:: MACA TRADYCYJNA
Upozornienie: jeśli nie masz ochoty czytać naukowych bredni, to nie krępuj się i naciśnij "wstecz".

Cóż to? Jak głosi opakowanie: "pieczywo pszenne". Znudziły się Wam kajzerki? Nie macie ochoty na modne niegdyś papierowe bagietki? Skręca Was na samą myśl o czarnym chlebie barwionym karmelem? Sięgnijcie po macę! Maca jest tak samo niezdrowa jak białe pieczywo, ale zawsze to jakieś urozmaicenie, nie? Dobra, teraz będzie naukowo... Bójcie się. Ja się na żywieniu nie znam (to co ja tu robię, do kury nędznej?), ale będę się posiłkować mądrymi pisemkami... Tak więc, dawno temu, w 1992 roku Amerykański Departament Rolnictwa opracował Piramidę Żywieniową. Owa piramida zalecała unikanie tłuszczów i spożywanie dużych ilości pokarmów bogatych w węglowodany, takich jak chleb, ryż, kasze i makaron. Celem tego było obniżenie tłuszczów nasyconych (a "cel uświęca środki szaleńcom od lat"), powodujących wzrost poziomu cholesterolu we krwi. Zaraz! Nie... Tylko nie to! Wskazania dietetyków sprzed lat okazały się błędne!!! Jasny gwint... Co z tego, że nikt się do tej piramidy nie stosował? Tak czy owak naukowcy nie próżnują, postanowili naprawić stare błędy i stworzyli nową piramidkę... W której podstawą jest aktywność fizyczna, a dopiero potem pieczywo (ale to pełnoziarniste!) na równi z olejami. Następnie mamy warzywa i owoce sprawiedliwie podzielone, wyżej znajdują się orzechy i rośliny strączkowe, potem ryby, drób i jaja, mniej korzystne dla naszego organizmu nabiał i preparaty wapniowe (czyli pij mleko, będziesz ogrem). Co jest zaś szczytem głupoty, czyli co, innymi słowy, stosować oszczędnie? Masło, czerwone mięso (pryszczate krowy?), białe pieczywo (fuj!), makaron, ryż, ziemniaki... Do tego mądrzy Amerykańcy każą zażywać witaminy, nie zabraniają jednak alkoholu (o ile nie ma przeciwwskazań), lecz radzą spożywać go w umiarkowanych ilościach. Hej! O czym ja miałam się rozpisywać? O tym pieczywie cholernym... Więc... Badacze stwierdzili, że przyjmowanie dużych dawek oczyszczonych węglowodanów, np. w postaci białego chleba/ryżu (polecam ryż dziki, nieźle smakuje, trochę jak gałęzie i trawa...), może zaburzać poziom glukozy i insuliny. Kijowo, nie? Dlatego ludzie mający cukrzycę omijają te cztery szatańskie produkty na piramidy szczycie. I dobrze robią, ale czy przeciętny zjadacz, bądź, co bądź, chleba, może odmówić sobie parującej lazanii? Zignorować półmisek kurczaka z ryżem w sosie słodko-kwaśnym? Prychać na widok (tele)pizzy? Odmówić sobie miednicy kartofli z koperkiem? To jest normalnie trudniejsze niż nauczenie się cyrylicy... Czy wiecie drodzy czytelnicy / czki, że zastąpienie węglowodanów zdrowymi tłuszczami jedno- lub wielonienasyconymi zmniejsza ryzyko wystąpienia chorób serca? A kogo to obchodzi? Czy mnie na przykład wzruszają tego typu hasła? Że nie jedz tego, a jedz coś tam, pożyjesz 6 lat, 6 miesięcy i 6 dni dłużej? Nie. W ogóle mnie to nie rusza. Ale z tym chlebem to warto się zastanowić... Czyż nie? Och, ja widzę, że śledzicie ten mój nudny tekst z kosmicznym zaciekawieniem i normalnie się doczekać nie możecie, co będzie dalej... spokojnie, nie ekscytować się. To powtórzymy sobie dla utrwalenia: dietetycy hamerykańscy zaproponowali nową wieżę Babel żywieniową, zalecając spożywanie zdrowych tłuszczów i produktów pełnoziarnistych, a unikanie oczyszczonych węglowodanów, masła i czerwonego mięcha. Pozwolę sobie przytoczyć takie drobne badania między trzema krajami, chodziło o to, że badali udział tłuszczów w tradycyjnej diecie (cholera! To jest recenzja macy!!!), a zapadalność na chorobę wieńcową. I co im wyszło? Że w takiej wschodniej Finlandii żrą na potęgę nasycone tłuszcze, trany chleją i chorują. Za to na Krecie, gdzie mają oliwki i inne takie strawy tłuszczowe jednonienasyceniowe, lud jest zdrowszy i szczęśliwszy. Czyli, że w obu przypadkach mieszkańcy w/w krajów jedzą duże ilości tłuszczów, ale różniących się między sobą diametralnie. Trzecim badanym krajem była Japonia, gdzie tłuszczów spożywają bardzo mało i na wieńcówkę nie chorują, ale taka dieta jest mniej korzystna niż ta śródziemnomorska. Gdzie tu pieczywo? No nie wiem... W Skandynawii mają takie naleśniki, co się chlebkami lapońskimi zwą. To może od tego tak im cholesterol skacze...? Powróćmy do pieczywa, drodzy parafianie. Czemu jest be? Zaraz się dowiecie... Pieczywo = węglowodany, a ich wpływ na zdrowie jest wielce negatywny... Oszczędzę wam bredni o jednostkach monosacharydowych, bo sama mam o tym blade pojęcie, chodzi z grubsza o to, że te chlebki i bułeczki dostarczają nam tylko (nie, proszę, tylko nie to oklepane wyrażenie!) pustych kalorii (stało się, bu...) - nie zawierają witamin, soli mineralnych ani innych składników odżywczych. W procesie oczyszczania węglowodanów przez organizm powstaje łatwo przyswajana forma skrobi, ale zostaje usuniętych wiele witamin, błonnik i inne takie tam. I te cholerne węglowodany powodują wzrost cukru we krwi (to straszne!!!, nie martwcie się czytelnicy / czki, ja też tego nie rozumiem). Ale zaraz Wam to prosto wyjaśnię. Tylko się skupcie, proszę Was... Szybkie podniesienie się poziomu cukru we krwi powoduje (no zgadnijcie co, każde dziecko to wie)... wydzielanie się naprawdę dużych ilości insuliny (czyli hormon odpowiedzialny za... Eee? Nie pamiętam. "transport glukozy do wątroby i mięśni" Ach tak... Siadaj dziecko, niedostateczny) To takie proste. I stężenie glukozy we krwi gwałtownie spada... Co się wtedy dzieje? Omdlewamy czy jak? Nie, szybki spadek cukru po posiłku bogatym w węglowodany (czyli kanapka z ryżem, ziemniakami i makaronem) powoduje uczucie głodu prowadzące do objadania się i w rezultacie do otyłości. A poza tym nawala nam układ krwionośny, wieńcówka panie i cukrzyca typu 2, czyli idziemy gęsiego do grobu masowego.

