::: FINAŁ
ME: ZŁOTKA ZNÓW ZŁOTE!!! :::
Pamiętam doskonale radość, która towarzyszyła wszystkim kibicom polskiej
siatkówki dwa lata temu, przy okazji Mistrzostw Europy w Turcji. To było
wielkie wydarzenie, a przy okazji wielka sensacja! Niemczykowi udało się
zmontować drużynę, która wywalczyła najważniejsze trofeum na starym
kontynencie. Ilu z nas przypuszczało, że za dwa lata nasze siatkarki obronią,
a raczej wywalczą po raz drugi złoty medal?
|

|
|
|
Ataki Mileny Rosner tego dnia były
bardzo udane! |
|
Kluczem
do sukcesu było z całą pewnością zgrywanie tych dziewczyn, wprowadzanie
nowych - czyli tzw. ciągła rotacja. To przyniosło efekt, mimo tego, ze nie
raz Polki przegrywały spotkania w innych turniejach. Tegoroczne ME były dla
naszej drużyny na pewno czymś szczególnym. Rozpoczęło się od
dramatycznej wiadomości związanej ze śmiercią Arka Gołasia. Z całą
pewnością skonsolidowało to zespół, a ten zagrał wspaniale, wygrywając
wszystkie spotkania! W tym numerze AM Sport możecie przeczytać relacje z
tychże, przypomnieć sobie jak to było w fazie grupowej, w półfinale - a
czytając ten tekst wrócić na chwile do pamiętnej niedzieli 25 września!
Na
19:00 przewidziano rozpoczęcie finału. Przeciwniczkami biało-czerwonych były
Włoszki, mistrzynie świata - zapowiadało się więc bardzo ciekawe
widowisko! I pierwszy set pokazał, że z całą pewnością grają ze sobą
dwa najlepsze zespoły tych mistrzostw. Oglądaliśmy walkę punkt za punkt, i
to w przeważającej części tej partii. Kluczowym posunięciem trenera
Niemczyka było wprowadzenie przy stanie 23:22, Sylwii Pyci. Zawodniczka AWF
AZS Poznań w swojej pierwszej akcji na boisku zablokowała Włoszkę, i Polki
wywalczyły set-balla. Wprawdzie nie udało się go wygrać za pierwszym
razem, to jednak chwile później mogliśmy cieszyć się ze zwycięstwa w tej
partii!
Drugi
set był już diametralnie inny. Początek był w miarę wyrównany, ale wkrótce
Włoszki odskoczyły na 9:6. Wtedy to "szaman", Andrzej Niemczyk wziął
czas i po chwili Polki wyrównały na 10:10. Chwilę potem czas dla swojego
zespołu wziął Marco Bonitta. Przy stanie 15:13 dla naszych rywalek wydawało
się, że ten set może potoczyć się nie po naszej myśli, jednak ku
zaskoczeniu wszystkich to Polki - bo ataku Gosi Glinki schodziły na przerwę
techniczną z jednopunktowym prowadzeniem! Bardzo dobrze tego dnia funkcjonował
blok, który był kluczem do zwycięstwa w tym spotkaniu. Przy stanie 20:16
dla naszej drużyny o czas po raz drugi poprosił trener Włoszek. Wkrótce rozpoczęły
się prawdziwe szachy - Włoszki doszły, Polki znów odskoczyły na kilka
punktów, następnie nasze przeciwniczki zdobyły 5 punktów z rzędu i zrobiło
się 23:24 dla siatkarek z Półwyspu Apenińskiego. Na szczęście "Złotka"
obroniły set-balla, podobnie uczyniły chwile później - na tablicy pojawił
się wynik 25:25! Chwilę później to nasze siatkarki wywalczyły piłkę
setową. I udało nam się ją wygrać, po.. Cudownym odbiorze, a zarazem
przebiciu sposobem dolnym Marioli Zenik! Piłka wylądowała w tej części
boiska, gdzie nie było żadnej Włoszki :). Punktująca libero? A jakże, ja
również zdobyłem kiedyś punkt grając na tej pozycji ;P Już 2:0 dla
podopiecznych Andrzeja Niemczyka!
