginepri i Coria
również tworzyli teatrzyk, a to przybili sobie piątki po ładnej wymianie,
a to przeganiali piłkę spadającą w okolice linii. Dziwne jest, że Coria
zwycięstwa nie wybiegał. Spodziewano się, że na Ginepriego jego szybkość
jeszcze wystarczy, tymczasem klasę pokazał wyraźnie będący na fali
Amerykanin. Tylko drugi set był bez historii, Coria po wygraniu pierwszej
partii drugą oddał bez walki do jednego. W kolejnych setach wystarczało już
tylko jedno przełamanie, o raz więcej zrobił to Ginepri, przełamując
rywala w trzecim i w piątym secie.
Kompleks Mauresmo trwa, już chyba ona sama się pogodziła
z tym, że turnieju wielkoszlemowego nie wygra. Tym razem gładko uległa
finalistce French Open-Pierce. Zupełnie inny przebieg miał pojedynek
Dementiewej i Davenport. Na początku Amerykanka grała słabo i ospale,
nieoczekiwanie poniosła klęskę 1-6. Potem się pozbierała, drugą partię
wygrała 6-3 i o wszystkim miał zadecydować trzeci set, a wreszcie jego tie
break. Amerykanka miała szanse meczową, ale Dementiewa zachowała zimną
krew i ze stanu 5-6 wygrała trzy kolejne piłki awansując tym samym do półfinału.
:: DZIEŃ JEDENASTY (mężczyźni-
ćwierćfinał)
>> KOFT
Kobiety nie grały, dzień przerwy przed półfinałami.
Dzień na US Open trwa coraz krócej, tylko dwa mecze.
Pierwszy Fin w ćwierćfinale wielkiego szlema grał tenis banalny, czytelny i
prosty. Wystarczyło to, żeby ugrać dwa sety w pojedynku z Hewittem, a gdyby
nie błędy sędziów to nie wiadomo, czy nie na coś więcej. Drugi mecz
nowego rozdziału w historii tenisa nie otworzy. Gdzie te czasy, kiedy
Nalbandian czarował precyzyjnymi atakami zza końcowej linii? Gdzie te czasy,
kiedy wygrał z Federerem pięć meczów z rzędu? Na to pytanie nie zna chyba
odpowiedzi sam Argentyńczyk, pokonany 2-6, 4-6, 1-6.
:: DZIEŃ DWUNASTY
(kobiety- półfinał)
>> KOFT
Oba dzisiejsze mecze pasowały do KOFT-u, więc czytajcie
poniżej.
Wiem, że Clijsters była faworytką, ale Szarapowa grała
tu dużo pisać-źle. Cudowne zagrania przeplatała dziwnymi błędami. W
pierwszym secie wyglądała jakby lada moment miała skreczować, ostatecznie
uległa 2-6. W drugim to wyglądało niemal tak samo, ale konsekwentnie
wygrywała swoje podanie, broniąc się nawet ze stanu 0- 40. Doprowadziła do
tie breaka, którego nieoczekiwanie wygrała. W trzecim secie niespodzianki
nie było, Szarapowa nadal słaniała się na nogach, popełniając mnóstwo
niewymuszonych błędów. Clijsters wygrała do trzech. Dementiewej zaś chyba
zabrakło sił. Chociaż gdyby ona zaczęła serwować jak przystało na szóstą
rakietę świata, byłaby nie do pokonania. A tak serwując tradycyjnie wygrała
pierwszą partię 6-3. To niestety wszystko, na co było stać Rosjankę, dwa
kolejne sety bez historii, przegrane do dwóch
:: DZIEŃ TRZYNASTY
(kobiety- finał, mężczyźni- półfinały)
>> KOFT
Mowy nie ma, ani Clijsters ani Pierce w KOFT nie będzie.
Nigdzie indziej też nie będzie. Wybaczcie, ale nie mam
zamiaru rozwodzić się nad widowiskiem, które trwało niecałą godzinę i
skończyło się jednym wielkim pogromem. Clijsters dosłownie rozniosła na
korcie Pierce 6-3, 6-1, pokazując, że po kontuzji nie ma już śladu i że
wkrótce znowu będzie się liczyć o palmę pierwszeństwa w rankingu.
Tyle, że o meczach panów wiele więcej nie napiszę.
Hewitt zagrał znacznie lepiej przeciwko Federerowi niż w ubiegłorocznym
finale. Problem w tym, że po tamtym finale mógłby zakończyć karierę ze
wstydu. Tym razem ugrał nawet seta, a w innym dociągnął do tie breaku. Choć
tak się jakoś dziwnie składa, że chyba nikt ani przez sekundę nie zwątpił,
kto zejdzie z kortu zwycięzcą.
