:: ENTER THE PSYCHO
Zaduma w super markecie. Za wielkimi taflami szyb niebo przybiera kolor niezmierzonej czerni, lampy zapalają się jak zapalniczki w nocnych barach mające na zadanie rozświetlić klimatyczny mrok oraz rozbawić fikuśnym żarem kawałek tytoniowej rurki. A ja w dwuletnim polarze stoję sam w prawie pustym sklepie o powierzchni 1000 metrów kwadratowych. I tak się zastanawiam, gdzie się podziały te tłumy bawiące się tu jeszcze z godzinę temu. Czyżby bezczelnie wykorzystały to miejsce i poszły, aby skonsumować to co zabrały? A wy nędzne produkty na stalowych półkach, komu teraz jesteście potrzebne, leżycie odłogiem w głębi magazynu. Zanim ktoś się wami zainteresuje wasza gwarancja minie i zostaniecie spalone w wielkim oraz przystosowanym do tego celu piecu. Czy nie lepiej było by zostać w formie substancji nie organicznej, aby nie musieć tego znosić? O mały włos bym zapomniał, że to nie wy dokonaliście wyboru.

***

Zaduma w lesie. Wiatr wieje z siłą tak wielką, że ledwie trzymam się na nogach. Po moich braciach sosnach i bukach też widać zmęczenie. W ich oczach pojawiają się grube i czerwone żyłki w niektórych momentach przechodzące w odcień granatowy. Ciała ich trzeszczą i wyginają się jak żelazo w dobrze rozgrzanej hucie. Nagle ni stąd ni z inąd spada mi na głowę pokaźna szyszka. Zdumiony spytałem, dlaczego mnie uderzyła. A ona mi na to:" Nie dam się wykorzystywać temu wielkiemu drzewu! Jestem zbyt dobra dla niego, mam w sobie setki takich jak on, tylko że w tymczasowym stanie spoczynku. Uwolniłam się od niego gdyż chciałam sama założyć własny klan młodych i dorodnych drzewek". Po tych słowach umilkła jak zaklęta i poszła spać w glebę. Mogłem jej wiele powiedzieć. Na przykład, że ją spotka kiedyś podobny los, co jej właściciela, że kiedyś ona będzie szargana wiatrem że ... Ale, po co gasić jej zapał wyprowadzając ją z błędu. Niech się uczy i cierpi...

***

Zaduma pod śmietnikiem. Właśnie kończę palić drugiego skręta, podłoga faluje, niebo robi się błogo zielone, z mojej drogi ustępują wszystkie przeszkody oprócz jednej. Wielkiego na dwadzieścia metrów śmietnika z okrągłymi klapami bez uchwytów. Moje nogi nie słuchają jeszcze sprawnego umysłu nakazującego zatrzymanie się, czego rezultatem było nagłe zderzenie się z tym monstrum połykającym wszystko co było do tej pory wyprodukowane na ziemi. Aby nie tracić sił postanowiłem nie odginać stali w którą wtopiłem się w wyniku silnego czołowego uderzenia. Czekałem chyba z 24 godziny dopóki ostre światło księżyca nie stopiło stali odkrywając zawartość molocha. Było to ciekawe doznanie gdyż każdy łowca skarbów znalazłby w tym kufrze coś dla siebie. Ja znalazłem stary dysk twardy należący do mnie samego, mysz zaprzęgniętą w karocę oraz stary Food Corner. Reszta była pokryta aromatyczną pleśnią, dlatego tylko to, co wymieniłem wziąłem pod pachę i pobiegłem do domu. Ku mojemu wielkiemu zdumieniu tamta mysz wcale nie była zaprzęgnięta w karocę tylko miała przytrzaśnięty ogonek...

***

Zaduma w pustym domu Sir Nicka. Niebo było nadal nadal zielone, nie dokończone piwo zmieniało się w cierpką ciecz zupełnie nie do wypicia. Zielone niebo, jakie to irytujące. Czy za każdym razem, kiedy odwiedzam to miejsce musi tak być? Nieważne, pomińmy to burzą oklasków. Przejdźmy do opisu domu Pantery Północy. Więc przedpokój to bardzo ładne miejsce. Ściany są obite drewnem z baobabu, a na stole leży 0. 5 tony słodyczy z zatartą marką producenta. Jest to bardzo zastanawiające, gdyż LC już nieraz była posądzana o kryptoreklamę. W dużym pokoju znajdują się setki kilometrów mórz pszenicy, zboża oraz owsa falującego i bujającego się w rytm muzyki klasycznej. W pokoju Łukasza stoi wielki aligator wypchany słomą mający na zadanie zmotywować naszego mistrza do wydajnej pracy. Codziennie ten stwór wkłada ogon do kontaktu, mały palec do gniazdka telefonicznego a sam ryj przykłada do monitora tak a żeby nasza Panterka miał na czym pracować, bawić się oraz otrzymywać takie listy:). W głównym pokoju znajduje się 1000 podpisów czytelników oraz piszących. Każdy z nich jest pisany własnoręcznie przez zainteresowanego. Dobra to koniec opisu tego domu. Nawet po drugiej stronie drzwi można go zwiedzać.