Koniec ględzenia! Podziękujcie magazynowi "Świat Nauki" wydanie marzec 2003, który to wspomógł mnie swą mądrością. Wiem, zanudzałam, ale czułam wewnętrzną potrzebę objawienia prawdy o Piramidzie Zagłady zacnym (i niezacnym, bo tacy też są) czytelnikom LC. I mam wyrzuty sumienia. Gdyż będę recenzować świński produkt węglowodanowy, który powyżej zbluzgałam od najgorszych... Maca... Jak wygląda? Z pozoru zwykłe tekturowe pudełko. Ale to podstęp. W środku czai się jądro ciemności i oko Saurona. Trzeba uważać. Ale najpierw o tym, co na wierzchu widać. Front ma tło czerwone, u góry samej dyskretne logo producenta, firmy "Wit-pol", z prawej waga netto 180 g e. Niżej jakiś rysuneczek wsi spokojnej, białe literki "maca" (to się źle kojarzy...), powyżej "pieczywo pszenne trwałe" (ale to już było...), niżej trzy kłosy złote i wstęga z napisem "tradycyjna" (btw "produkowana od 1974 roku" niech skonam, co za tradycja!). Na dnie rozłożyły się leniwie cztery płaty macy, co wyglądają jak grube płachty tektury z powietrznymi bąblami w środku. I zapewnienie: "bezkwasowo-beztłuszczowa, bez cukru i środków konserwujących". Z lewego boczku mamy kolejny obrazek, zalecenia, co do przechowywania w trzech językach, najlepiej spożyć przed (śmiercią, dop. Red.), nr partii, kod kreskowy, wyprodukowano w Pols(z)c(z)e. Z prawego zaś boczku mamy, co następuje: "Pieczywo z Radomia; wart. energetyczna: w 100 g / w jednej kromce (369 kcal / 1658 kJ / 50,7 kcal / 212 kJ); białko (10 g/ 1,28 g); błonnik (3,8 g/ 0,49 g); węglowodany (82,5g (!!! Na 100g!!!) / 10, 56 g). "Maca, pieczywo trwałe, utrwalane przez wypiek płatków pieczywa o niskiej zawartości wody. Skład surowcowy: mąka pszenna typ 550". Dużo składników, nie? Przedsiębiorstwo produkcyjno - handlowe "Wit-pol" 26-600 Radom, ul.Chorzowska 3 i mrowie cyferek telefonicznych. www.wit-pol.com.pl . Z tyłu opakowania mamy darmową reklamę czterech innych produktów ("polecamy nowe dostępne smaki kruchej macy"): maca a'la pizza, maca z czosnkiem, maca razowa, maca z cebulką... Nie wiem jak wy, ale ja bym chętnie spróbowała... Fuj, te węglowodany... Zaraz. Po co brać zdrowie do grobu? Czas kończyć rozważania nt. kartonowego pudła. Na pokrywce mamy nudy, czyli logo, nazwa, cenówka i tło czerwone z dyskretnymi płatami macy latającymi w powietrzu. Pod spodem samo tło i malutkie białe literki: "design by: TANGO". Czymże jest to Tango? Nie wiem, ale warto ich zareklamować bo opakowanie jest pierwszej jakości. Estetyczne, ekologiczne, wpada w oko... I łatwo się składa, przez co nie zabiera dużo miejsca w śmietniku.