Drugi półfinał to pieciosetówka Ginepri-Agassi. Jedna
ze słabszych, jakie w życiu widziałem. Obaj już wyraźnie zmęczeni
dotychczasowymi bojami grali słabo i ospale, dużo psując. To nie było tak,
że decydowały jakieś wybitne zagrania, kilka błędów więcej powodowało,
że ktoś wygrał lub przegrał set. Trochę to się zmieniło w piątej
partii. Agassi włączył piąty bieg, w czasie, gdy Ginepri pozostał na
drugim. Mistrz włożył w ten set trochę więcej serca i dzięki temu
awansował do wielkiego finału
:: DZIEŃ CZTERNASTY (mężczyźni-
finał)
>> KOFT
Zajrzyjcie do Woman Corner, Spooky pewnie coś tam wcisnął.
Tylko po co ja to piszę, skoro chyba nie ma nikogo, kto tam już nie zajrzał.
Jakby ktoś nie wiedział, czemu nic tu nie ma, bo nie doczytał, to wyjaśniam,
że puchar wczoraj stał się własnością Kim Clijsters
Moim zdaniem Agassi zmarnował wielką szansę. Federer był
tego dnia jak najbardziej do ogrania. Popełniał mnóstwo jak na niego błędów,
nie czarował grą. A Agassi mu w tym dorównał. W pierwszym secie pokpił
sprawę, oddając go niemal bez walki, a kiedy ją podjął było za późno.
Ale że walczył dzielnie niech przekona fakt, że obronił osiem setboli. W
tym momencie Andre zwietrzył swoją szansę, w drugim secie nie dał
Szwajcarowi najmniejszych szans, przełamując go dwukrotnie i wygrywając
pewnie 6-2. W trzecim szybko przełamał Rogera, grając jak z nut i prezentując
się o klasę lepiej od zupełnie rozbitego Federera. Niestety, nie wykorzystał
szansy i pozwolił Szwajcarowi na odrobienie straty. I w tym momencie sny
Agassiego o triumfie się skończyły. Trzy pięciosetówki jednak zrobiły
swoje i funkcję rozbitego przejął Amerykanin. Dociągnął jeszcze
wprawdzie do tie breaku, gdzie przegrał do jednego. Czwarty set już zupełnie
bez historii. Agassi z trudem wywalczył honorowego gema, nie próbując nawet
powstrzymać marszu Federera po drugi tytuł na US Open z rzędu.
:: REKAPITULUJĄC
Turniej kobiet to jeden wielki dramat, ładnych meczów jak
na lekarstwo, większość to regularne rzezie niewiniątek, a mimo to premie
pieniężne są takie same. Nie, nie jestem za dyskryminacją, ale to chwilami
była czysta paranoja. U panów za to turniej udany, z prawdziwymi perełkami
(jak choćby Sanguinetii- Srichaphan czy Agassi- Blake), choć w końcowej
fazie jakby wszystko trochę siadło. Ale były sensacje (Roddick, Nieminen),
dramaty (Murray), rozbłysła gwiazda Ginepriego, który jak do tej pory tylko
dobrze się zapowiadał. U pań wszystko zgodnie z przewidywaniami, nawet klęski
Kuzniecowej nie należało wykluczać. Dość powiedzieć, że w 1/8 finału
grała tylko jedna nierozstawiona zawodniczka. Ale w obu przypadkach było
ciekawiej niż w zeszłym roku. U kobiet nigdy nie można być pewnym, kto
wygra, a i Federer tym razem nie zdominował turnieju, jak to uczynił przed
rokiem.
:: CO Z TYM PROROKIEM
Zwycięzców przewidziałem, kontuzję Safina i umiarkowane
kłopoty Federera z Kieferem też. Ze wskazywanych przeze mnie zawodników
zawiedli Roddick i Johansson, ale reszta minimum ćwierćfinał osiągnęła.
Przy czym sukcesów Ginepriego i Blake’a przewidzieć nie mogłem-tamten tekst powstał, nim zaczęła się u nich eksplozja formy. U pań zaś-z sześciu typowanych przeze mnie faworytek w ćwierćfinale było pięć,
przy czym Serena Williams odpadła, bo tak wyszło z turniejowej drabinki. Choć
nie będę się oszukiwać-nie było trudno przewidywać, co się będzie
działo na korcie. Właściwie to w drugim tygodniu tylko w jednym meczu nie
wygrał ktoś, kogo uważałem za faworyta- był to mecz Demetiewej i
Davenport. Ale żeby nie było, że robię z siebie niewiadomo co-zwykle aż
takiego wyczucia nie mam…
(Póki co wracam na studia i nie będę
miał telewizora z Eurosportem przed sobą, by móc Was katować kolejnymi
tekstami o tenisie, ale jeśli uda mi się jakoś rozwiązać ten problem, pomęczymy
się nawzajem ze sobą. Słowa uznania dla spooky’ ego, bo mimo początkowych
zamiarów nijak nie mogłem dorównać jego tekstowi o Australian Open. Co nie
zmienia faktu, że dwa tygodnie noc po nocy oglądania tenisa zrobiło swoje i
troszkę minie nim wrócę do normalnego dobowego cyklu życia. A póki co dziękuję
Ci, że doczytałeś aż tutaj, Publo :) (-
Proszę Cie bardzo, nie było AŻ tak źle ;P - Publo) Innym oczywiście też, o ile
takowi są:)- JIVŚ)
:: Jędrzej
IV Śniady ::
|