|

|
|
|
Radość Złotek! Historia lubi się powtarzać |
|
Przed
trzecim setem zastanawiałem się, czy polskie siatkarki powtórzą wynik z
Turcji, kiedy to w finale wygrały 3:0. Tego dnia czekała nas jednak
trudniejsza przeprawa (w końcu Włoszki to nie Turczynki). Widać było, że
dzień wcześniej Polki włożyły bardzo dużo serca i siły w pojedynek z
Rosjankami. Nasze rywalki odskoczyły w tej partii nawet na 6 punktów
(12:18), i choć co prawda Polki goniły, to jednak pogoń ta okazała się
nie co spóźniona. 21:25 i zrobiło się 2:1! Czwarty
set rozpoczął się od skromnego prowadzenia Włoszek. Jednak na szczęście
to Polki schodziły na pierwszą przerwę techniczną z 4 pkt przewagą.
Chwile później zmniejszyła się do jednego punktu, ale od tej pory "Złotka"
zagrały koncertowo schodząc na drugą przerwę przy wyniku 16:12! Do końca
seta Polki zagrały na prawdę fantastycznie, wygrywając go 25:18!!! Nie muszę
chyba mówić jak wielka była radość naszych siatkarek po wygranym
match-ballu :)
Z
całą pewnością był to piękny finał, w którym można było obejrzeć
wszystkie elementy, tak bardzo cechujące żeńską siatkówkę (i nie mam na
myśli tylko piękna ;P). Mam nadzieję, że Niemczyk - tak jak obiecuje,
zrobi z tej drużyny materiał, który powalczy z najlepszymi w MŚ. Na koniec
bardzo chciałbym podziękować OJQ, która wraz ze mną pisała dla Was
relacje z tegorocznych Mistrzostw Europy. I jeszcze taka mała niespodzianka -
kliknijcie na poniższy link, a przeczytacie moją relacje z ME w 2003 roku! Młody
byłem, pisać nie umiałem, ale z tego co pamiętam Ti-mon wyróżnił wtedy
tą relacje w AM Sport :) Pooolskkaaa!!
WSPOMNIENIE
ME 2003
Polska - Włochy 3 :
1 (25:23, 27:25, 21:25, 25:18)
Włochy:
Gioli, Togut, Anzanello, Ortolani, Del Core, Lo Bianco, Cardullo (libero) oraz
Rinieri.
Polska: Skowrońska, Bełcik, Glinka, Świeniewicz, Mróz, Rosner, Zenik
(libero) oraz Śliwa, Pycia, Mirek, Przybysz.
komentarze:
Andrzej Niemczyk: Czuję to samo co przed dwoma laty. Jeżeli chodzi o
techniczne i taktyczne przygotowanie, to byliśmy lepiej przygotowani niż dwa
lata temu. Co do przygotowania fizycznego, to było gorzej. Najważniejsze, że
mentalnie było dobrze. Finały to najłatwiejsze mecze. Półfinał jest
trudniejszy, bo w finale ma się już medal, a w półfinale dopiero się o
niego walczy. Przyznam szczerze, że nie byłem pewien zespołu, bo za diabła
go nie mogłem w tym roku przygotować go, jak chciałem. Nie byłem
asekurantem, lecz trenerem niepewnym efektów pracy, jaką wykonałem. Każde
złoto jest nowe, za dwa lata trzeba znowu walczyć. Nie ma co w kółko gadać
o tej obronie, bo ja tu niczego nie przyjechałem bronić. Przyjechałem
zdobywać. I za dwa lata będzie tak samo. Nie porównuję się do Nikołaja
Karpola, który jako jedyny obronił mistrzostwo Europy, bo ja chcę być
lepszy. Chcę wygrać trzecie. Wygrać - jasne?
