:: PAMIĘTNIK OBŻARTUCHA, CZĘŚĆ 1 <FALA GŁODU>
Autor: lord Pentagramus

Od autora:
Pamiętnik obżartucha jest to odcinkowa opowieść o strasznym łasuchu o imieniu Ludi. Jego ulubionym zajęciem jest JEDZENIE(!). Stawia to ponad wszystko. Nie widzi świata poza różnymi batonami, wafelkami, czipsami i tym podobnymi. Powieść jest pisana w narracji trzecioosobowej, a nie tak jak by mógł pomyśleć pierwszoosobowej. Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić przy mojej opowieści o chłopaku, który nie ma umiaru w żarciu.

-----------

Ludi jak co dzień pierwszą rzeczą jaką zrobił po obudzeniu się było zjedzenie batonika. Gdy już go zjadł, beknął sobie solidnie po czym postanowił zjeść jeszcze jednego batona. Otworzył szafkę...

-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!! - wydarł się Ludi - Skończyły się BATONIKI!!! Toż to straszne, muszę iść do sklepu! - uświadomił sobie nagle.

Nie sądził, że pozornie tak błacha sprawa może go przerosnąć. Otworzył szafę. Wyjął pierwszy wieszak z czymś na wyjście. I nagle zaskoczył go wygląd ubrania. Na plecach znajdowała się wielka dziura o nieregularnym kształcie, a wokół niej dużo pomniejszych niespodzianek o podobnym charakterze. Działając według swojego zwyczaju olał sprawę i wyciągnął kolejną rzecz. Była to jego ulubiona koszula za 2 stówy. Była ona jednak strasznie pomięta. Ludi postanowił się poświęcić i wyprasować swoją super-wypaśną koszulę. Tak sobie prasował podgwizdując i nagle minęła 2 minuta tejże czynności. Naszego bohatera naszła kolejna fala głodu! Czując, że żołądek przyrasta mu do kręgosłupa, wypadł szybko z mieszkania i popędził do sklepu. Wszyscy ludzie, których mijał patrzyli się na niego dziwnie. Ludi w takim pośpiechu wypadł z mieszkania, że zapomniał przebrać piżamę na coś normalnego. Cały czerwony wpadł do sklepu i... padł na ziemię. - sła-bo miiii... - wybełkotał z wyraźnym trudem.

Zanim padł z przemęczenia zdążył zapisać w podręcznym zeszycie, że ma się potem palnąć w łeb za wyjście z domu w piżamie. Ale nic to - zrobił co miał zrobić, padł. Obudził się pół godziny później u sąsiada. Od razu został narażony na kolejny szok. Okazało się, że musi zapłacić sąsiadowi za nowe drzwi. Lekarze wnosząc go wyrąbali nim framugę razem z drzwiami i szybko się ulotnili. Ponieważ były to pancerne drzwi antywłamaniowe, sąsiad zaśpiewał mu taką kwotę, że Ludi zachwiał się, zatoczył, zdmuchnął swoim lekkim ciałkiem dwie ściany, przewrócił i jednocześnie wypadł przez podłogę spadając wprost na głowę sąsiada mieszkającego 3 piętra niżej. To już dużo za dużo jak na czyjekolwiek nerwy, ale to jeszcze nie koniec. Ludi poturlał się po pokoju i staranował wielki 42-calowy telewizor plazmowy rozgniatając go na miazgę. Następnie stłukł oryginalną wazę z dynastii Ming i wypadając przez okno złapał za biblioteczkę po czym... wypadł razem z nią. Spadając zmasakrował jeszcze 3 anteny satelitarne i wylądował z hukiem na śmietniku i zdekompletowanej w trakcie lotu kolekcji książek. Śmietnik razem z nim kolebnął się i wywrócił na kolejny. Ludi rąbnął przy tym o kant kubła i otrzeźwiał. Nagle zerwał się jak oparzony, wbiegł do klatki, wpadł do windy i nacisnął guzik z numerem 8. A tu lipa. Wsiadł do windy o mniejszym udźwigu, więc winda nie ruszyła się z miejsca. Ludiego oblała kolejna fala zimnego potu. Szybko wyszedł z windy, aby wsiąść do tej towarowej. Z drzwi od klatki już wbiegali rozwścieczeni mieszkańcy bloku. Udało mu się ruszyć zanim go dopadli. Na wewnętrznej stronie drzwi ujrzał magiczną liczbę 8. Winda zatrzymała się. Uchylił delikatnie drzwi, będąc przygotowanym na ewentualność szybkiego odwrotu, po czym odetchnął z ulgą stwierdzając, że na korytarzu nie ma nikogo oprócz niedostrzegalnych drobnoustrojów. Rozluźniony już Ludi sięgnął do kieszeni po krówkę mordoklejkę i wpakował ją do swoich obszernych ust. Nie poczuwszy prawie nic wszamał jeszcze 3, potem 8, a na końcu jeszcze 15. Tak się przy tym rozmarzył, że nie zauważył dymu wydobywającego się ze szpar jego drzwi. Ponadto mniejszą windą, o czym nie wiedział Ludi, nadjeżdżali już sąsiedzi (z piekła rodem). Chłopak wparował do mieszkania. Wewnątrz unosiły się kłęby dymu. Nagle ujrzał płomień. To paliła się jego superwypaśna koszula za 200 zeta!!! Na niej leżało włączone żelazko pozostawione przed wszystkimi niefortunnymi wydarzeniami. Korzystając z kranu i wiader przeprowadził szybką akcję gaśniczą. Ludi wyciągnął swój podręczny notatnik po czym bezlitośnie wpisał doń jeszcze 3 palnięcia w łeb. W tym momencie na korytarz wtargnęli żądni krwi mieszkańcy. Przywarli do drzwi mieszkania Ludiego w celu sprawdzenia jego obecności. Był on aktualnie zajęty cichym opłakiwaniem swojej hiperkoszuli. Zasadniczo uratowało mu to życie. Stwierdzono, że w mieszkaniu go nie ma. Około 5 minut po wybyciu sąsiadów z piętra ósmego Ludi podjął ważną decyzję. Stwierdził, że ten dzień i tak już gorszy nie będzie, więc postanowił wyegzekwować na sobie wszystkie palnięcia w łeb. Widniało tam aż 6 pozycji, z czego 4 z dnia bieżącego. Wziął deskę i palnął się 3 razy za koszulę. Następnie sięgnął po młotek i palnął się nim za dzień poprzedni, a na końcu wziął siekierę i przyrąbał sobie nią za piżamę. Nic więcej już nie zobaczył tego dnia.

Koniec części pierwszej. TO BE CONTINUED...
lord Pentagramus [fiksumdyrdum@interia.pl]
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.