::: KOTWICA
KÓRNIK - LECH POZNAŃ: LOKALNE ŚWIĘTO SPORTOWE :::
Tytułem trzeciego miejsca w
konkursie kibiców organizowanym przez "Gazetę Poznańską" -
"Zagraj z Lechem", dnia 3 września 2005 roku odbył się mecz pomiędzy
naszą Kotwicą, a piłkarzami z Poznania. Piknikowa atmosfera uderzała już
od momentu wejścia na stadion. Szybkie kupno biletów, pamiątkowy program z
meczu-bilet (w czasie przerwy było losowanie fantów), okazjonalna chorągiewka
z herbami obu klubów, i paczka pysznych sezamków od uśmiechniętej pani, którą
spotkać można na praktycznie każdym meczu (pozdrowienia dla niej:)).
Jeszcze czekając w kolejce podziwiać można było nowe modele mercedesów,
których to firma była jednym ze sponsorów meczu. Po drodze jeszcze możliwość
kupna koszulek, szalików, kiełbasek z grilla, piwa, słowem istna sielanka.
Na domiar tego żal z nieba lejący niemiłosiernie. W takiej oprawie przyszło
grać piłkarzom obu zespołów.
|

|
|
|
Proporczyk z meczu |
|
, oraz boiskowego "walczaka" Łukasza Jankowiaka, którego
zbyt często gubił jednak zbyt długi język). Lech praktycznie też, jedynym
"piłkarzem" którego trudno nazwać kopaczem Lecha, był występ
pana Marka Pawłowskiego, związanego zresztą z gminą Kórnik, kierownika
drużyny Lecha który wystąpił w ekipie z Bułgarskiej nie pierwszy już raz
w ramach takiego objazdowego pokazowego tournee. Jeszcze przed meczem miała
miejsce dekoracja kapitanów obu zespołów pamiątkowymi pucharami, puchary
dostali również sędziowie. Miłym elementem było też wyczytanie pana
Marciniaka, naszego listonosza, człowieka już ponad 90 letniego,
najstarszego kibica Kotwicy, który w asyście bodaj wnuków, albo już
prawnuków przemaszerował wśród oklasków przed trybunami w szaliku, machając
chorągiewką. Gwizdek sędziego, mecz się zaczyna. Jeśli ktoś myślał że
piłkarze z Kórnika padną na kolana przed autorytetem piłkarzy z Poznania,
którzy razem rozegrali w drużynie narodowej ponad 110 spotkań, to był w głębokim
błędzie. Już początek spotkania pokazał, że jeśli piłkarze z Poznania
chcą tu wygrać to będą musieli się spocić, bo za darmo to można w Kórniku
dostać pamiątkowy puchar, ale na pewno nie wygrać mecz z
"naszymi". Pierwsza bramka pada dla Lecha w 13 minucie, a strzelcem
jest 69 reprezentant Polski, uczestnik mistrzostw świata 2002 - Piotr Świerczewski.
Ta dość szybka bramka nie załamała naszych piłkarzy bo już w 21 minucie
po rajdzie i strzale Macieja Matuszewskiego, dobijał Bartosz Majchrzak.
Gol!!!! Remis na Leśnej. W tym momencie w szeregi obrony Lecha wdał się już
lekki niepokój. To czego nie mogli zrobić piłkarze z Poznania, dopomógł
im sędzia główny, dyktując wyimaginowany rzut karny, w 23 minucie, po tym
jak, po próbie główkowania po rzucie rożnym nie atakowany przez nikogo
"Świr" zamiast na nogi upadł na tyłek. Wobec precyzyjnego strzału
Piotra Reissa (notabene byłego piłkarza Kotwicy) - nasz bramkarz - Maciej
Bzdęga był bezsilny. Jednak kontra Kotwicy była natychmiastowa bo już
pierwsza akcja po wznowieniu gry przyniosła wyrównanie. To co nie udało się
poprzednio, tym razem udało się Maciejowi Matuszewskiemu. Szał i okrzyki
radości, oklaski na trybunach. Ci którzy przyjechali tu jako gwiazdorzy,
musieli się teraz nieźle głowić i wziąć do roboty żeby uniknąć
kompromitacji. W międzyczasie spiker (który notabene, dopiero co przeszedł
chyba, przyspieszony kurs czytania dla opornych, bo widać było że nie jest
to jego mocna strona) - włączył przyśpiewkę z zapytaniem "kto wygra
mecz"?? Dziesiątki kibicowskich gardeł stadionu przy Leśnej nie miało
żadnych wątpliwości - KOTWICA!!!!!! W tym momencie złość zaczęła targać
nestorem poznańskiej obrony - Zbigniewem Wójcikiem, który beształ swoich
kolegów z tej formacji niemiłosiernie raz za razem. Nie można też pominąć
słabszej dyspozycji jednego z liniowych który notorycznie odgwizdywał nam
spalone, kiedy tylko naszemu piłkarzowi udawało się dojść do podania.
