#35



Wstępniak

Artykuły

Kopana Corner

Woman Corner

"Mój sport"

KomikSport

Linki

Z życia forum

On-line

Redakcja

Wyjście do AM


Zalecane:
IE 5.0, 1024x768;

Pamiętaj!
Sport to zdrowie!
Więc wyłącz ten
komputer i zagraj w
PIŁKĘ! ;)




Gdyby pojawiły się 
kłopoty z kodowaniem,
 a używasz IE wykonaj następującą czynność:
 widok -> kodowanie 
-> automatyczny wybór

 

::: 7 KOLEJKA PREMIER LEAGUE :::

    "Materiał pochodzi z forum Wspólnie Ogramy Buków- Portalu bukmacherskiego www.Typujemy.pl 

Bolton - Portsmouth. Kłusaki bardzo dobrze zaczęli sezon i można było na nich wygrać trochę pieniędzy. Portsmouth z Boltonem łączy jedna cecha - na nich również można było wygrać sporo pieniędzy - ale stawiając przeciwko nim, co niejednokrotnie podkreślane w podsumowaniach było. Nie inaczej i tym razem, Bolton atakował praktycznie całe spotkanie, a Pompey dalej nie ma pomysłu jak przetrwać w Premier League ten sezon. Składu praktycznie nie ma, walecznością wszystkiego się załatać nie da (chociaż czasem jakieś punkty urwą vide 1:1 z Birmingham ostatnio, czy zwycięstwo na Goodison Park 0:1, dwa tygodnie temu). Posada trenera Port jest również zagrożona i ogólny zarys przyszłości w tym klubie jest nieróżowy (tak, to neologizm). Po golu Kevina Nolana w 25min, gospodarze pokonują Portsmouth 1:0. 

Było oczywistym, że Newcastle po dokonanych transferach kiedyś z kryzysu wyjdzie, pozostawało pytanie kiedy. W poprzedniej kolejce Sroki pojechały zmierzyć się z Blackburn i kilku forumowiczów słusznie myślało, że "To już". Sroki wygrały 0:3 na trudnym terenie. Teraz, podejmowały u siebie rewelację rundy, Man. City. Sroki wzmocniły siłę ognia Alberto Luque i przede wszystkim Michaelem Owenem i to już daje rezultaty. Teraz Newcastle trzeba już traktować jako mocną i coraz lepiej zgraną ekipę. Pisze to tylko dlatego, że jednocześnie odwołuję zasadę którą piastowałem od początku sezonu pt. "Grać przeciw Newcastle", która była zresztą skuteczna. Mecz był senny, mało się działo pod obiema bramkami, a strzałów jak na lekarstwo. Wystarczył jeden, nie do obrony, którego autorem był Michael Owen w 18min. po dośrodkowaniu Lee Bowyera. Newcastle - Man City 1:0 

A teraz DNO. Kolejny zespół przeciw któremu polecam granie to, było nie było, jeden z moich ulubionych zespołów w Anglii, czyli Everton. Przed sezonem chyba wszyscy znani mi eksperci od najstarszej ligi świata mówili jednym głosem: Everton nie powtórzy sukcesu z poprzedniego sezonu. Ba, środek tabeli będzie dobrym osiągnięciem. Otóż, nikt tu się nie pomylił. The Toffees zawodzą na całej linii i wg. mnie obecnie są najsłabszą drużyną w całej lidze, zaraz za Portmosuth i do niedawna Sunderlandem. 
Ale jak to było - Everton podejmował Wigan, rewelację i czarnego konia ligi na Goodison Park. Kibice mieli jeszcze w pamięci klęskę ze słabiutkim Portsmouth, a tu nowe upokorzenie - Everton przegrywa znów 0:1 z beniaminkiem z miasta rugby - Wigan. Niby atakowali, ale nie były to jakieś szturmy i 1 gol Latics w 47minucie wystarczył by wywieźć komplet z Goodison. Kryzys Evertonu jest ogromny od początku sezonu i wciąż pogłębia się. Wygrali tylko jedno spotkanie (ekhm..tak pamiętny Bolton :/ ) siedem przegrywając i póki co nic nie wskazuje by się coś miało radykalnie zmienić. GRAJCIE WCIĄŻ - PRZECIW EVERTONOWI. 

