::: WOKÓŁ
WARSZAWSKIEJ LEGII :::
Wokół warszawskiej Legii rozpętała się prawdziwa burza.
Nie chodzi tu o zmiany trenerów czy wyniki sportowe zespołu, tylko o relacje
na linii klub-kibice. Nowi właściciele z pod znaku ITI zaczęli bardzo
niefortunnie od podwyżki cen biletów. Żadne argumenty użyte w publicznej
debacie nie przekonały rozgoryczonych fanów reprezentowanych przez Stowarzyszenie
Kibiców Legii Warszawa, kibice obrazili się na prezesa i spółkę, spadła
średnia frekwencja. Potem była jeszcze głośna sprawa Pawła
Kaczorowskiego, który będąc piłkarzem Lecha śpiewał nieprzyzwoite
piosenki o Legii i nie raczył za to przeprosić,
nie akceptowana przez sympatyków zmiana logo warszawskiego klubu,
wreszcie otwarty konflikt z szefem do spraw bezpieczeństwa na stadionie
Stefanem Dziewulskim. Krytyka wobec zarządu Legii przeniosła się z
prywatnych rozmów i forów internetowych wprost na stadion. Fani Legii
krzykiem chcieli nakłonić prezesa Zygo do rezygnacji. Ale to jeszcze nic.
Prawdziwa wojna rozpoczęła się w połowie września, kiedy Biuro Prasowe KP
Legia wydało komunikat o nałożeniu dożywotnich zakazów stadionowych dla 8
kibiców Legii. Fani zostali ukarani między innymi za wnoszenie rac na
stadion, rzucanie rac na płytę boiska, zajmowanie miejsc na które nie mieli
biletów, a także kradzież klubowych szalików (tych z nowym logiem) i
przerzucanie ich przez płot. Wśród ukaranych kibiców znalazł się prowadzący
doping Piotr S. Kibice Legii w Internecie prześcigali się w wymyślaniu
kolejnych wulgarnych określeń na działania pracowników Legii z Dziewulskim
i Zygo na czele. W odpowiedzi na falę inwektyw (bo trudno tu mówić o konstruktywnej
krytyce) biuro prasowe wydało kolejny kontrowersyjny komunikat wzywający
niezależne portale internetowe do cenzurowania wszystkich wypowiedzi, które
godzą w dobre imię klubu i jego pracowników. Oświadczenie wywołało efekt
wręcz odwrotny do zamierzonego. Rozpoczęły się przymiarki do wywołania
masowego protestu przeciw władzom Legii. Zbuntowani kibice na znak protestu
zaczęli rzucać na murawę płonące race, petardy hukowe i inne środki
pirotechniczne. Spowodowało to przerwanie meczu derbowego z Polonią i
wyjazdowego meczu w Poznaniu. Zarząd tylko utwierdził się w przekonaniu, że
kibice wnoszą race na stadion wyłącznie po to, by spowodować zadymę.
Zapowiedział dalszą walkę z bandytyzmem poprzez wydawanie zakazów
stadionowych oraz wprowadzenie całkowitego zakazu wnoszenia rac na stadion.
Kolejną decyzją ma być zablokowanie przez klub sprzedaży biletów na mecze
wyjazdowe oraz zamknięcie trybuny otwartej z wyłączeniem posiadaczy karnetów.
Kibice wypowiedzieli wojnę KP Legia. Zamierzają przerywać każdy mecz
wrzucając race i narażając klub na kary, a także pozbawić klub dochodów
z biletów, poprzez bojkot meczów Legii i zamiast tego chodzić na spotkania
IV ligowego CWKS-u, w tym także spotkania sekcji hokeja i koszykówki. Kibice
nie ustąpią dopóki nie odejdą Zygo i Dziewulski, zarząd nie podda się
dopóki nie zwalczy wszystkich stadionowych bandytów. Nie widać szans na
porozumienie w tym konflikcie dopóty dopóki jedna strona uważa drugą za
wroga, a nie partnera do rozmów. Pozostaje tylko jedno pytanie…
:: O
co im wszystkim chodzi??
Zarząd konsekwentnie realizuje swoją wizję klubu z Łazienkowskiej.
