:: Szemrana Warszawa
Fudrygarni cichy śpiew,
Mamer-kobzacz cykor wiatrzy;
Kamienica, daly pies,
Spod dachówki na mię patrzy.
Gusty zbadał'm, gdzie wirażka,
Ale dudków nie szemrany,
Czapka na łeb, pod - apaszka,
Picuś glancuś - odstawionym!
Poprawiony wnet knypałe,
Ale tuty - szpagat, piszpan,
Bez przejęcia idy dalej,
Czerniakowska!, ludu witam!
Ja podchodzem już do nigo,
Odstawionym ma rubacha,
W morde lej!, tygo, tygo,
On mi klamką - to atrapa...!
Baran z niego, gips kapota,
Kosa w renkie, kumet w klapy,
Cienias z niego i ta ciota,
Policzyłem go na straty.
Gdzieś mi z boku mundurowy,
Fason trzymam i szpanuję,
W morde bym dał - oprawiony,
Ale już się nie kotłuję.
Mówię mu: Bas ci postawię,
On mi pieprzy w te i we wte,
Ja mu: To dorzucę i gitarę,
Ale łon za belki mię.
Tamtyn już zadowolony,
Tufta z ciebie!, krzyczę doń;
Ale pies, ten złajdaczony,
Ja mu lufę: raz raz! W skroń...!
Potem, nie czekając dłużej
Chomąt stawiam, idę - cześć!
Widzę, że się ma na burzę,
Po co gadać? Nie trza pleść!
- Marceli
|