| :: BISZKOPTY WROCŁAWSKIE MAMUT | |||||||
|
Mój samodzielny i prywatny zakup w ~SPOŁEM~ PSS ASTRA. Cóż mnie do niego skłoniło? Mogę tylko przypuszczać... To z pewnością wina innych biszkoptów... Które mnie zachwyciły. Ych... No tak, to były biszkopty bananowe ze Spara. Gdybym miała je porównywać z tą, bądź co bądź, kupą mamuta, wygrałyby bez dwóch zdań. Gdyż tamte miały smak. A te? Te mają tylko konserwanty. Dobra. Czas wystawić głowę zza węgła i stawić czoło przygodzie... Wyjątkowo nudnej tym razem. Żeby nie było, że nie ostrzegałam. Bez zbędnych ceregieli czas przejść do opakowania. To zwykły wór foliowy w kolorowe nadruki... Leżał tak sobie wśród innych pod wielkim napisem "promocja!". Bezczelne kłamstwo. Na które się nabrałam. Albowiem dwie półki dalej upchane były inne biszkopty, które bez żadnych przecen kosztowały kilkanaście groszy mniej. Ale czy to ważne? Nie. A więc... Jak wygląda ów wór? Front jest dość złożony. U samej góry biegnie żółta listwa, niżej ciemna czerwień w pionowe pasy jasnoczerwone przechodzi płynnie w pomarańcz, a następnie w żółć. Ja wiem, że ten opis nic nie mówi. Ale...? Niech będzie. Na tej czerwieni przypominającej odcieniem swym płatki róży gnijącej w garści drzemiącego na śmietniku zombie widnieje logo firmy "Mamut". Czyli coś w stylu pociętej kropli wody ciemno-niebieskiej z białym obramowaniem, czarnym cieniem i żółtymi literkami. W części pomarańczowej mamy wyłuszczoną nazwę produktu. Jej wszystkie warstwy i podteksty, trzecie denka i falbanki możemy odkryć dopiero po dłuższym wpatrywaniu się weń. Z pozoru jest to zwykły granatowy napis z białą obwódką. Ale nie. Wyraźnie widać, że pierwsza część słowa biszkopty, znaczy "bisz" ma inną czcionkę niż część "kopty". A może mi się zdaje? Czy ja wiem? Prawda to? Obawiam się, iż deszcz pada za oknem. To mi się nie zdaje. A wracając do opakowania... Pod nazwą leży sobie granatowy glut z napisem "Wrocławskie". A jeszcze niżej coś, co mnie osobiście przypomina wypięte pośladki albo dwa ziemniaki: biały i czerwony. "Poznaj dobrą żywność". Czyżby odznaczenie prosto od ministra wieśniactwa? Całą żółtą część frontu zajmują mieniące się biszkopty. Wychodzi mi 20 sztuk. Ostatni detal to delikatna, półprzezroczysta wstęga wijąca się na ciachach niczym wygłodzona, plaskata larwa. Nadmiernymi zawijasami wykaligrafowano na larwie co następuje: "wyjątkowa delikatność i smak dla Ciebie i Twojej rodziny". Kocham takie napisy, zwłaszcza na produktach, które od początku do końca jem sama. Spójrzmy co jest z tyłu. Opakowanie podzielono na dwie części. Z lewej logo Mamuta, niżej akapitem wyśrodkowanym mamy: producent (cztery języki): Spółdzielcze Zakłady Piekarsko-Ciastkarskie MAMUT 50-335 Wrocław, ul.H.Sienkiewicza 18/22, Polska, tel, fax, e-mail: marketing@mamut.pl, www.mamut.pl. Zakład produkcyjny: Wrocław, ul.Żmigrodzka 244, Polska. I skład, również w językach czterech, znaczy po naszemu, angielsku, szwabsku i rosyjsku: mąka pszenna, jaja świeże (wyjątek, normalnie używamy zbuków), cukier, woda, cukier inwertowany, mąka ziemniaczana, emulgator - E471, E477, stabilizator - E420. Zawiera: pszenicę, jaja (mamuta). Wyprodukowano w zakładzie, w którym też są używane: orzechy, sezam. To okropne, gdyż właśnie skapłam się, iż mam śmiertelne uczulenie na sezam i orzeszki ziemne. Czas umierać. Na szczęście zostało mi jeszcze kilka godzin życia, które to poświecę na szydełkowanie i obejrzenie powtórki McGyvera. Pod składem widnieje jeszcze kod kreskowy i masa netto: 120 g e. I ta wypięta du... znaczy decyzja MRiRW (łatwy do rozszyfrowania skrót). Po prawej stronie tyłu leżą sobie dwa biszkopty oraz ich nazwa i rodzaj (piszą sobie, nie leżą). A pod nimi tabelka, czyli wartość odżywcza na sto gram i jedną sztukę: 1547 kJ / 365 kcal na 16,41 kJ / 10,95 kcal. Białko: 11 g / 0,33 g. Węglowodany: 69,1 g / 2,07 g. Tłuszcz: 5 g / 0,15 g. Wymiennik węglowodanowy WW: 7 / 0,21. Napisy końcowe nadzwyczaj nudne, znaczy gdzie przechować, ile ma mamut atestów, chłopek wrzucający chusteczkę do kosza, trójkąt 5 / PP i goniące się strzałki. Ile? Ile wydałam na niewątpliwą nieprzyjemność zażerania się biszkoptami? Zgodnie z rachunkiem: 2,09 zł. Skandal. Dla porównania za niecały kilogram gruszek (dokładnie 0,97 kg, czyli cztery wyrośnięte sztuki) zapłaciłam 5,13 zł... Eee? Co to za porównanie? Żadne, ale te gruszki lepsze były. Choć drogie. I jeszcze ta kasjerka, co się mję pyta, czy mam aby przypadkiem kartę stałego klienta Astry. "Nie, nie mam, albowiem kupuję tu pierwszy raz i obawiam się, iż niestety ostatni, gdyż zapewne, droga pani kasjerko, nasze ścieżki życia nie przetną już się...". Na koniec tej pieśni żałobnej został nam smak. Jużem się naklęła powyżej. Dlaczego biszkopty miały promocję? Bo były stare i wysuszone, brzydkie i niesmaczne, nikt ich nie kupował, gdyż były najdroższe. Nie umywają się do biszkoptów bananowych ze Spara. Ale skąd ja mam wziąć S(z)para? Łee. Takie biszkopty to pewnie dobrze smakują rozmiękczone w herbacie. Ale ja nie lubię herbaty. A może w mleku pomaczać? Mleko jest niezdrowe, wywołuje nowotwory i rosną wymiona... Zaraz, czyżby Fakt? Nieme fakty mówią same za siebie. Albo coś takiego. Niestety, nie wprowadzę mych idei w życie, bo żem zjadła na sucho cały ten badziew. A w dodatku... Było mi niedobrze. Takie ohydne biszkopty. A tak w ogóle... To czas przyszedł i na mnie... By odjeść... Od komputera.
Fauske
[fauske@interia.pl]
| |||||||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | |||||||