Oczywiście o żadnych spalonych nie było mowy, wiadomo że oba zespoły
dzielą lata świetlne, ale czy to znak że poznaniacy mają dostać zwycięstwo
u nas za darmo??? Sędzia liniowy zasłużył na żółtą kartkę!!!
Piłkarze Lecha wyszli na prowadzenie dopiero pod koniec pierwszej połowy, po
kolejnej bramce Piotra Reissa. Szkoda że nie udało się dowieść remisu do
końca pierwszej połowy, ale i tak trzeba pochwalić Macieja Bzdęgę, który
momentami wyczyniał w kórnickiej bramce dosłownie cuda broniąc strzały
Lechitów.
W drugiej połowie obraz gry uległ już znacznej zmianie, na korzyść piłkarzy
Lecha, ale nie grali oni jakoś super, po prostu nasi włożyli w pierwszą połowę
chyba z 300 % swoich sił i "oddychali już rękawami". Wartym
odnotowania, jest fakt że zmiennikiem Macieja Scherfchena w II połowie został
II trener Lecha - pan Rafał Ulatowski, który pełnił w dniu dzisiejszym
honory mistrza ceremonii. Trener Michniewicz dotarł dopiero na II połowę i
kręcił się po terenie OSiRU (pewnie był z Akademią Lecha we Wronkach,
gdzie sam grał przez kilka lat). Kolejne bramki padły dla Lecha - w 47
minucie hattricka skompletował "Reksio", a w 3 minuty później
Tomasza Mrugasa (który zastąpił Bzdęgę po 45 minutach) pokonał Krzysztof
Gajtkowski, który też mógł ustrzelić hattricka gdyby nie stanęły mu na
przeszkodzie - albo nasz bramkarz, albo słaba celność. Niezbyt korzystny
wynik dla naszych uległ zmianie w 55 minucie, gdy to po indywidualnym rajdzie
w polu karnym padł jeden z naszych piłkarzy ścięty przez "interweniującego"
bramkarza, a "11" na gola zamienił Łukasz Słabolepszy, dla którego
była to już druga bramka strzelona piłkarzom Lecha. Bądźmy jednak
szczerzy, z całym szacunkiem dla naszych piłkarzy - ale w/g mnie ten karny
był podyktowany z kosmosu, tak samo jak pierwszy karny dla Lecha. Na szczęście
sędzia nie był zbyt drobiazgowy, mając świadomość, że to mecz
towarzyski, lokalne święto piłkarskie i 11 odgwizdał. Ostatniego gola dla
Lecha zdobył nowy nabytek, który zebrał parokrotnie oklaski za rajdy między
naszymi obrońcami - Samba Ba - po również nieco dziwnym karnym - gdy obaj
piłkarze, równocześnie Lecha i Kotwicy stykając się dotknęli ręką piłki.
Strzał i 3:6 dla naszych. Krótko po tym wydarzeniu, sędzia zakończył
spotkanie.
Jak widać, dzięki kibicom i piłkarzom - miało
miejsce w Kórniku piękne święto sportowe. Gratulacje dla naszych piłkarzy
za dostarczenie nam kibicom, okazji do wrażeń. Za pokazanie woli walki i
charta ducha, którego czasami Wam brakuje w lidze. Podziękowania dla sponsorów
meczu - swoją drogą, ciekawe ile musieliby więcej dać kasy, żeby nie
golono nas tak za bilety. Ktoś czytając to sprawozdanie może odnieść wrażenie,
że Kotwica Kórnik to potęga piłkarska, a Lech Poznań to jakieś tam
kopacze. Tak oczywiście nie jest, ale podczas gdy nasi włożyli w grę całe
swoje serce, i 300% normy zostawiając na boisku płuca i gryząc trawę dopóki
im starczyło sił - piłkarze Lecha przyjechali na piłkarski piknik. Mam
nadzieję że i piłkarze obu stron, i kibice są z tego widowiska
usatysfakcjonowani. I ja tam byłem.
Miód i wino piłem, a to co widziałem, tutaj opisałem...
Kotwica
Kórnik - Lech Poznań 3:6
Bramki:
0:1 - 12 min. Świerczewski
1:1 - 17 min. Majchrzak
1:2 - 19 min. Reiss - rzut karny
2:2 - 25 min. Maruszewski
2:3 - 33 min. Reiss
2:4 - 37 min. Reiss
2:5 - 40 min. Gajtkowski
3:5 - 45 min. Małolepszy - rzut karny
4:6 - 59 min. Samba Ba - rzut karny
:: Zlotto
::
|