| :: PORÓWNANIE KAW 3 IN 1 | |||||||||||||||||||||
|
Nie mam natchnienia! I nie wierzę, że uda mi się coś sklecić. Jak jakiś tekst przypadkiem wysmażę, to będzie przypalony, woda za zimna, a zupa za słona. A jak nie, to "Porównanie kaw 3 in 1.txt" beztrosko wyląduje w folderze "dupa" (C:\Documents and Settings\Ania\My Documents\Xfiles\Lodówa\dupa), gdzie trafiają wszystkie poronione płody umysłu mego. I bardzo dobrze, że takie coś zdycha, zanim się wszystkie macki wykształcą, bo bym w lustro spojrzeć nie mogła. Okej, są tam dwie recki, które zmutowały na ponad 10 kilo, ale jak pomyślę, że miałabym się za nie wstydzić, to wolę o nich zapomnieć. Ale wyrzucić szkoda. Czasem jakieś udane zdanie można skopiować. Dobra, wyżaliłam się, mogę przejść do kaw. Na początek przeproszę za trzy tabelki. Bla, bla, bla... Pół godziny później. Opowiedziałam już szczegółowo o wszystkim, co się dzisiaj zdarzyło, owszem, to było niezwykle emocjonujące i szkoda, że Was przy tym nie było. Niezwykły moment otworzenia lewego oka to już niestety tylko wspomnienie, ale jakie piękne! I ten twarożek z czosnkiem, aż szkoda zęby myć, taki miał aromat nieziemski. Jako że niektórzy na widowni już drzemią (jak się nie śpi 37 h na dobę to trudno się dziwić), można by przestać pieprzyć i dla odmiany dosolić. Co tam dzisiaj leży na biurku sekcyjnym? Tego się akurat można łatwo domyślić. Jakiś tytuł na horyzoncie migoce. W sztuce parzenia kawy z ekspresu doszłam do perfekcji i mam do niej osobisty uraz, więc zazwyczaj unikam tego napoju. Najlepsze jest kapuczino z torebki i basta. Ale na drzewach toto nie rośnie, a jak się przypadkiem pojawi, to znika na drugi dzień. Ale jakoś się ostatnio złożyło, że krasnoludki poprzynosiły te ostro lansowane przez media kawy 3 in 1 w poręcznych saszetkach. Wsypujesz takie coś do kubeczka, wrzącą szambówą zalewasz i gotowe. - "Porządnej kawy bym się napił" - "Nooo, takiej z mlekiem i cukrem" Błeee, aż mnie skręca od tej debilnej reklamy, co ją kiedyś w TV puszczali. Dobra, jak ktoś kojarzy ten krótki filmik marketingowy to od razu wiadomo, o co chodzi. Od razu tłumaczę, że takie gówno instant to mnie średnio przekonuje, ale ostatecznie nie mam potrzeby picia żadnej kawy, a trzy produkty, które zara przedstawię, to z czystej ciekawości se spożyłam. Połowicznie oczywista, gdyż motywem była także ciepła posadka w LC, za którą powinnam się w jakiś sposób odwdzięczyć. Żeby Sir_Nickowi wstyd nie było, że mię wpuścił do zagrody, a ja za darmo z koryta korzystam. I mi się wątek urwał. Macka odpadła. Ale nie należy się tym przejmować, zara dokleję... Czas najwyższy się zastanowić, jaką taktykę obrać przy maglowaniu tych kaw. Ostatecznie nie są to czekolady i sukienek nie noszą, więc daruję sobie wyświechtaną konwencję personalizacyjną, która to może wyjść bokiem mnie i czytelnikom. Z góry uprzedzam, że nie znam ani jednej ceny, bo każdy z tych produktów dostałam za darmo, co niżej szerzej przedstawię. To może ja zacznę na temat, bo nie mam dzisiaj specjalnej ochoty na lanie wody i wynurzenia ze studni. Nescafe ® Classic 3 in 1 Dawno temu w trawie, za piątym lasem i ósmą górą, w chatce na wzgórzu miałam okazję zjeść śniadanie. Po spożyciu wodnistej jajecznicy, gdy zatopiwszy się w rozmyślaniach oblicze swe naznaczone skrajnym obrzydzeniem skierowałam ku tekturce z napisem "Jestem katolikiem. W razie zagrożenia mojego życia proszę wezwać księdza" do ucha wpadły mi dźwięki oznajmiające gotowość pewnej baby do spożycia w/w kawy. Wyjęła ona saszetkę z torebki, nastawiła se wody i poszła. W tym czasie taka jedna, co mnie na świat wydała, proszek kawowy wrzątkiem zalała i podstawiła mi pod mordę. Dali, to wzięłam i normalnie wypiłam. Babie na wieść, co za ścierwo wyżłopało jej prywatny napój, mina zrzedła nieco, ale wspaniałomyślnie mi wybaczyła. Ja zaś przypadkowo opakowanie z bufetu sprzątnęłam, by teraz móc podziwiać je na biurku sekcyjnym. Włączcie wyobraźnię, możecie zamknąć oczy, co by se lepiej zwizualizować ofiarę porwania: Saszetka jest nieduża niczym lalka Zuzia lub laleczka Czaki, mieści się toto w kieszeni i na komodzie w sieni, słowem, gdzie tam tylko chcecie. Prawą końcówkę urwało. Okej, to zmyła, uszarpany skrawek spoczywał w środku. Podczas wysypywania, do klawiatury wpadły mi zapomniane przez boga i ludzi ziarenka kawy. Zapewne to zemsta kogoś. Albo i nie. Oczywista, wiedziałam, że jak napiszę, że nie będę wody lać, to i tak mi trochę skapnie. Sory, to parkinson, powstrzymać się ciężko. I cholernie mi zimno z tego powodu. Saszetce koloru brunatnego również. Dół frontu ma usłany ziarenkami kawusi. Duży napis NESCAFE ® i dopisek Classic ®. Jak tak klasyczne słowo jak classic może być ®? Nie wiem i nie mnie się o to pytajcie. Bardziej na prawo mamy błękitny kwadrat z białym napisem 3in1. Potem czerwony kubeczek z białym wnętrzem, kostką cukru w locie i łyżką sypiącą wąglik. No bo co to za biały proszek? Też cukier? Front z prawej strony kończą cztery czerwone trójkąciki wyraźnie dające do zrozumienia "tu rwij!". Chrońcie tyły! No ja przepraszam, ale ten tekst tak mi się wrył w bruzdy na mózgu, że się powstrzymać nie mogę przed zacytowaniem. Co tam na tych tyłach? Mamy skład po polsku, czesku, słowacku i madziarsku. Czyli do opakowania napchali następujące śmieci: (Rozpuszczalny napój kawowy) cukier, syrop skrobiowy, tłuszcz roślinny, kawa rozpuszczalna (11 %), kazeina (białko mleka), regulatory kwasowości (E340ii, E331ii, E452ii, E524ii), sól, substancja przeciwzbrylająca (E554), emulgator (E471), barwniki (ryboflawina, beta-karoten). Ło, jakie gówno... Jak ja to mogłam wypić? Co tam jeszcze mamy? Instrukcja obsługi, wartość w 100g/421 kcal, vyrobca, kod kreskowy, masa netto (18 g), znaczki zapewniające o recyklingu, żółta piguła i błękitna wstążka (Quality and Trust Nestle since xxxx Talk to Nestle 0 800/174 902 www.nescafe.pl). W sumie nie jest to piękne opakowanie, ale o dziwo w porównaniu do dwóch pozostałych wypada o niebo lepiej (powiedziała Brodzikowa gładząc się po miękkich włosach firmy garnier naturals). A jak tam smak? Tu też Nescafe niestety przoduje. Mimo iż kawę słabo czuć, cukru za mało, mleka