I sensacja, tragedia, tysiące kuponów w śmieciach. Oczywiście, nie mogę mówić o innym meczu niż Manchesteru z Blackburn. Blackburn od dawna jest solidną ekipa, nic więcej o nich nie powiem - solidna drużyna, to chyba najlepiej pasujące określenie. Często zabierają bogatym i czasem oddają biednym. Granie ich to zawsze duże ryzyko, ale można sobie na nie pozwolić, jeśli tylko gra Bellamy i Dickov. Blackburn bardzo lubią remisować swoje wyjazdy, a jak wiemy Czerwone Diabły przechodzą lekki kryzys w swoich szeregach, nie ma takiego polotu jaki ich zawsze cechował. Tak czy siak, Czerwone Diabły atakowały niemal całe spotkanie bramkę strzeżoną przez Brada Friedela. Stała strategia Blackburn. Po kilku atakach gospodarzy jest wyprowadzana kontra, potem następna. Z jednej z takich kontr goście objęli prowadzenie, Bellamy faulowany na 18 metrze, a tam już Pedersen trafia z rzutu wolnego w 32min. Manchester wyrównał dopiero w 67min, po odbiciu strzału Rooneya do piłki dopada niezawodny Ruud van Niesterlooy. Ku zaskoczeniu wszystkich, Blackburn nie powiedziało na Old Trafford ostatniego słowa. Zwietrzyli padlinę i dobili ekipę Red Devils, strzelcem ponownie Pedersen! Blackburn wygrywa 2:1 na Old Trafford pierwszy raz od 43(!) lat, a po meczu kibice wygwizdują sir Alexa Fergusona, co zostało bardzo ostro skrytykowane w całej Anglii, czemu się zresztą nie dziwię (krytyce). Blackburn stosujące dobrą i twardą taktykę wyjazdowa urwie jeszcze punkty nie jednej ekipie. 

A teraz czas na dobry typ, czyli mecz WBA - Charlton. Tak, oczywiście dwójeczka po smacznym kursie i każdy może dziewczynie kupić kwiaty/bilet do kina/czekoladę (ee podobno to zły prezent [każda dziewczyna się odchudza]). To był tez mój "typ na weekend", szkoda, że na forum mnie nie było. WBA po początkowym gazie już zaczyna powoli powracać do rutyny z poprzedniego sezonu, czyli "szarej ligówki" (chociaż co do Anglii to głupio brzmi) . Charlton gra fenomenalnie i wciąż wygrywa. Jest wiceliderem tabeli. A meczu na The Hawthorns już w 9 minucie objął prowadzenie po golu Murphiego w 9 min z rzutu karnego. Potem szybko podwyższyli na 0:2 i znów Murphy! W drugiej części gry WBA wzięło się za odrabianie strat, w 51min Curtis Davies (czemu nie Horsfield? ) strzelił gola kontaktowego i wydawało się, że jeszcze wszystko możliwe. Jednak Addicks mądrze się bronili i czasem wyprowadzali kontry doprowadzając do happy endu 1:2. Wydaje mi się, że wkrótce Charlton może zanotować zniżkę formy, kiedy to się stanie - ciężko określić - przed nimi dwa ciężkie spotkania - z Tottenhamem i Fulham. By the way, oba derbowe;) 

I kolejny odcinek pt. flaki z olejem, czyli mecz Chelsea. Takie drużyny powinny być banned, prohibited and restricted after all! (jak podsumowanie ligi angielskiej to i troszkę języka czytelnikom podam, a jaaak) Lider znów niepokonany, a za kasę za transfer Essiena z Lyonu, który jest tylko piłkarzem, równorzędnym zresztą innym kolegom z drużyny, możnaby nakarmić jakiś kraj Afryki i zaopatrzyć w wodę Sudan. A tak, Chelsea znów gra, znów wygrywa (ledwo). W 43 minucie zrobiło się sensacyjnie na Stamford , bo po strzale Moora Villa wyszła na prowadzenie. Chyba byli zbyt podnieceni tym faktem gracze The Villans, bo zaraz faul na 23 metrze na Essienie (mogli odpuścić w tym miejscu..) na bramkę zamienia Frank Lampard. Zawodnik sezonu 04/05 wg. brytyjskich dziennikarzy umieszcza tez piłkę w siatce z rzutu karnego podyktowanego w 75minucie i tym sposobem Chelsea wygrywa kolejny mecz, tym razem 2:1. Swoją drogą jak widzicie kogoś w koszulce Chelsea możecie mu się zaśmiać w twarz. Nie ważne, w Polsce czy Anglii. Kibice tej drużyny sprzed 2003r. powinni być balsamowani i umieszczani w muzeum pod szyldem "Na dobre i na złe, wiem co to znaczy kibicować". Whatever. 