Reformuje klubowe struktury od podstaw. Najpierw wprowadził takie mechanizmy,
żeby cały dochód ze sprzedaży biletów trafiał na konto klubu i liczba
ludzi na stadionie rzeczywiście równała się liczbie osób na trybunach,
inna sprawa, że przy okazji ceny biletów poszły w górę. Wyremontowano
legnące w gruzach szatnie, zainstalowano telebim, podgrzewaną płytę, krótko
mówiąc zadbano o infrastrukturę. Postarano się też o to, żeby pieniądze
ze sprzedaży pamiątek klubowych trafiły do KP Legia a nie do CWKSU, stąd
kontrowersyjna zmiana herbu (logo). Wreszcie doszło do tego co
najtrudniejsze, do kibiców. Już sama podwyżka cen biletów miała sprawić,
że staną się oni gronem bardziej elitarnym, a ze stadionu zniknie tzw
margines społeczny. Legia i ITI poszli o krok dalej. Postanowili kontrolować
kto wchodzi na stadion, co ze sobą wnosi i jak się zachowuje. Stąd pomysł
zatrudnienia szefa bezpieczeństwa (byłego ZOMO-wca) i zwiększenia wydatków
na monitoring. Chodziło o to, aby ludzie na stadionie poczuli się
bezpiecznie, aby przyciągnąć na stadiony nowych kibiców, ich żony,
dzieci, rodziny. Klub dąży do zmiany wizerunku klubu i kibica w Polsce. Tych
niereformowalnych fanów nie próbowano edukować, postanowiono zwyczajnie
wyprosić ich ze stadionu. Ci jednak nie dali się tak łatwo. Dokonał się
podział legijnych kibiców na tych, którzy poparli politykę zarządu, droższe
bilety, popcorn, hot-dogi, walkę ze źle rozumianych fanatyzmem na
stadionach, oraz tych skupionych wokół Stowarzyszenia Kibiców Legii
Warszawa, których głównym celem (wbrew statutowi
SKLW który wspominał coś o promowaniu klubu w Polsce i Europie) stało
się zachowanie status quo. Tak zwani „kumaci” spod znaku SKLW
szybko odcięli się od zwolenników Zygo, szybko ochrzczonych mianem
„pikników z krytej” i rozpoczęli swoją prywatną wojnę.
::
O
co walczymy?
Celów działania „stowarzyszonych” kibiców
niesposób zrozumieć, bez krótkiej wzmianki o ich swoistej ideologii.
Mówią, że kochają Legię. Na każdym meczu śpiewają „LEGIA TO
MY”. Skąd się bierze to dziwne samouwielbienie? Wynik sportowy klubu
jest dla nich sprawą drugorzędną, dumnie mówią, że dorośli do tego, aby
zwyczajnie się tym nie przejmować. Są z klubem na dobre i na złe. Bez względu
na wyniki jeżdżą za swoim zespołem setki kilometrów, aby dopingować,
przygotowywać piękne oprawy i pokazywać siłę kibiców Legii w kraju i za
granicą. Swojej wieloletniej działalności zawdzięczają silną pozycję w
kręgach kibicowskich nie tylko w Polsce. Chwalą się, ze siedzą po nocach,
aby przygotować efektowne oprawy, które później ogląda cała Polska, które
tak chętnie pokazuje canal+sport czy tvn. Uważają, że zrobili dla klubu
znacznie więcej niż ktokolwiek inny. Wierzą w to, że piłkarze i działacze
wcześniej czy później odejdą z klubu, a oni pozostaną mu wierni na
zawsze. Wszystko to brzmi bardzo pięknie. Problem w tym, że ich specyficzny
kibicowski styl życia nie ogranicza się wyłącznie do wyjazdów, głośnych
śpiewów, szycia flag i odpalania rac. Dla „kumatych” kibicowanie
to także wulgarne przyśpiewki pod adresem rywali, alkoholowe libacje przed i
w trakcie meczu, demolowanie pociągów i autobusów które dowożą ich na
mecz, wyznaczanie miejsc na stadionie wedle kibicowskiego stażu, wreszcie
walka o flagi i barwy, rozróby na stadionach, które dodają prawdziwy
dreszczyk emocji każdemu spotkaniu. To wszystko z czego tak naprawdę słyną
kibice Legii wśród większości społeczeństwa. ITI chce zmienić ten
wizerunek w mediach. Popiera wszelkie kibicowskie akcje, które sprawiają, że
przeciętny mecz staje się prawdziwym spektaklem, widowiskiem, jednocześnie
tępiąc wszelkie negatywne zachowania głęboko zakorzenione w świadomości
kiboli. Cóż z tego, skoro jedno idzie w parze z drugim. Jednego dnia taki
„kumaty” kibic będzie dopingował i zrobi oprawę, innego spali
flagę gości i obrazi prezesa. Swojego stylu życia i kibicowania nie zmienią.