Ile kosztuje chleb ziołowy na stoisku z ekologiczną żywnością? 2,90 zł. Czy jest on dobry? Lepszy od byle drożdżówki, ale jak już wspominałam, chleb = mogiła. Pełnoziarniste pieczywo ziołowe to tylko opóźnienie własnego pogrzebu. O nie! Kolejna obsuwa? Pewnie nasza maca jest równie niebezpieczna co bagietka, a już droższa na pewno. Za kilka(naście) płatów płacimy 2,15 zł. Tanio nie jest, ale jaka frajda!

a) walka z rutyną = walka z systemem
b) brak kwasów
c) brak tłuszczy
d) brak cukru
e) brak konserwantów
f) brak dwóch złotych piętnastu groszy w sakwie

I co nam zostało? Smak! Czy mąka zlepiona w kawał papieru może być smaczna? No nie wiem... Ale kto je macę bez niczego? Ja proponuję dodać nieco tuńczyka (polecany przez polskie towarzystwo kardiochirurgów), pasta z mintaja a'la łosoś też może być, dżemik to także niezgorszy pomysł... Jest pysznie jak w reklamie... Rany. Prawdę mówiąc to mnie taka maca bardziej odpowiada od zwykłego chleba. Prawda, kromka łamie się przy ciężkim ładunku, ale ryzyko jest wpisane w koszta... Heh, no wiecie, ten dreszczyk emocji podczas żarcia przed kompem... I wydłubywanie tuńczyka z klawiatury.

Czy polecam? Jeśli przejęliście się moimi naukowymi wywodami we wstępie (pod warunkiem, że czytaliście, w co wątpię, ale rozumiem - mnie też by się nie chciało), to nie. Ale i tak wszyscy oleją moje słowa (a jakże, ja także) i pójdą na pizze. Albo jeszcze gorzej - do KFC! A na deser zjedzą lody w MD... Popiją ogrzym mlekiem... Z masłem i surową wołowiną...

SMAK:
60/70
ILE KOSZTUJE?:
2,15 PLN
CENA:
08/20
OCENA KOŃCOWA:
78%
OPAKOWANIE:
10/10
szkoda wyrzucać
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.