::: PÓŁFINAŁ
ME: HORROR Z
ROSJANKAMI! :::
Mecze z Rosjankami zawsze były długie, męczące i interesujące, ale
takiego horroru, jaki zapewniły nam dziewczyny w półfinałach dawno nie
widzieliśmy. Zacznijmy od początku. Spotkanie rozpoczęliśmy w składzie: Bełcik,
Mróz, Rosner, Glinka, Skowrońska, Świeniewicz, Zenik (libero).
|

|
|
|
Atak Małgosi Glinki |
|
Pierwszy set był całkiem wyrównany, ani jeden, ani drugi
zespół nie był ani trochę lepszy ani gorszy. Polki od początku goniły
rywalki, aż doprowadziły do remisu 6:6. Na pierwszą przerwę techniczną
Rosjanki schodziły z jednopunktowym prowadzeniem, przy drugiej sytuacja była
odwrotna. Ciągle trwała zacięta walka punkt za punkt. Obserwowaliśmy zmianę
Mileny Rosner z Asią Mirek i wygraną seta 26:24 po dobrym ataku Doroty Świeniewicz
i dobrym bloku Polek.
Drugą partię od asa serwisowego rozpoczęła Iza Bełcik,
jednak w chwilę później rozpoczęła się kolejna długa i męcząca walka
oczko za oczko. Obserwowaliśmy wiele remisów, a żaden zespół nie mógł
wyjść na prowadzenie. Dopiero przy drugiej przerwie technicznej obserwowaliśmy
dwupunktową przewagę zawodniczek z Rosji.. Jednak od stanu 20:20 to Polki
rozdawały karty, a w zasadzie Asy i po kiwce Mileny Rosner i błędzie po
drugiej stronie siatki wygraliśmy seta 25:22.
Trzeci set rozpoczął się znowu od nerwowej gry punkt za
punkt, która trwała aż do pierwszej przerwy technicznej, na którą Polki
zeszły z oczkiem prowadzenia. Następnie obserwowaliśmy atak Kasi Skowrońskiej
ze środka, dwie autowe zagrywki Rosjanek, dwa udane bloki Agaty Mróz i druga
przerwę techniczną 16:12. I w tym momencie nastąpił chwilowy przestój w
zespole Polskim, dziewczyny przebudziły się przy stanie 18:18 i znowu to one
rozdawały karty. Przy prowadzeniu 24:21 obserwowaliśmy pierwszą piłkę
meczową dla Polek, aby po pięciu piłkach meczowych i autowym ataku Doroty
Świeniewicz pozwolić wygrać tego seta przeciwniczkom 26:28 i musieć
kontynuować zmagania w kolejnej odsłonie wojny polsko-rosyjskiej.
Czwarta odsłona rozpoczęła się podobnie jak trzy
poprzednie i do pierwszej przerwy technicznej przebiegała podobnie. Jednak
później zmęczenie dało znać o sobie,. Dziewczyny nie mogły dogonić
przeciwniczek. Obserwowaliśmy zmiany: Joasia Mirek zastąpiła Małgosię
Glinkę, a Ola Przybysz Milenę Rosner. Polki nie mogły się przebić przez
wysoki blok rosyjski. Trener dał odpocząć przygotowując pierwszą szóstkę
na set piąty i tego seta przegraliśmy 20:25.
|

|
|
|
Warto było walczyć do ostatniej piłki |
|
Piąty set był walką o wszystko. Nie mogło w nim zabraknąć
emocji. Po dobrym ataku Dori i Mileny prowadziliśmy 2:1, do wyrównania
doprowadziła Kasia Skowrońska zagrywką w siatkę. Następnie punkt zdobyły
Rosjanki, trzcie oczko dla nas – Agata Mróz lewą ręką, kolejny punkt
podarowałyśmy przeciwniczką przez brak asekuracji bloku, jednak odegrała
się Iza dobrze kiwając. Po trzech pięknych atakach Doroty i dwóch dobrych
blokach Kasi Skowrońskiej i Gosi Glinki mieliśmy wynik 9:8. Milena Rosner
walnęła piłkę w aut, „poprawiła” Gosia Glinka i mieliśmy
kolejny remis. Zablokowana została Agata Mróz, a Milenę zmieniła Asia
Mirek. Następnie znowu punkt dla Rosjanek i bombowy atak Maggie, później
Doroty i wydawałoby się kończące zbicie piłki przez Małgorzatę. Piłka
trafiła w linię końcową boiska, jednak sędzia główny nie zgodził się
z decyzją sędziego liniowego i odgwizdał punkt dla Rosjanek. W dalszej części
spotkania gra wyglądała dość schematycznie, choć wcale nie monotonnie.