***

Zaduma nad pewną historią z księgi mYooda. Zdjęcia się przedłużały, a aktorzy coraz bardziej byli poirytowani, chociaż profesjonalizm nie pozwalał im tego okazywać. Zresztą byli przyzwyczajeni do nadmiernej eksploatacji przez szefa... który jest pracoholikiem, ale nie alkoholikiem. Płacił za dobrą pracę, a i tą kiepską od razu nie pogardził. Jednym słowem złoty chłop. Na scenie została już uśmierconych połowa aktorów, gdy zapadł ostateczny klaps kończący 6 odcinek. Aktorzy zmazując makijaż rozmawiali ze sobą. Ci żywi w scenariuszu rozmawiali o rodzinie a ci, co wypadli prawili o reakcjach publiki na ten szokujący fakt. Jeden szczegół ich łączył, żaden z nich nie był zorientowany na przyszłość. Po prostu żyli z dnia na dzień kończąc każdy z nich wypadem do baru, gdzie mogli sobie soczyście przeklnąć, wypić i zaśpiewać. Tego dnia, gdy już ubrali się w swoje czarne skóry, a w niektórych przypadkach w różowe sweterki poszli wyjątkowo nad morze w miejscu, w którym zawsze stał bar ze starym barmanem Lechem. Wszyscy podwinęli spodnie do kolan, po czym weszli do lodowatej wody, aby ochłonąć oraz nabrać dystansu do ogromu tego, co ich otacza. Nic z tych rzeczy im nie wyszło, bo ci, którzy odeszli myśleli o reakcjach, ci, co zostali... karmili się tylko pojedynczymi symbolami.... Ich orientówa na przyszłość? Przeca liczy się tylko ekstremum funkcji lokalnej.

***

Zaduma w super markecie. Za wielkimi taflami szyb niebo przybiera złoty kolor, co upodabnia je do Statuy Wolności za czasów jej świetności. Leżę między marchwiami i obserwuję te roje ludzi. Jedni się przepychają, drudzy jeszcze stukają się koszykami w nieokiełznanym szale zakupów. I zapytuję się ich: "Czy nie możecie robić codziennie zakupów w dawkach, a nie tak jak dzisiaj na cały rok? Przecież im więcej kupicie tym szybciej to się rozejdzie. Staniecie się grubi, leniwi oraz słabi. Czy na pewno tego chcecie? A może wy kupujecie zakupy dla swoich starszych sąsiadów, co się nie mogą z domu ruszyć?". Nikt nie odpowiada, ale w moją stronę kieruje się rosły mężczyzna z dosyć inteligentną twarzą. Może coś mi odpowie? Poczekajmy jest ode mnie o 2... 1... 0. 5... metra. Już otwiera usta i... Skubaniec jeden odgryza mi obydwie nogi i pyta, czy te marchewki są za 80 gr. Dlaczego nie usłyszał mojego pytania? Czy produkty w sklepie nie mają już nic do powiedzenia czy co? Powinno się ograniczyć prawa konsumenta, a podwyższyć prawa produktu. Ja wiem, że mam rację gdyż jestem najsmaczniejszą marchwią na świecie. Już się nie mogę doczekać, kiedy zapadnie zmrok, a za wielkimi taflami szyb niebo będzie przybierało kolor niezmierzonej czerni...
Sato vel Mendel [sato50@poczta.onet.pl]

PS: Tym razem obyłem się bez wstępniaka. Nawet nie wiedziałbym jak to przedstawić. O i jeszcze jedna sprawa, tekst jest w 100% fikcją. Chociaż niektóre rozkminki są realne:) Tylko które, panie? Na upartego by się wytargało z tego jakiś morał, ale dla waszego dobra psychicznego odradzam wam.

PPS. Skumajcie moją nową ksywę. Jest wymowna.
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.