::: 2
KOLEJKA PREMIER LEAGUE :::
"Materiał
pochodzi z forum Wspólnie Ogramy Buków- Portalu bukmacherskiego www.Typujemy.pl
Witam
wszystkich czytelników!
Dzisiejszy przegląd
spotkań 2 kolejki angielskiej Premier League rozpoczniemy od meczu pomiędzy
Boltonem i Evertonem. Everton znacznie osłabiony w obronie przed sezonem i
nawet w jego trakcie (najdroższy zakup Per Kroldrup z Udinese nabawił się
kontuzji). Nie zagrał tez James Beattie , siła napędowa The Toffees. Bolton
ma ogromne nadzieje w tym sezonie i to jest dobry moment by zacząć w Anglii
coś znaczyć. Przebieg tego spotkania był do przewidzenia - dlatego optowałem
za graniem 1 po dobrym kursie 2,17 . Niestety zawodnicy obu klubów
sprawili mi i może paru innym forumowiczom bardzo niemiłego psikusa.
Niestety w futbolu nie zawsze wygrywa lepszy, co więcej coraz częściej
wygrywa antyfutbol. Taki oto styl zaprezentował Everton. W skrócie o tym
meczu można napisać - jedna drużynie ciśnie cały mecz, a druga robi jedną
kontrę i wygrywa. Dużo bym się nie pomylił... Oto ważniejsze staty:
BOLTON Shots
on goal: 6 ; Corners: 8
EVERTON Shots
on goal: 1 ; Corners: 3
Graczy z Goodison Park często
ratowała też poprzeczka, lub czujny był któryś z defensorów broniących
piłki na linii bramkowej. Ze swej strony pragnę przeprosić za ten typ, życie
znowu dało po ryju. Wynik 0:1.
Następne spotkanie to
mecz Manchesteru Utd. z Aston Villą. Bilans absolutnie powalający 7-1-0, do
tego Old Trafford, nienajlepsza Villa (spore osłabienia w okresie
transferowym), nic tylko grać, polecałem ten mecz. Manchester dyktował
warunki całe spotkanie, a jego ozdoba były akcje Park Ji-Sunga z Waynem
Rooneyem. Koreańczyk okazał się bardzo cennym wzmocnieniem i dobrze wpisał
się w styl gry na Wyspach. Szybki, szarpie skrzydłami, dużo wrzuca. Goście
niemal nie stworzyli w tym meczu dogodnej okazji do pokonania Edwina van der
Saara, za to pod bramką Sorensena aż się kotłowało. Piłka do siatki wpadła
tylko raz - za sprawą Ruuda van Niesterlooya w 66 minucie. jednak to Tomasz
Soerensen był bohaterem tego meczu. Na Old Trafford zwyciężają gospodarze 1:0.
Teraz kolejny
"pewny" meczyk. The Reds podejmowali u siebie beniaminka Sunderland.
Czarne Koty pozostawiły po sobie marne wrażenie ulegając na inaugurację
Charltonowi aż 1:3. Wydawało się, że zwycięzca może być tylko jeden,
chociaż ja nie tryskałem hurraoptymizmem przed tym meczem. Liverpool nie może
się dotrzeć, ciągle coś tej drużynie brakuje i nie powinno się rezygnować
z Anglików na rzecz Hiszpanów, szczególnie w defensywie. Cisse wciąż nie
może się przełamać, nie mówiąc o Morientesie. Niedobrze to wszystko wygląda.
W każdym bądź razie, gola ze stałego fragmentu gry już w 25 minucie
zdobywa Xavi Alonso. Liverpool dyktuje warunki gry, jednak nie potrafi
dochodzić do bardzo klarownych sytuacji strzeleckich. Co więcej, w pewnym
momencie Sisoko z Liverpoolu dotknął piłki ręką w polu karnym, jednak sędziowie
nie odważyli się gwizdnąć karnego dla gości. W 73 minucie Welsh odpuszcza
boisko z czerwoną kartką, jednak Sunderland wciąż dzielnie się broni, wręcz
gryzie trawę. Jednak tylko na tyle było ich stać, poważnie nie zagrozili
bramce Reiny. Liverpool - Sunderland 1:0. Wygląda na to, że
Sunderland będzie miał ostre kłopoty w tym sezonie, podobnie jak
Portsmouth, ale o tym za chwilkę.