Ireneusz
Kłos: "Jakiś szaman ze mnie. Nie tylko prawidłowo wytypowałem
wynik, ale i przepowiedziałem, że przegramy trzeciego seta. W ogóle
dzisiejszy mecz był dużo bardziej spokojny dla mnie, trenera, niż ten półfinałowy
z Rosją. W żeńskiej siatkówce nigdy nie można być pewnym wyniku, gdyż
sytuacja zmienia się błyskawicznie. Ale po drugim secie, który wygraliśmy
obroną, wiedziałem, że będzie dobrze. Szczęście nam sprzyjało. A Włoszki
wyszły na boisko wielce wystraszone. To był taki normalny, ludzki strach.
Zawsze czuły się pewnie, kiedy grały przeciwko nam, wszak to mistrzynie świata,
ale dziś było inaczej.
Dorota
Świeniewicz: "Obydwu tytułów w żaden sposób nie da się porównać.
Ale i teraz, i dwa lata temu, decydujący był półfinał. Do spotkań o złote
medale przystępowałyśmy na luzie. Dzisiaj powiedziałyśmy sobie, żeby wyjść
bez nerwów, a co ma być, to będzie. Mam nadzieję, że będzie mówiło się
dużo o całym zespole, a nie tylko indywidualnościach. Ten puchar dedykuję
mojej drużynie. Mecz kosztował mnie wiele sił, ale... wczorajszy. Myślałam,
że rywalki będą grały więcej pierwszym tempem i obejściem z jednej nogi.
Miały słabsze przyjęcie. Należy teraz się cieszyć. Niestety, nie wracam
jutro z reprezentacją do Warszawy. Jadę prosto do mojego klubu we Włoszech.
Do czwartku będę miała wolne"
Izabela
Bełcik: "Pokazałyśmy, że tytuł wywalczony dwa lata temu, to nie
był przypadek. A że nie wszystkie akcje nam wychodziły, nie wszystkie sety
wygrywałyśmy. Cóż... Nie osądzajcie nas teraz, cieszmy się z tego, iż
potrafiłyśmy zwyciężać i zdobyć drugi z rzędu tytuł mistrzyń Starego
Kontynentu. Dopiero się okaże, ile brakuje nam do światowej czołówki. Ale
myślę, że niewiele. Przecież Włoszki i Rosjanki to jest czołówka globu,
a my te zespoły pokonałyśmy w Zagrzebiu. Oczywiście, nikt nie mówił, że
będzie łatwo i przyjemnie"
Milena
Rosner: "W pierwszych dwóch setach szłyśmy 'łeb w łeb', a o
wynikach decydowały końcówki. Byłyśmy sprytniejsze i bardziej
konsekwentne od Włoszek. W trzecim trochę zeszło z nas powietrze, a
spowodowane to było wczorajszym, ciężkim meczem z Rosją, który kosztował
nas wiele sił i zdrowia. Możemy wygrać z każdym na świecie, ale nie ma co
się podniecać, do wszystkiego należy podchodzić z pokorą. Nie żałują
przepracowanych godzin, ciężkich treningów, podróży, kłopotów z
barkiem. Wykonałyśmy ogromną robotę, a teraz są efekty. Presja była
ogromna, jednak trener przed turniejem w Chorwacji powiedział: 'spokojnie
dziewczyny, zagrajmy tak jak w Turcji'. Mnie co prawda wtedy w Turcji nie było,
ale od razu domyśliłam się, w czym jest rzecz. Miałyśmy wygrywać punkt
za punktem, set za setem, a potem dopiero spotkania"
Aleksandra
Przybysz: "Brak mi słów, by wyrazić, co czuj. Choć mistrzostwa
zaczęły się bardzo smutno dla nas, gdyż dowiedziałyśmy się o stracie
naszego dobrego kolegi Arkadiusza Gołasia, jesteśmy bardzo szczęśliwe po
wygraniu turnieju i chciałybyśmy zadedykować złoty medal właśnie
jemu"
:: Publo
::
|