:: WAFLE FAMILIJNE JUTRZENKA
Się już od dawna zabierałam do recenzji rzekomo najpopularniejszych wafli w Polsce. Kiedyś puszczali w TV takie kretyńskie reklamy... Taak, to mnie wielce zainteresowało i normalnie sama z własnej woli poszłam do sklepu (!) ażeby je zakupić. "Och nie!" - myślę sobie - "Jeśli zaraz nie zjem czegoś słodkiego to skonam!". Zazwyczaj w takich przypadkach ratuję się jakimś gównianym Chocapic'iem, ale to nie jest metoda...

A więc tak... Ech, mam dylemat, gdyż wafle (o smaku kakaowo-śmietankowym) zakupiłam jak dotąd dwukrotnie w dwóch różnych miejscach. Premiera nastąpiła w spożywczaku "Przy drodze". Jeśli już mam gdzieś iść (a raczej jechać, mym luksusowym rowerem komunijnym) to właśnie tam. Och tak, dzień był słoneczny, prawda, wakacje... Zaparkowawszy mój wehikuł zaraz przy wejściu (by móc co chwilę doglądać, czy jeszcze tam jest, czy odjechał z jakimś menelem) pewnie wkroczyłam do sklepu monitorowanego. Ciekawa jestem, czy ktoś się rzeczywiście gapi w te monitory. Za to na mnie się gapiono na pewno i to na własne oczy. Trzem sklepowym się nudziło. Tak, to jest okropnie podejrzane, jak ktoś sterczy kwadrans przed jedną półką i bez opamiętania burzy schludne rządki i kolumny produktów. Miałam dwa cele: dużo i tanio. Ilość familijnych może nie oszałamia, ale spokojnie wystarcza na jedną sesję oglądania obrazków w wyborczej. Tak czy owak wyłożyłam kasę na ladę i poszłam. Rower stał! I bardzo dobrze. Czas tylko na triumfalny przejazd przez wioskę reprezentacyjną inaczej ulicą Jurajską. A potem można już spokojnie legnąć na kanapie i zacząć żreć!

No. A jakiś czas później, odwiedziwszy pomarańczową cytadelę handlu zwaną "Astra" znajdującą się het daleko za siódmą górą i ósmą rzeką spotkałam się z familijnymi po raz kolejny. Ów produkt radośnie spoczął w plastikowym koszyku obok biszkoptów wrocławskich, pasty pieczarkowej primavka, cukierków leśnych Odra, mleka zagęszczanego, dżemu malinowego i kilograma gruszek. Dość psychiczny zestaw pełen glukozy.