Wigan sprawiło ogromną
niespodziankę tydzień temu stawiając dzielny opór mistrzom Chelsea. Tym
razem udali się do Londynu by spróbować swych sił na wyjeździe. Charlton
wygrał pierwszy mecz 3:1 z Sunderlandem i teraz chciał kontynuować co zaczął.
Gospodarze jako bogatsi i bardziej doświadczeni mieli więcej z gry,
jakkolwiek Latics bronili się bardzo, bardzo dzielnie. Od czasu do czasu
starali się wyprowadzać groźniejsze ataki, jednak tak naprawdę to Charlton
dyktował warunki. Na razie wydaje się, że najlepszym transferem w całej
Premier League było ściągnięcie z Ipswich Town Darrena Benta, który nie
dość, że tydzień temu wpisał się na listę strzelców, to i w meczu
przeciwko Wigan zdobył gola i to decydującego. Po ciekawym meczu Charlton
pokonuje absolutnych beniamików z Wigan 1:0.
Newcastle-West Ham, buki
sami nie wiedzą co z tymi Srokami czynić. Raz ich robią słabiutkimi
(Arsenal-Newcastle kurs 1,4) , a tutaj znowu wielkimi panami (Newcastle-West
Ham 1,6). Bądź co bądź część osób skusiła się na
"bezpieczny" kurs, ale kto spytał to odradziłem i chyba słusznie.
Zapraszam dalej.
West Ham zaprezentowało
się fantastycznie w 1 kolejce, grając absolutnie jak stary wyjadacz.
Rozjechali Blackburn 3:1 i zostali liderem ligi po 1 kolejce (obok Charlton).
Newcastle zagrało nienajgorszy mecz (głownie z tyłu) na Highbury. Ale właśnie,
z tyłu. W sobotę na St. James Park zmierzyli się z ekipą niemal im dorównującą.
West Ham małe braki w bardzo klasowych graczach i doświadczeniu nadrabiał
ambicją i znów świetnie broniącym Royem Carollem. Newcastle dało popis
nieskuteczności i braku pomysłu na stworzenie sobie bardzo klarownych
sytuacji, a dodam, że od 54 minuty grali z przewagą, gdyż boisko opuścił
Paul Konchesky. Jednak Sroki nie wymyśliły jak zdobyć gola, złożyły broń
i mecz zakończył się wynikiem 0:0. Dodam, że West Ham nie ograniczył
się tylko do obrony własnego przedpola. Po meczach wyjazdowych
beniaminków w 2 kolejce można wysnuć wniosek, że grają bez kompleksów i
wkładają maxymalne zaangażowanie w walkę i dość skutecznie się bronią.
Trzeba uważać na to w przyszłości, gdyż ekipy nie dysponujące dużą siła
ognia mogą sobie nie poradzić. Inna sprawa, to zapewne wkrótce osłabnie
początkowy entuzjazm i będzie łatwiej beniaminków ogrywać.
Ten mecz, który słusznie
ryzykowało kilka osób (pisałem, że polecam) miał dać odpowiedź na dwa pytania. Czy West
Bromwich nabrało już tej 1 ligowej sprawności, dojrzałości
i czy Portsmouth faktycznie będzie takie słabe jak to pokazał pierwszy mecz
z Tottenhamem. Myślę, że po tym meczu możemy powiedzieć 2x TAK. WBA zaczęło
mocno, szybko, od gola w 2 minucie głową Horsfielda. Ten sam zawodnik podwyższył
na 2:0 w 59min. The Baggies kontrolowali grę i ciekawie atakowali. Jednak po
zdobyciu 2 bramkowej przewagi oddali pole Pompey. I szybko wypożyczony z
Newcastle Laurent Robert udowadnia, że jest jednym z nielicznych "konkretnych" piłkarzy Pompey w tym sezonie. 4 minuty później
Robert zdobył gola z rzutu wolnego (specjalność zakładu) i już było tylko
2:1. Jednak Pompey okazali się za słabi by doprowadzić do wyrównania
i 3 punkty zostały na The Hawthorns. Tomek Kuszczak znów siedział, a do
West Bromwich zmierza absolutna gwiazda poprzedniego sezonu - Nathan Ellington
z Wigan. Powoli szykuje się walka o środek tabeli(?). Jedno jest pewne,
trzeba uważać na Drozda w tym sezonie ;)
Blackburn chyba mocno
odczuło baty, które zebrali tydzień temu od beniaminka z Londynu. W każdym
razie mobilizacja była duża. Najciekawszą rzeczą przed tym meczem była
statystyka, która wskazywała zwycięstwo gości w ostatnich 5 konfrontacjach
między tymi zespołami. Myślę, że warto było zaryzykować za kurs 3,6 tą
dwójeczkę, biorąc jeszcze pod uwagę, że Fulham dużo lepiej wypadło na inaugurację. Niestety/Na szczęście każda seria ma swój koniec i tym razem
bo ciekawym obustronnym(!) widowisku 2:1 wygrał minimalnie
lepszy/skuteczniejszy, czyli Blackburn. Fulham jednak nie składa broni, gdyż
grają całkiem widowiskowo i ofensywnie. Za tydzień przyjdzie im jednak
zmierzyć się z Arsenalem na Highbury.