A Liverpool wciąż nie może się przełamać. Gra niewyraźnie, mało angielsko i strzela mało bramek. Czyli moja przepowiednia wrzucona na forum podczas pobytu na Wyspach się sprawdziła w 101%. Ani Reyna wybitny nie jest, ani Hiszpańskie transfery grać cudów nie potrafią na twardym Wyspiarskim podłożu. Dorzucę do tego, że Birmingham nigdy The Reds specjalnie nie leżało, a w tamtym sezonie w zasadzie The Blues urywali punkty wszystkim mocarzom. W tym im specjalnie nie idzie, ale nie zapominajmy, że w ich składzie grają ciągle piłkarze jak Pennant, Forssell, Heskey czy Pandiani. Mecz był typowym, niczym nie wyróżniającym się widowiskiem, aż do 68 minuty, gdy to do siatki piłkę zapakował Luis Garcia. Birmingham szarpnęło, a w wyniku owego, Warnock pakuje piłkę do siatki... ale własnej. The Blues idąc za ciosem wyszli na prowadzenie za sprawą wprowadzonego....2 minuty wcześniej byłego snajpera Deportivo La Coruna Waltera Pandianiego. Honor The Reds ratuje Cisse z rzut karnego w 85 minucie, wyrównując na 2:2 . Okazuje się, że w doliczonym czasie Liverpool mógł jeszcze wygrać, ale piłkę na linii po strzale Petera Croucha (pozdro!) zatrzymali obrońcy The Blues. Wynik mógł być absolutnie każdy jak widać, a na to mam tylko jeden komentarz: Anglia. (I bądź tu kurna, ekspertem). Na pożegnanie powiem tyle, że Liverpool wciąż niewyraźnie ale punkty ciuła, głownie remisując, czasem cos wygrają 1:0 na Anfield. Nie jest dobrze, ale posada Beniteza spokojna. Uważajcie jak powierzacie im swoje pieniądze, powtarzam. Birmingham grało słabo i raczej dużo się nie zmieniło, chociaż końcówkę tego meczu mieli imponującą. 

Nudne spotkanie obejrzeli kibice na Upton Park pomiędzy West Ham Utd. i Arsenalem. Czyli kolejne derby Londynu. Oczywiście pojęcie derby nie wywołuje w Londynie nawet małego dreszczyku emocji (no chyba ze gra Arsenal z Chelsea), bo w każdej kolejce odbywają się (co najmniej jedne) derby Londynu. Kolejna rewelacja ligi - West Ham podejmuje wicemistrza Anglii. Spotkanie rozczarowało poziomem, było mało strzałów z lekkim wskazaniem na gości. Wynik oczywiście dla gospodarzy pozytywny i ciągle mogą mówić o nadspodziewanie udanej rundzie. The Hammers 0, The Gunners 0. 

I niedzielne spotkanie pomiędzy Boro i Sunderlandem. Wszyscy w pamięci mają jeszcze fantastyczny występ Boro i zwycięstwo 2:1 z Arsenalem na Riverside. Pamiętam, ten wynik zaskoczył mnie dość mocno, bo typowałem 2. Tym razem na swoje konto wpiszę inną przepowiednię - otóż pisałem, w 4 kolejce, że Sunderland się przełamie i nastąpi to pewnie po trudnym meczu na Stamford Bridge. Otóż, faktycznie potem z WBA Sunderland pechowo zremisował 1:1, prowadząc do 90minuty 1:0. Teraz pojechał na Riverside Stadium straszyć Boro - Czarne Koty są w fatalnej sytuacji w tabeli. Dlatego przełamanie uznałem za kwestie czasu - i stało się. 0:2 Niespodzianka jakich mało. Koty pogoniły gospodarzy, którzy zagrali niewyraźnie i bez ambicji. Nie wiadomo co dalej będzie z Sunderlandem, póki co odbił się od dna i może być już chyba tylko lepiej. 

I ostatnie, poniedziałkowe spotkanie jak ważne dla nas, Polaków. Tottenham - Fulham. Uważałem, ze względu na poniedziałek i na to, że przeciwnik raczej należy do tych niewygodnych, że każdy wynik jest możliwy. Spurs udało się wygrać 1:0, ale łatwo nie było. Paula Robinsona straszył nawet....bramkarz Fulham. Gospodarze atakowali większość czasu, ale i Fulham miało swoje dogodne szanse (i poprzeczkę) w których powinni zdobyć choć jedną bramkę. Do ataku Spurs po pauzie za czerwona kartkę powrócił Mido, przez co zepchnął Rasiaka na ławkę rezerwowych. Czyli powoli zaczyna się dziać to, czego tak bardzo się obawialiśmy. Rasiak nie strzeli w pierwszych dwóch meczach (chociaż strzelił w debiucie, ale liniowy uroił sobie aut) to posiedzi... Mido zaliczył dobry występ, a nasz reprezentant zagrał ostatnie 3 minuty. W doliczonym czasie gry bramkarz Fulham Tony Warner oddał strzał głową na bramkę Paula Robinsona, ale ten pojedynek wygrał goalkeeper gospodarzy. Jak już pisałem, wynik końcowy brzmi 1:0.


:: spoxgreq ::

 


AM Sport : Layout & GFX : Urimourn (urimourn@vp.pl)