"Mamy dosyć fałszu i mydlenia oczu, dajcie w końcu jakieś konkrety!" Dobra, nie bijcie. Czas wyjąć pomięty kawał sztucznego tworzywa z pudełka po butach i się przyjrzeć okiem znawcy. W oczy rzuca się starannie odcięty nożyczkami prawy bok opakowania. To niezłe posunięcie, bo agresywne otwarcie typu "ciągnij za listwę" jest bez sensu wobec wafelków. Wiem z własnego doświadczenia. Całe to plastikowe badziewie ma kolor sraczkowatego kapuczino, po lewej duży napis "Familijne" niżej "wafle", a wyżej bordowo-biało-żółte logo Jutrzenki. Na dole samym krótka notka informacyjna ("o smaku kakaowo-śmietankowym"), obok łupina kakaowca, dwa listki i jakiś biało-brązowy krem. Z prawej wyskakują niczym mechagodzilla dwa gigantyczne wafle (wafel- krem śmietankowy- wafel- krem kakaowy- wafel), a w kąciku dyskretnie biało-czerwone półdupki ("polska dobra żywność"). Z boku dolnego mamy średnio wysmażony stek bzdur ("Wafle przekładane kremem o smaku..." Blee, ja już tego nie zniosę... I to samo w jeszcze ośmiu językach - wafłi z kakaowo-werszkowim smakom -np. po ukraińsku). To, co z tyłu jest, od lewej zaczynając (powyżej listwy): logo jutrzenki, nazwa produktu, masa netto: 180 g/ 6,3 oz, wyrzuć do kosza, szczałki, kielich i widły, PCT, Polecamy również: (i tu mamy fronty pięciu innych wersji wafelków, np. kokosowe, truskawkowe, orzechowe), kot w kreski. To, co z tyłu jest, od lewej zaczynając (poniżej listwy): najlepiej spożyć przed końcem, adres wypisany cyrylicą (Proizwoditjel <<Jutszenka>>, ul.Kostjuszko 53, Bydgoszcz, Polsza), adres normalny (Przedsiębiorstwo cukiernicze Jutrzenka, bla, bla, bla, re-re-kum-kum), www.jutrzenka.com.pl, squad (mąka pszenna, cukier, tłuszcz cukierniczy, serwatka w proszku, mleko w proszku, kakao (2%), skrobia ziemniaczana, olej sojowy, sól, substancje spulchniające (E 500, E503), emulgator-lecytyna, aromaty (śmietankowy, wanilina).) Fuj, co za ohyda! Jak ja to mogłam zjeść?! Czemu ja wcześniej nie przeczytałam tego składu wprost z filmu grozy (np. "Arachnofobia", niezły był)? Coś tam jeszcze jest ciekawego? Obawiam się, że nie. Znów bzdury w ośmiu językach. I szczegółowe warunki przechowywania. Kto by ich przestrzegał... Okej, czas to pieniądz i obawiam się, że już poważnie zbiedniałam zużywając klawiaturę na takie kretynizmy. Został nam do omówienia ostatni (Mohikanian -przyp. red.) bok, tym razem górny, gdzie jedyną rzeczą wartą uwagi jest tabelka z jakimiś nutrition fact/ value/ information w 100 g produktu: energy (518 kcal/ 2167,1 kJ), carbohydrates (60,8 g), proteins (7,2 g), fat (27,4 g). Słowem - gówniany produkt. Tzn. szajski, szitowaty i merdeński. I takie brzydkie opakowanie... Zakład, że jeszcze w tym roku czeka mnie jakieś sprzątanie świata. I zakład, że znajdę pełno opakowań od familijnych, pośród wymiętych paczek od "Klubowych" i zeżartych przez kwasy "Leśnych Dzbanów". I znów obleję się jakimś niedopitym jabolem, dzięki czemu dostanę punkty z zachowania za ofiarność. Yeah.

A teraz przed Państwem arcyciekawy akapit nt. ceny. Dzięki zakupom (polecam "tele-za-kupy Duriel"®, sprawdzona marka) w dwóch różnych sklepach w dwóch różnych województwach mam porównanie. I tak oto w Śląskim zabulimy 2,50 zł. To skandal! Owszem, ale to wiejski spożywczak (lecz np. świńska Princessa jest w "Przy Drodze" tańsza niż w Oszołomie!). Zaś w obleśnym markecie w Dolnośląskim zapłacimy drastycznie mniej: 1,99 zł. To daj nam średnio 2,24(5) zł za paczkę. Ale ździerstwo. Za takie beznadziejnie głupie zapychadło...

Kupiliśmy, popatrzeliśmy się na opakowanie, zanotowaliśmy wychudzenia portfela (oczywiście, jeśli ktoś lubi portfele, ja na ten przykład nie przepadam i nie używam), czas na ocenę smaku. Jak zwykle w takich przypadkach, wafle są dobre! Chemią napompowane, delikatne wafelki składające się w 90% z powietrza, wysmarowane aromatyzowaną pastą do butów, rozpływają się w ustach. Świństwo, powiadam. Nie jedzcie tego. Hamburgery też są smaczne. A poza tym to bojkotujcie KFC. Zanim KFC zbojkotuje Was.

Werdykt mój: jakiś tam miałam obmyślony, lecz mi niepostrzeżenie uleciał. Umknął. Zbiegł. Ach, no więc... Chodzi o to, że te wafle, to śmieciowe żarcie. I jeśli Wasze zdrowie cośkolwiek Was obchodzi, to apeluję: nie jedzcie gówna. Amen(t).

SMAK:
35/70
ILE KOSZTUJE?:
2,25 PLN
CENA:
06/20
OCENA KOŃCOWA:
44%
Oh, shit!
OPAKOWANIE:
03/10

PS. Pozdrawiam kornika, który mieszka w belce na lewo od monitora. Strasznie hałasuje, ale dzielnie znosi moje towarzystwo. Chwała Ci za to, drogi korniku!
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.