:: Kirgiskie impresje. Nasi
Senne uliczki Osz,
wypłowiałe parkany.
Czasem ktoś wytknie nos
w koloryt rozedrgany.
Majestatyczne góry,
tak surowe – w oddali.
A blisko – Uzbek, który
łydką osła w bok wali.
W grupce Polaków łażę.
Czasem ktoś ziewnie głośniej,
co widzi – innym wskaże,
lub do kraju myśl pośle.
Na egzotycznym rynku,
przy pustym autokarze,
w naszym języku dyskurs
i ożywione twarze.
– Jest nas tu czterech żydków.
– Z Łodzi jestem – ktoś woła.
– Ja z Krakowa! – Ja z Szyku.
– A jam złodziej z Podola.
w/r
24.08.2005
-
stary krab
|