| :: KAROTKA FORTUNA | |||||||
|
Ave! Ale co? Nie pytaj. Na dobry początek dam Wam małą radę. Weźcie se jakieś badziewie do żarcia, zapuście klimatyczną muzę (może być "miisterny", pasuje jak ulał) i poczytajcie se LC7. Jak już się dostatecznie wzruszycie i zmoczycie wszystkie chusteczki Zewa Softis jakie zdołacie wygrzebać z zamieszkanej przez biesy cieni szuflady pod łóżkiem, możecie spokojnie wyskoczyć przez okno z okrzykiem: "te czasy nie wrócą!". Ja też sobie trochę popłaczę. Tylko w wyobraźni niestety, ale lepszy grenade launcher (kolejna fala łez - trII) w garści niż agent 47 na dachu. Okej, załączamy farelkę i się suszymy. A następnie zdrapujemy tą całą sól z parszywych mord. Czy tam tragicznych. Zależy... Właśnie, mam pytanie - macie czas? Za oknem ciemno, wiater wieje (czemu ja nie mogę normalnie napisać słowa wiatr?), a na jutro na pewno zadane jakieś ch**estwo i dręczy Was dylemat: zaryć się w książkach czy czytnąć LC? Wiem, ja też się miałam dzisiaj uczyć, ale przyznaję szczerze i bez bicia, żem to olała ciepłym moczem i być może pooglądam obrazki w podręcznikach w dzień święty, tzn. jutro, w niedzielę. Oficjalnie idę na zbiórkę sekty kościelnej, ale to ściema, bo wolę walczyć w tym czasie z systemem (pluć na podwórko sąsiada i krzyczeć "ch**" gdy będzie mnie zagłuszał podczas spawania) i oglądać telezakupy mango (marzę o mikserze i wiatrówce). Jasnym jest, że lektura najznamienitszego kącika w historii całego obesranego AM jest wyborem najwłaściwszym. To jest, psze państwa, źródło informacji rzetelniejsze od "super-szmaty" i bardziej opiniotwórcze od "bravo girl". Niemożliwe? A jednak! Uwierz w siebie, wiara to podstawa, a egocentryzm bardzo pomaga. Stary, no mówię Ci, seryjnie i bez kitu! Blah! Okejka, przerwałam pewien wątek, bo ja se tak idę i drę te świńskie pajęczyny, a potem po mnie pająki chodzą beztrosko. Usiłuję być śmieszna? No nie, ja tylko staram się brzmieć desperacko. Dodam, że właśnie leci mój ulubiony kawałek - "life eternal" (>>For our Nordic ancestors, hell was the land of eternal cold.<< to cytat ze słownika, a co?). Załóżmy, że chrzanię (ekskluzywny czasownik rodem z powieści dla "młodzieży", takie książki wymiatają, mówię Wam!) nie na temat, a planeta Ziemia to wydmuszka od jajka, ale co ja na to poradzę? BTW, niech ktoś wygra za mnie olimpiadę z biologii... Tfu! Nie za mnie, tylko na moje nazwisko. Mamy listopad, nie? To akuratno. Czas najwyższy rozbić głową mur. A mur runie jak tekturowa dekoracja, ukazując piękną krwawą panoramę wypełnioną czołgami miażdżącymi zasieki i wroga. I koniecznie u-booty tam będą! I maski gazowe, proszę, cały stosik (wielki jak piramida ułożona z różowych, galaretkowatych czaszek). Czuję w sobie moc, jak zwykle, kiedy miałam robić coś nieprzyjemnego, żeby potem nie było mi jeszcze nieprzyjemnej, a ja to zbyłam machnięciem ręki nożem do chleba pociętej. Oho, wierszyka po niemiecku się miałam nauczyć. Chętnie bym naszą Lehrerin wyzwała na antenie, ale mam resztki skrupułów. Bluzgi spiszę na karteczce ("du dumme alte affe!" - sprawdźcie ten tekst za zachodnia granicą & have fun) i spuszczę w kiblu, żeby gniła w szambie. Mam wyliczać dalej? W całej Polsce jest ponad sześć milionów niewolników zapędzanych do budy batogiem, a ja tu sobie narzekam, jakbym jedyna miał ten problem. Wiem, to może żaden Hyde Park, ale obawiam się, że ktoś nieodpowiedzialny zgubił mikrofon, a ja żem go