Faworyzowany Tottenham miał
walczyć z Boro o kolejne zwycięstwo i wyższe cele w tym sezonie. Mecz
jednak miał bardzo wyrównany i zacięty przebieg i myli się ten, kto myśli,
ze 2:0 poszło gładziutko. W zespole Kogutów zadebiutował Edgar
Davids i na razie tylko tyle można o nim napisać - że zadebiutował. W
pierwszej połowie
mecz był bardzo szybki i goście mieli tyle samo okazji bramkowych co
gospodarze. Jednak drugą połowę fantastycznym strzałem z 20 metrów otwiera
Jermain Defoe, gnębiciel Arka Głowackiego ;) Ten
sam zawodnik asystuje przy drugim golu Mido w 76min, który jednak nie powinien
paść gdyby nie fatalna postawa Marca Schwarzera. Jednak gości nie
należy jeszcze skreślać, gdyż mogą coś jeszcze zamieszać w tym sezonie.
Szczególnie ciekawie
zapowiada się konfrontacja z Birmingham za tydzień, ale o tym poniżej.
Birmingham po bezbarwnym meczu na rozpoczęcie teraz chciało podreperować morale swoje i kibiców.
Mecz z Manchesterem City zaczął się po ich myśli. Szybko wyszli na
prowadzenie za sprawą gola Nickiego Butta w 7 minucie. Jednak mecz był
bardzo wyrównany i akcja przenosiła się spod jednej bramki pod drugą. W 20
minucie wynik brzmiał już 1:1, a zaraz po przerwie goście wyszli na
prowadzenie po golu dziadzia Andy Cole'a. Szanse bramkowe były po obu
stronach, jednak to goście dowieźli 1:2 do końca i zdobyli 3 punkty.
Birmingham nie gra rewelacyjnie, ale za to bardzo chaotycznie i ciekawy jestem
konfrontacji z potrzebującym punktów Boro za tydzień.
I na koniec Hit
Kolejki/Sezonu. Chelsea - Arsenal. Mecz ogółem troszkę rozczarował, było
dużo wybijanki i przypadkowych zagrań. Jednak to gospodarze mieli więcej
szans na zdobycie gola, szczęście dopisywało jednak Lehmannowi. W ekipie
The Blues zadebiutował Mikael Essien, jednak nic specjalnego nie wymyślił.
Jedyny gol meczu padł w 74 minucie, kiedy to Paulo Ferreira wrzucił piłkę
w pole karne, a tu przypadkowo odbiła się od nóg Didiera Drogby i wpadła do
siatki. Do końca meczu atakował już raczej Arsenal w osobie Thierrego Henry
(;))
ale Petr Cech nie dawał się zaskoczyć. Chelsky eee Chelsea znów miało więcej
szczęścia niż finezji, podobnie jak w 1 kolejce i znów wygrywa 1:0.
Wygląda to nie różowo, ale Murinho mówi, że może wygrywać 1:0 do końca
sezonu (chociaż oczywiście wolałby więcej goli zdobywać), a mecz z
Arsenalem to po prostu kolejne zwycięstwo.
TAK
OTO DOBIEGA KOŃCA 2 KOLEJKA PREMIER LEAGUE, CORAZ WIĘCEJ WIDAĆ, JAKKOLWIEK CIĘŻKO
COŚ POWIEDZIEĆ "NA PEWNO".
:: spoxgreq
::
|