Czas dla Rosji, czas dla Polski, czas dla Polski, Glinka, Rosjanki, Glinka,
Rosjanki, Dorota, Rosjanki, Dorota i po dotknięciu siatki przez zespół
przeciwniczek wygraliśmy 22:20, a cały mecz 3:2.
Dzięki tej wygranej będziemy mogli podziwiać finał
w wykonaniu naszych "Złotek". Polki kontra Włoszki (mecz rozegrany
po meczu naszych pań z Rosjankami wyłonił naszego przeciwnika Włoszki
pokonały Azerbejdżan 3:0 (25:19, 25:19, 25:22). przyp.red.).
Czy Polkom uda się jak twierdzi trener Niemczyk zdobyć po raz drugi, a nie
obronić tytuł Mistrzyń Europy? Przekonamy się już niedługo.
Polska - Rosja 3 :
2 (26:24, 25:22, 26:28, 20:25,
22:20)
Polska:
Bełcik, Glinka, Świeniewicz, Mróz, Rosner, Skowrońska, Zenik (l) oraz
Mirek, Bamber, Przybysz, Śliwa, Pycia
Rosja: Szeszenina, Godina, Gamowa, Mierkułowa, Alimowa,
Safronowa, Fadiejewa (l) oraz Borodakowa, Kabeszowa, Kurnosowa, Sażina, Żadan
komentarze:
Andrzej Niemczyk zaraz po meczu: -
Zrobiliśmy horror sami sobie, ten mecz był w trzech setach do wygrania.
Jeszcze w piątej partii sędzia się pomylił. To trudny zespół, gra się
punkt za punkt. Uważam, że przyjęcie
powinniśmy mieć lepsze, zagrywka była czasem mało ryzykowna. Ja nie jestem
szarlatanem, nie wróżę, ale nie miałem stuprocentowo przygotowanego zespołu.
Mogłem zrobić więcej, ale przez kontuzje jechałem niepewny. To jedno z
trzech najdramatyczniejszych spotkań w mojej karierze. Co do finału, to
niech Piotrek tam u góry zdecyduje, z kim zagramy. Niech kibice trzymają
kciuki.
I chwilę później na konferencji prasowej: "W trzecim secie dziewczyny znów
przypomniały sobie o Bożym Narodzeniu i rozdawaniu prezentów. Za taki
horror w tej partii nie powinienem mieć litości. Bez względu na to, czy
zawodniczki zdobędą złoty czy srebrny medal, do Warszawy wracają pieszo.
Najwyżej z przerwa na odpoczynek w Częstochowie, aby mogły się pomodlić.
Kurcze, do tej pory nie rozumiem, jak tego seta można było przegrać i w ten
sposób narobić sobie tyle kłopotów. Mimo tego, że jestem ogromnie szczęśliwy
ze zwycięstwa, z drugiej strony jestem tak zły na baby..."
Milena Rosner: Straciłyśmy
dużo zdrowia i nerwów, jutro gramy finał i poczekajmy. Szkoda trzeciego
seta, prowadziłyśmy wysoko. W czwartym zeszło z nasz powietrze. Trudno tu mówić o
rozmowach w czasie gry, trudno się było ze sobą kontaktować. Z kim zagramy
w finale nie ma znaczenia. Jesteśmy na fali, oby tak dalej. Po
czwartym secie nie miałyśmy wątpliwości: teraz albo nigdy. Starałyśmy się
zmotywować słowami: 'trzeba złoić im dupska'. Było jeszcze dosadniej, ale
to nie nadaje się do publikacji. Emocje wzięły górę, ale udało
się psychicznie odbudować, zebrałyśmy w sobie wszystkie chęci, wiarę
Dorota Świeniewicz: O piątą
partię byłam spokojna. Gorzej z dwiema poprzednimi, ponieważ widziałam, iż
schodzi z nas powietrze. Brakowało nam wtedy bardzo dużego zaangażowania,
agresji sportowej. Trudno mi powiedzieć,
co było przyczyną niepowodzenia w trzeciej odsłonie. Człowiekowi czasem
wydaje się, że wystarczy jeden atak i jest w finale, a tymczasem
niepotrzebnie się rozpręża. Należy cieszyć się z finału. Dwa lata temu, kiedy
zdobywałyśmy w Turcji złoty medal, miałyśmy dwa ważne starty. A w tym
roku aż cztery, stąd mniej czasu na jeszcze lepsze przygotowanie pod względem
fizycznym. Do Chorwacji przyjechałyśmy, aby awansować do czwórki, a nie
bronić tytułu. Założyłyśmy sobie, że bardzo dobrze zagramy w przyjęciu.
Tak, aby móc 'rozrzucić' rywalki na siatce, bowiem ze względu na ich
wzrost, skrzydłami ciężko się grało. Kluczowa też była mocna zagrywka,
kierowana na najsłabszą wśród nich libero.
:: OJQ
::
|