znalazła. Przypanikiem, dosłownie. Jako że zawsze miałam lekką tremę podczas wystąpień publicznych, oddaję głos wiewiórce, co spadła z pobliskiej sosny. Połamała wszystkie żebra i urwało jej frędzle z uszu, dlatego potrafi zwrócić na siebie uwagę tłumów. Wiewiórka, dawaj: "pip, pip, pip". Jest świńską plagiatorką i ukradła tekst Śmierci Szczurów, co to występuję w książce pewnego irytującego grafomana. Dlatego uprzejmie informuję: wiewiórki out! (ew. "lesbijki won", też fajny tekst, można go dość głośno i agresywnie przytoczyć, gdy ktoś Ci zajmie miejsce w autobusie - ja tak robię i zaraz się zwalnia, ale to pewnie ze względu na różowy beret). Ścierwo poszło, można zacząć gadać o czymś normalnym, np. soku Karotka. Fakin szit, to nie jest normalne! A co, kurde flak, jest? Oczywiście, że lubię rzucać mięsem na matematyce, ale, powtarzam, co jest normalne??? Nie no, bez jaj, lajf's full of zasadzkas i niczego być pewnym nie można. Ludzie kłamią... Ale ja Wam samą prawdę serwuję. Czasem tylko lekko podkolorowaną, lecz ja lubię intensywne kolory, co wyraźnie zaznaczyłam w trzyodcinkowej serii abstrakcyjnych akwarelek geometryczno-florystycznych. Powiedziałam, co wiedziałam i idę. Ale nie, przecież trzeba coś z sensem napisać. Z góry przyznaję, że ceny (prawdy) Wam nie podam (z całą pewnością przyznam, iż prawda podrożała). Ale zakład, że taki ekskluzywny produkt to drogi jest (lecz tańszy na pewno od icetea z zamrażarki, którą kupują parszywe burżuje). Hmm, a opakowanie jakie jest? Tu wstawić długi i szczegółowy opis wraz z numerem PESEL i książeczką zdrowia (wypełnioną kredkami świecowymi). Obawiam się, że muszę sobie odpuścić. W sumie, kogo obchodzi skład i inne pierdoły? Co jest z tyłu, a co z przodu, a co w kiblu sąsiada? Przyjmijmy, że napiszę to, co sama chciałabym przeczytać. Nie chodzi mi bynajmniej o witaminy ACE plus błonnik i beta-karoten. Bo to jest cholerna nuda. Idioci czytają takie brednie. A spokrewnieni z nimi kretyni jedzą w tym czasie proszek. A jeszcze inni wprowadzają się w trans płynem do higieny intymnej Intima. Hehe, life's good, zupełnie jak LG... Toteż... Podstawowe informacje, typu: karton w stylu Tymbark Owoce Świata, błyszczy się, ma wkurzającą zakrętkę, przez co połowa soczku zostaje w środku, żółć i ciemna zieleń ustępują plastikowym owocom, sztucznie różowym malinom, wypieszczonym jabłkom i marchewkom z gumy. Po wypiciu litra takiego szitu, nabawimy się 460 dodatkowych kcal, jak wam przeszkadzają, to je zrzućcie, ja polecam metodę dworcową, tzn. biegniesz jak ostatni buc na pociąg, na który i tak się nie spóźnisz. I tak biegniesz i biegniesz, koniecznie wpadasz na ludzi, poprawiasz plecakiem pełnym ostrego żelastwa, następnie skaczesz ze schodów na peron i wkraczasz do pociągu niczym psychiczny terrorysta, złorzecząc głośno na tych ^%#* ćwoków, co wszystkie wolne miejsca pozajmowali. Jazda kul na maksa. Wiecie, że ta karotka (oficjalnie) nie ma konserwantów? A to novinka dopiero! Niech skonam... Gówniana jest. Gęsta jak zapluty budyń czekoladowy (ręka do góry, kto pluje do budyniu). W sumie to ja nie wiem, czy smaczny ten sok. Inna sprawa, że przez ostatnie dwa wieczory wyżłopałam samotnie dwa kartony rozmiękczanej marchwi i żyję! I napiłabym się jeszcze, ale jako, że wieczór się skończył, to karotka też. A niech to szatan pochłonie!
Fauske
[fauske@interia.pl]
| |||||||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | |||||||