nie uświadczysz. To już bym się wolała napić prawdziwej kawy z prawdziwym cukrem i prawdziwym mlekiem. A ten napój to taki sobie... Do kapuczina się nie umywa. Presto Choco smak czekolady 3in1 Kiedyś tam chciałam zrobić sobie kisiel. Byłam zdesperowana i czułam potrzebę chwili zapomnienia z Dr Oedkerem. A gówno. Był tylko budyń. Znaczy w szufladzie. Okej, budyń od biedy też może być, ale ten miał smak waniliowy. Błeee... To dalej szukałam. Oczywista, spożywczak niedaleko, co to za problem przywdziać kamasze i pofatygować się po jakiegoś słodycza. Nie ze mną te numery. Nie będzie mnie sklepowa dręczyć nachalnym pytaniem "co podać?". To zajrzałam do szafki takiej jednej i właściwie nic tam nie było prócz kilku talerzy i filiżanek. Już miałam zamykać, ale niczym sokół na rencie inwalidzkiej przyuważyłam ofiarę. Kawka 3in1, czekoladowa niby, mogę się skusić. Jak to wygląda? Przede wszystkim saszetka jest dłuższa o 3 cm od standardowej 3in1. To wygląda beznadziejnie, zwłaszcza, jak se ułożyć te trzy opakowanka obok siebie. Z lewej mamy plamę czerwieni z białym napisem 3in1, potem małe logo Presto, niżej pięć ziarenek kawy, podświetlane Choco, jedno ziarenko latające, a najbardziej w prawo brązową filiżankę oraz wpadające do niej kostkę i farfocel czekoladowy. Kostkę czekolady mam na myśli. Front poraża brzydotą, choć właściwie nie ma się do czego doczepić, ale mnie się nie podoba i basta. Tył jest koloru odchodu doskonałego, u góry mamy jakiś tekst po brytańsku, dyskretne netto e12,5 g, kod kreskowy. Pod zagięciem mamy ukrytą wartość energetyczną 100 g/445 kcal. Spójrzmy se na skład: cukier, syrop glukozowy, utwardzany tłuszcz roślinny, kawa instant (12%), odtłuszczone mleko w proszku, odtłuszczony proszek kakaowy, substancja zagęszczająca E466, sól, stalibizatory E340(ii) i E452(i), aromaty, białko mleka, substancje słodzące: aspartam i acesulfam K, emulgatory E471 I E472e. Na koniec z prawej adres producenta, firmy Maspex. Odrzuca mnie to amatorskie opakowanie. Dobra, ważne, że to produkt polski. Smak. Szczerze? Nie pamiętam. Ale mnie nie powalił. Wciąż stoję i macham łapkami. Okej, jak puszczam takie teksty, to się zaczyna robić niebezpiecznie. Bla, bla, bla... Uniwersalny sposób na rozruszanie publiczności. W sumie to warto se taka kawkę fundnąć? Niestety, z bólem serca odsyłam do Nescafe. Co z tego, że dacie zarobić Maspexowi, skoro będziecie cierpieć z powodu niskiej jakości i świńskiego smaku? A tak w ogóle to pijcie kakało. Jacobs 3in1 Jakiś czas temu, przedwczoraj bodajże, miałam różne przygody z powodu silnego defektu mózgu, który kazał mi wyruszyć w nieznane. To żem wyruszyła (Obszerna relacja znajduje się w folderze "dupa", 14 kb pitolenia, ale się chwalę, jakby było czym) z taka jedną mendą (fak ju, ufo). Jadymy se i jadymy, w nieznanym patrzę - kościół (czy muszę pisać jakie myśli rozkwitły w mej dziecięcej główce? Ja się z tego spaczenia nie wyleczę), aż w końcu z nieznanego wróciłyśmy. To mnie ufo na chatę zaprasza i kawkę Jacobs serwuje. Cholerka, myślę se, już czecia kawka w tym tygodniu, to