| :: NAPÓJ IZOTONICZNY "ISOSTAR" | |||||||
|
Na początek muszę zaznaczyć, kilka ważnych rzeczy, bez których recenzja ta nie byłaby tą recenzją, ale najprawdopodobniej zupełnie czymś innym. Jest to mój chlubny(mam nadzieję) debioocik w "Lodoovie"(czy jak to się tam wymawia :>) i z tego względu niektóre przemyślenia mogą zaskoczyć nawet mnie samego, jeśli się przeczytam. Może nawet nie przeżyję tego szoku... Ale, czas pogania, więc przystąpmy ad rem, jak mawiał mój nauczyciel języka ojczystego(nie, nie uczył łaciny). Jeszcze kiedy uczyłem się przysposobienia obronnego w drugiej klasie liceum, nauczyciel nasz(nawiasem mówiąc, maratończyk z zamiłowania), opowiedział nam, iż teraz nie dostaniemy w sklepie Isostara, ponieważ była z tym jakaś afera na tle gospodarczym. Producent pokłócił się z polskim dystrybutorem, a może zupełnie o coś innego poszło. Whatever(dla niekumatych, to po angielsku znaczy nieważne, czyt. łotewer). W każdym razie wracając do Isostara, wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy dzisiaj, 15 września A.D. 2005 dostrzegłem kilka puszek w lodówce(nie tej naszej) supermarketu. - Co jest do diabła, Isostar jak żywy - myślę sobie. Kurczaki przenajświętsze, toć łona(ee, Isostar znaczy się). Niewiele myśląc, ładuję puszeczkę... nie przesadzam... puszeczkę, bo toto malutkie jest i wąskie, do koszyka i w niewielkim pośpiechu ruszam do kasy. I tam szok nr 2 (nr 1 było znalezienie Isostara w sklepie) - kasjerka wyskakuje z ceną 4 złote, groszy 5. Za taką puszkę? Może jeszcze gratis pierdniemy w oponki? No, nic. Pisanie recenzji do Lodówy wymaga poświęceń, więc odżałowałem te marne 1% swojej płacy wakacyjnej(a jak!... nie jestem politykiem, nie ukrywam dochodów!) i odszedłem w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku z lodowatą :) puszką w dłoni. Na wieży zamkowej, gdzie odbywam staż do października (chyba za karę), po wysprzątaniu 46 metrów kurzu, pół kilograma pajęczyn, 200012 martwych much, oraz jednego martwego gołębia (skąd on się tam wziął??!!) [Jak nic muszyska go upolowały. ;) - PP] przystąpiłem do konsumpcji chłodnego napoju. A oto wrażenia: Jeśli chodzi o smak, to muszę przyznać, że tego się nie spodziewałem. Czy piliście kiedyś rozwodnioną wodę, z dodatkiem soku pomarańczowego, lub czegoś co ma podobny smak? Jeśli tak, to wiecie mniej więcej, jak smakuje Isostar. Jeśli nie to wypijcie Isostar, to dowiecie się jak smakuje taka woda (i wszyscy będą (c)happi ;>) Ale, mimo tego, oględnie mówiąc dziwnego, kwaskowatego smaku, po dwóch pierwszych łykach, zmęczony człowiek pije to z przyjemnością, nie patrząc na nic. Czemu? Bo ta woda, zaprawdę, nieźle gasi pragnienie. Po kilku chwilach jesteś pełen energii i tak dalej (reklamowy bełkot). Po wypiciu połowy zawartości puszki, mój towarzysz niedoli wykorzystał mą chwilową nieuwagę, i wypił resztę (teraz wisi mi 2 zł i 2,5 grosza, buc jeden). Ale ogólnie rzecz biorąc, twórcy Isostara mają duży plus za umiejętne ugaszenie mego pragnienia (tym razem to oni byli Sprite :)). Czyli za sam smak mogę z czystym, umytym sumieniem dać nawet 60%. Bo mimo wszystko smakuje to jak rozwodniona woda. Kto wypije ten zrozumie moje zniesmaczenie. Następnie muszę poznęcać się nad ceną. Tu nie ma miejsca na sentymenty smakowe. Na mękę Juranda ze Spychowa i biednych Krzyżaków!! Przecież to zgroza, za mikroskopijną puszeczkę płacić prawie 5 zł., bo sądzę, że nie wszędzie jest tak tanio jak w naszym supermarkecie. Pewnie to dlatego wycofali Isostar ze sklepów. Toć to Polska przecież i tu za 4 zł. człowiek musi przeżyć cały dzień czasami. Za te 4,05 zł. mógłbym swobodnie kupić większy napój, który wystarczyłby na kilka dni, a nie na jedno posiedzenie. Tutaj, panowie twórcy, nie dopominajcie się o wysokie oceny ode mnie. Takiego wała! Jeden to i tak za dużo! Rzekłem! Mój wyrok jest prawomocny, nie ma od niego apelacji, chyba, że do diabła, który podrzucił wam taką cenę. No i na koniec zostawiamy sobie wrażenia estetyczne. Po pierwszym szoku, kiedy utwierdziłem się w przekonaniu, że nie ma większych puszek, przystąpiłem do skrupulatnego, macano-zgniatano-oglądanego badania opakowania. Wrażenia wzrokowe okazały się dość pozytywne. Ładna, srebrna powierzchnia, z perlącymi się kropelkami rosy (sielankowo). Na tym wszystkim duży napis "Isostar" wykonany lekko pochyłym, ciemnogranatowym fontem. Z tyłu znalazłem z kolei standardową informację o wartościach odżywczych napoju i ciekawostkę mówiącą o tym, że napój najlepiej spożyć przed, w trakcie, lub po intensywnym wysiłku fizycznym. Noo, wybaczcie, ale jakoś nie wyobrażam sobie biegnącego maratończyka, którego wzrok zamiast na trasie, koncentruje się na brzegu puszki, którą ma pod nosem. Po wysiłku z kolei jest się raczej zbyt zmęczonym, aby taki napój wypić, a o otwarciu puszki nie wspomnę. Natomiast przed wysiłkiem, wg mnie nie ma większego sensu picie czegoś, co zaraz wypocimy wskutek intensywnej pracy, np. pisania kolejnej recenzji, czy ściepy do Lodówa Center (nacisk na klawisz na mojej klawiaturze musi wynieść 2 kg., żeby komp zarejestrował łaskawie jego naciśnięcie, poza tym, przed tym zdaniem drań znów się zwiesił i pół recenzji od nowa pisałem. Die, Win98!). Podejrzewam, że te informacje służą głównie namieszaniu w głowach biednym sportowcom, ABS-om i innym prawdopodobnym użytkownikom tej wody, oraz przekonaniu ich, że piją coś opracowanego przez naukowców, czyli "dla elyty" (nie, nie Edyty!). No ale, za samą estetykę wykonania mogę dać tutaj około 5%. Ech, kończę i idę kupić drugą puszkę. Zmęczyłem się resetowaniem kompa po raz drugi... Sianonara.
Małyszeq
[coo_@poczta.onet.pl]
PS. "Gdyby los chciał, żeby wszyscy byli równi, nie wymyślono by konkursów piękności - metafora taka" | |||||||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | |||||||