:: HARIBO KLEINE PREISE
Toż to ciekawy produkt! Żelki Haribo to klasa światowa. Ja wiem, nie dość, że zagraniczne, to jeszcze szwabskie. Ale to przecież nie ma *nic* do rzeczy... W sumie na jedno wychodzi. Dlatego damy im niską ocenę, bo globalizm trza tępić. Pamiętajcie czytelnicy i czytelniczki, starajcie się kupować polską żywność, niekoniecznie zdrową, ale jednak. Narzekając na swój kraj, sami wpędzacie go w... No, wiecie, że nie ma perspektyw i tak dalej. A skąd mają się wsiąść te perspektywy, skoro oddajecie kasę bez szemrania Coca-Cola Company i innym Haribom? A potem beztrosko jeździcie do Skandynawii zbierać truskawki czy też emerytowanym Włochom kible szorować. Zaiste, perspektywy to oni tam mają. Lasy, góry i doliny, jest na co popatrzeć. A tak poważnie, jeśli już kupujecie zagraniczny produkt, to przynajmniej jakąś klątewkę rzućcie na złodziejskich zagranicznych obrzydliwie bogatych globalistów. Kimże jestem by dawać takie nakazy? Wiadomo, red_aktorką tchnącej mądrością, wielce poważanej i kształtującej gusty Lodówy Center, więc mam takie prawo, nie? Oczywiście, woda sodowa uderzyła mi do głowy, niestety nic na to nie poradzę. Mam głos i zamierzam go wykorzystać. Mądruje się, a sama napycham się żelkami. Zła wiadomość. Ale to nie ja za nie płaciłam. Dobra wiadomość. To moja matka. Zła wiadomość. Czyli na jedno wyszło. Z premedytacją dałam zarobić sępom. Mogłam przecież przewidzieć, że bez okazji dostanę paczkę żelków, nie? Zastosowałoby się jakąś prewencję, czy coś... Ale mówi się trudno i żyje się dalej, czyli je się żelki. Dobra, ale co to za Kleine Preise? Takie tam gumowe łajno made in China. Jeśli już miałabym wybierać to wolę Haribo żabki albo serca z pianką. Te są niezłe, przyznaję. Ale jeszcze lepsze są rodzime malinki (i jeżynki) firmy Esbis produkowane z żelatyny wieprzowej. Mniam! Sama świadomość o możliwości nabawienia się choroby wściekłych krów/wieprzów/wiewiórek zaostrza apetyt. A owe "cukierki owocowe" jak to piszą na opakowaniu, stają w gardle niczym dwa krzyżackie miecze. No, może trochę koloryzuję. Właściwie to je się je nawet bez bólu. Nie lubię dziamgać niczego pojedynczo, więc wrzucam do pyska całą garść (znany i lubiany sposób "na betoniarę" - nie raz będąc małą dziewczynką swobodnie stojącą pod stołem kuchennym, byłam upominana za ten niezbyt przyjemny wizualnie sposób konsumpcji). Całość zapewnia zwielokrotnione doznania. Taa, najlepiej konsumować w jadącym autobusie. Gdy głowę zaprzątają myśli ulotne, a droga jest wyboista, soczyście sztuczne soki haribów podrażniają zmysł smaku, co w sumie nie jest takie złe.