chyba jakiś znak. W kuchni niemal odruchowo chciałam zapytać, czy da mi opakowanie, ale w porę ugryzłam się w język. Jakbym nie uzasadniła logicznie swojej prośby, to by mnie ufo patelnią zatłukło. Trochę mi było szkoda, ale okazało się, że nie wszystko stracone. Zalawszy kawę wrzątkiem w/w menda rzuciła, że gdzieś tam pójdzie po coś tam i przykazała mi niczego nie ruszać i nie kraść. Nie trudno zgadnąć, co zrobiłam. Natychmiast rzuciłam się do kosza na śmieci, by wyjąć zeń pustą saszetkę po kawce. Upchałam ją do kieszeni i nie zwlekając z powrotem znalazłam się przy stole. Grzeczniutko mieszałam wrzątek udając, że nic się nie stało. Rany. Ukradłam śmiecia. Hehe, popatrz ufo, jakich Ty się tu rzeczy dowiadujesz... Niech zgadnę, następnym razem mnie kopniesz, jak będę chciała pożyczyć dwie dychy? *Aaała!* Śmieć ów grzecznie czekał w kieszeni od dżinsów. Aż się doczekał. Z prawej strony jest na dwa centy ucięty. Ale miałam niebywałe szczęście i zaje**łam opakowanie, do którego zostały wrzucone dwie końcówki uciachane. Z tymi nadnaturalnymi zdolnościami redaktorskimi to kłamstwo nie było. Luknijmy se. Mały skrawek żółtego tła, ziarenka kawy, cóż za wyświechtany motyw, złota szarfa z głupawym logo JACOBSa, karmazynowy prostokąt z żółtą trójką i jedynką i białym "in". Brązowy kubek, dwie latające kostki cukru, mleko, spieniony płyn kawowy. Na bardzo ciemno brązowym tle z tyłu armia białych mróweczek. Ciężko cokolwiek znaleźć. Jak zwykle mamy te głupoty po czesku, słowacku, madziarsku (czemu Polskę włączają do tej sekty?). Teraz skład po naszemu: cukier, syrop glukozowy, utwardzany olej roślinny, kawa rozpuszczalna (13%), stabilizatory E340(ii) i E452(i), białko mleka, emulgator E471, substancja przeciwzbrylająca (E554), barwnik identyczny z naturalnym beta-karoten. Czyli miks składników z neski i presto. Dalej podają jeszcze jakieś bzdury po rusku, łotewsku i litewsku. Trochę mnie wkurza to towarzystwo. Nie wiem, czemu. Zostawmy to i popatrzmy, co my tu jeszcze mamy. Znaczki jakieś, kod kreskowy, logo Kraft Foods, netto weight 18 g oraz jakaś monstrualna tabelka z czcionką wielkości 3,5. Nie żebym przeczytać tego nie mogła, wręcz przeciwnie, ale jak mam szukać jakichś gównianych informacji śród cyrylicznych krzaczków, to mi nerwów szkoda. Ogólnie to to opakowanie nie byłoby takie brzydkie, ale nieodparcie kojarzy mi się z "modą na sukces". Skąd te skojarzenia? Że mi się na wymioty zbiera na sam widok? A jakże toto smakuje? Lepsze nieco od Choco, ale zbyt kawowe. Mleka nie czuć, niesłodkie jakieś... Musiałam se wywrotkę cukru dorzucić, ażeby się do picia nadawało. Jakby dodać tych składników, to mogłoby być nawet smaczne. Dobra, tematów mi już brakuje. Inwencji także, bo jak widać po kawach, upychanie trzech rzeczy do jednej, to nienajlepszy pomysł. A ta recka jest taka 3in1. Jakoś się udało posklejać te literki ze sobą. Czas na jakiś zakichańczy werdykt... Proszę wstać, sąd idzie...
Fauske
[fauske@interia.pl]
| |||||||||||||||||||||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | |||||||||||||||||||||