:: kalendarz
[E., raz jeszcze]
Pierwsze strony - wyblakły. Dalej jest kolejno
bardzo chłodny styczeń, roztopy marcowe,
niezapomniany lipiec, pamiętny październik,
pierwszy mróz w listopadzie, biała plama grudnia,
gorące dwa tygodnie w samym środku zimy,
dziewięciodniowa burza na początku lata,
trzy ponure noce, nie wiadomo kiedy,
jeden dzień bezchmurny wbrew oczekiwaniom,
tamtych kilka wieczorów, o których nie myślę,
i te cztery poranki, których nie pamiętam.
po godzinie miłości, rozpaczy i przestróg,
trzy kwadranse bezgrzeszne myślą i uczynkiem
dziesięć minut milczenia i na koniec wreszcie
sekunda nienawiści. Sekundę zbyt wiele.
[04.2002/10.2002]
- Piotr Czerski
|