To może rzucę kilkoma słowy na temat powłoki fizycznej cukiereczków. Większą część opakowanka zajmuje szyba. U dołu i u góry mamy zaś granatowe pasy z błękitnymi cyferkami przedstawiającymi tytułowe "Kleine Preise". Dobrze widoczny napis Haribo jest wypisany kapitalikami koloru pomarańczowego z ciemniejszą obwódką, która to ma obwódkę białą. Oczywiście, jeśli zrozumieliście, o co mi chodzi. Poniżej mamy cieniuśki paseczek czerwony z białym tekstem: "Haribo macht Kinder froch und erwachsene ebenso". Załóżmy, ze kojarzę myśl przewodnią. Granatowy pas kończy się ząbkami. Na szybce niespodzianka. Kod kreskowy z przodu! I bez cyferek. Zara, są cyferki, ale animowane. 1.19 oraz 2.19 z uradowanymi pomarańczowymi liczkami. Tjaa, strasznie "kleine" te ceny, zwłaszcza w ojro... I co to za dziwny szwabski zwyczaj z tymi dziewiętnastkami? Normalnego 99 nie widzieli? To w sumie wyjdzie nam nasze kochane sidiekszyn DVD edyszyn za 19.99 zł. [Ostatnio opuścili cenę do 14,90 zł. ;) - PP] Po tysiącu i dziewięćset dziewięćdziesięciu dziewięciu wydanych banknotach dwudziestozłotowych zaoszczędzone grosiki dadzą nam jeden cały numer. Ale jazda. Chyba tego nie dożyję. Wracając do opakowania. Dolna część granatowa dla urozmaicenia zaczyna się ząbkami i znowuż mamy tekst, tym razem w innym języku: "Kids and grown-ups love it so the happy world of Haribo". Hmmm... Jasne. Na samym dnie nuda. Nazwa produktu. Jeden wyraz biały, drugi pomarańczowy. Odlot. Popatrzmy se na tyły. Brzydal. Cyferki, a raczej ich pociechy nam machają. Kolejny podniecający tekst, z mojej dedukcji wynika, że jest to prawdopodobnie język francuski: "Haribo, c'est beau la vie (se la wi?), pour les grands et les petits". Coś tam się domyślam, ale z żabojadzkiego to ja znam tylko merci, tak podziękuję ci i tyle. To rzućmy oczami na szybkę. Napisały ćwoki skład białą czcionką. Ale głupota. Tjaa, necekoladova gumovita cukrovinka. Po czesku możemy luksusowo poczytać, węgierski podszkolić, greckie bety i alfy popodziwiać, z rumuńskim się bliżej zapoznać, szwabski przybliżyć, hiszpański zakminić (a w nim se skład podam, a co! Carmelos de gelatina Ingredientes: jarabe de glucosa, azucar, gelatina, dexrosa, acidulante: acido citrico, mezcla de extractos de frutas y plantas en proporcion variable, aromas, agentes de recubrimiento: cera de abeja, cera de carnauba, jarabe de carmelo. Proste, nie? Jarabe = syrop, cera = wosk, dextrosa = dekstroza (?), agentes de recubrimiento = substancje powlekające), potem to już tylko portugalski i polski nam zostaje. Stronkę podali, to ja też podam: www.haribo.com (nie ma to jak trudny do odgadnięcia adres). Kolejny kod kreskowy, 200 g, można wyrzucić, full recykling, tak drogie dzieci, do kosza wrzucamy, a kosz na to: danke ("Danuśka! Dziewczyno, ja bym cię brał..." Tak to szło? Czy coś mi się myli? A może to o Jagience było? Heh, Zbyszko to mi się teraz kojarzy tylko z firmą głośno reklamującą się w głupim polsacie... Czyli źle.). To opakowanie mamy już za sobą.

Ceny to nie znam z wiadomych przyczyn. Czy była "kleine"? Nie sądzę.

Zajmijmy się smakiem. Po części już coś na ten temat napisałam, ale mogę sobie pozwolić na osobny akapit. Wszak smak to sedno wypowiedzi. Tak? Być może. Zjeść się da. Ba, to smakuje nawet. Twarde nieco, lecz po odpowiednio długim międleniu mięknie. Kilka kolorów cen z rączkami i nóżkami. Takie dziwne to. Oczywista, całość nie powala. Produkt to nudny i nijaki. Po co on komu? Zakupić, zjeść, zapomnieć. Jakby nie było.

SMAK:
61/70
ILE KOSZTUJE?:
Tajemnica pamiętnika
CENA:
10/20
OCENA KOŃCOWA:
76%
Tak dużo?!
OPAKOWANIE:
05/10
Jak je można ponownie wykorzystać?
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.