Nie podoba im się fakt, że zarząd klubu śmie się do tego wtrącać. Chcą
prostego rozwiązania: niech oni się zajmą zarządzaniem, a my kibicowaniem.
To niemożliwe, bo zachowania kibiców Legii wpływają tak pozytywnie jak
negatywnie na wizerunek klubu, a także jego sytuację finansową (zarówno
wysokie wpływy z biletów, czy pamiątek klubowych, jak także groźba kar
finansowych za złe zachowanie fanów). Stowarzyszenie chce autonomii dla
swoich członków. Chce, aby klub nie interesował się tym co robią kibice
po tym jak wejdą na stadion. Klub chce kontrolować sytuację, niepokornych
wyrzucać ze stadionów, zastępować ich nowymi fanami.
:: W
gruncie rzeczy jedni i drudzy dążą do tego samego!
Chcą wspaniałej atmosfery na meczach, popularności,
dobrego wizerunku klubu, sławy i uznania. Problem w tym, że dobór środków
po jakie sięgnęły obie strony konfliktu okazał się tragiczny w skutkach.
Żadna strona nie ustąpi i nie podda się w tej bezsensownej walce. Klub nie
może istnieć bez bogatego sponsora (ITI), podobnie jak nie może istnieć
bez kibiców.
:: Oni
zakazy, my race!
Klub wydaje zakazy stadionowe dla wieloletnich fanatyków
zaangażowanych w ruch kibicowski. Kibice wrzucają race na boisko, narażając
klub na straty, nie tylko finansowe zresztą. Jedni i drudzy swoimi działaniami
osiągają efekt przeciwny do zamierzonego. Kibice nie chcą być traktowani
jak bydło, potencjalny wróg i element zupełnie niepożądany, chcą
szacunku, zaufania, współpracy z klubem. Swoją postawą pokazują coś
odwrotnego, tylko utwierdzają wszystkich w przekonaniu, że są zgrają
stadionowych bandytów.
Zarząd chce bezpieczny, pełny stadion, spokojnych kibiców, ale też sławę
i uznaną markę. Dając zakazy stadionowe prowokuje kibiców do walki o swoje
prawa, do walki w której stosuje się coraz bardziej radykalne metody.
Zamiast uspokoić sytuację zyskuje kolejnych wrogów.
:: I
co dalej?
Zła atmosfera wokół klubu z Łazienkowskiej nie
doprowadzi do niczego dobrego. Podobne spory z kibicami już miały miejsce między
innymi we francuskim PSG, ich wynikiem było pogorszenie się frekwencji i
wyników sportowych klubu. Na Legii może być jeszcze gorzej. Już mówi się
o tym, że podzielą się kibice, będą dwa kluby – ITI Warszawa i CWKS
Legia.
Czy konflikt w Legii powinien obchodzić kogokolwiek spoza
Warszawy? Otóż tak. Polska liga stoi na bardzo niskim poziomie, z roku na
rok przeżywamy pucharowe rozczarowania, nasi klubowi reprezentanci przegrywają
z Gruzinami, Szwajcarami, Austriakami. Wobec tak słabego poziomu sportowego
tym, co przyciąga ludzi na stadion jest atmosfera, doping, oprawy. To tak na
dobrą sprawę czyni ligę bardziej atrakcyjną i przystępną. Oczywiście
nie za cenę braku bezpieczeństwa na stadionie i łamania prawa. Sprawa Legii
wywołuje dyskusję, na temat tego gdzie jest konsensus między fanatyzmem
kibiców, a zdrowym rozsądkiem działaczy. To tylko kwestia czasu, kiedy
problem zostanie poruszony w innych klubach. Należy jednak mieć nadzieję,
że nauczeni przykładem Warszawiaków inni dyskutanci sięgną po lepsze
argumenty i nie będą rozmawiać tak gwałtownie, że wzajemne oskarżenia i
prowadzenie bezsensownej wojny ustąpią miejsca prawdziwemu dialogowi między
jednym środowiskiem a drugim.
:: black_grzywa
::
|