:: FINLANDIA - CZEKOLADKI Z WÓDKĄ
Coooo? Jak? Gdzie? I, kurna, dlaczego? Jak to być może? Przykro mi, ale nie wiem. Tytuł poraża, nie? Uch, to straszne słowo na "w". Ale przysięgam, że zjadłam tylko jedną czekoladkę! Naprawdę! I pomyślałam, że to produkt zaiste niezwykły i zasługuje na uwagę w zacnej Lodówie. Tak zdecydowałam i tak ma być. Dobra, trza by jakąś historyjkę sensowną bardziej lub mniej walnąć. Okej, czy rzeczywiście "trza", to bym polemizowała, ale co mi tam... Skoro nie może być śmiesznie, niech będzie chociaż ciekawie, nie? Załóżmy, że kapujecie, o co chodzi. Obawiam się, że panuje błędne przekonanie, iż tylko ściepy mogą być zajmujące. A gówno... Ale zgadzam się, "niektóre" recki faktycznie wioną nudą na kilometr. Nie będę pokazywać palcem. Ostatecznie to nie mój interes. Winnam pilnować własnego nosa, przyczaić się pod rynną i rzucać kiszoną kapustą w zaskoczonych przechodniów. A następnie uciekać w podskokach przed stróżami prawa przyodzianymi w husarską zbroję i trampki z systemem klimacool. Uwaga, praca w toku... Trawa uruchamianie generatora głupoty... Będzie długo i absolutnie nie na temat. Może być mętnie, więc nie frasujcie się jak czegoś nie zrozumiecie. Wszystko skrzętnie opiszę, wyżalę się i w ogóle porzucam beztrosko inwektywami na wszystkie strony świata. Oczywista, to trochę bez sensu, recenzja właściwa zapewne ograniczy się do trzech linijek tekstu. Jednakże nie dbam o to. Teraz powinnam się skupić. To co było najpierw? Droga. Wszystko zaczyna się od dród pełnych strudzonych piechurów i beztroskich włóczykijów. Śród pól i dżew (niech mi kto spróbuje poprawić słowo "dżew"! Nie cierpię ludzi, którzy mówią "czustka", "dżewo" i "nazdepnąć", ale ich naśladowanie zbyt weszło mi w nawyk i niemalże mi się podoba), normalnie pięknych polskich krajobrazów i krajzdjęć. Tylne siedzenie w samochodzie niezwykle wysysa z człowieka energię życiową. A makdonald kusi. Co potwierdza hipotezę, że światem rządzi szatan... Alternatywą bywają toksyczne napoje sprzedawane na stacjach benzynowych. Zachodnie gówno w plastikowym kubeczku, ale sakramencko dobre. (hej, albo mi się wydaje, albo widzę gwiazdy odbijające się na monitorze...?) Szatański plan. Okej, skończyłam na... Nieważne - i tak nie pamiętam. Po pewnym czasie w prawym górnym rogu ekranu rozbłysł napis "quest complited" oraz "new level". Komputer zabuczał, kolorowe światełka zamigotały. I pięć minut gapienia się w planszę "Loading...". I w końcu jest... Z mgły wyłonił się złowieszczy domek letniskowy (nie pytajcie czemu), a na podręcznej mapie coraz mniej było czarnych plam. Jakże radośnie powitali wymiętolonych podróżnych wysłannicy piekła, występujący w tym tekście pod pseudonimem Iks. No wiecie, taki łikend z kamerą wśród zwierząt. Właśnie staram się wiarygodnie wytłumaczyć skąd w mych ustach nieletnich wzięła się czekoladka z wódką... Jak do tego doszło? To karygodne. To woła o pomstę do nieba. Akurat... Niechże sobie te wydarzenia przypomnę... Naprawdę, obcując z rodziną Iksów i własną czułam licznik wybijający kolejne punkty doświadczenia za wytrwałość i kamienną skórę. Ej, zaraz, przecież byłam entuzjastycznie nastawiona... Już pan Iks oraz pani Iks są dość "uciążliwi", lecz Iks junior bije ich oboje na głowę. Urocze ośmioletnie dziecko, które nieco nadużywa przymiotnika "ch**owy". Jakie to słodkie. Na sam widok dziecięcia bez zwłoki przystąpiłam do akcji, tzn. zamknęłam gnoja na balkonie, ale zaczął się drzeć i chciał skoczyć z pierwszego piętra, toteż niechętnie skapitulowałam. To naprawdę mili ludzie. Dobra - wskazówka zegara się kręci, słońce wędruje po niebie, widzimy wszystko w przyśpieszonym tempie i nagle... Łup! Dziesiąta, czas wstawać. Na razie nie mamy do czynienia z przedmiotem zbrodni, lecz to się zmieni. Przemilczę pewne fakty, osoby i zdarzenia (a wszystkie przypadkowe, co to się pozornie do rzeczywistości nijak nie odnoszą...), czytelnicy się ucieszą, ja się ucieszę. Ale cóż to? Kto mi się tu lampi na ekran? Na dwór, już! 10 okrążeń wokół chałupy/kartonowego pudła/bloku. Samo zdrowie! I proszę mi tu nie zarzucać, że nie domagam umysłowo, wręcz przeciwnie, nie domagają ci, co takie bzdury czyt... Heh, porzućmy ten temat. Nikt nie poczuł się dotknięty, nie? Tak czy owak zbliżał się zmierzch. Zegar odliczał minuty do wielkiej libacji z okazji urodzin pani Iks. Powoli zbliżamy się do końca tej strasznej historii. Wydaje Wam się, że nic się nie wydarzyło. Istotnie - nie stało się nic! Wystarczy spojrzeć na ten punkt w czasoprzestrzeni pod inym kątem. Wiecie już, że sympatyczna pani Iks miała urodziny. I zapewne wielką ochotę na zamroczenie alkoholem, ale w to już nie wnikam. Jak to brzydko ludzi obgadywać. W każdym razie dostała bombonierkę, paczkę cukierków z wódą, Finlandię i kiczowatą figurkę z utwardzanego kału, rozpływała się z obłudnego wzruszenia i dziękowała za pamięć. I w ogóle nie miałam jej ochoty pod tira wrzucić. Ani trochę (hipokryzja rządzi). Bombonierki otworzyć nie chciała, a ja planowałam skosztować "krążka Qetzatcoatla" z nadzieniem pomarańczowym, lecz chamski Iks junior, który niepostrzeżenie dobrał się do pudła, zdążył już ogołocić bombonierę z co lepszych okazów. A fajna była. "Olmeka" jakaś albo coś tam... Estetyczna, polska, dużo smaków do wyboru ("Złoto Corteza" czy "Dar Montezumy"). O Finlandii (cranberry edition), to już nawet nie wspominam, z oczywistych względów. Jestem grzeczna i prócz propagandy antykościelnej nie mam nic na sumieniu. Zresztą te alkoholowe sępy nawet szampana nie dały. Dobra, muszę wspomnieć chociaż o opakowaniu owej wody ognistej. Gdyż bardzo mi do gustu przypadło. Szklana butelka przypominająca bryłę lodu, denko przyozdobione jest elegancką czerwoną gwiazdą... Ładne, naprawdę. Kontemplację przerwał tatuś, pytając czy mi się podoba. Ostatnio wspólnie podziwialiśmy butelkę Wyborowej. To jedna z niewielu płaszczyzn na których możemy się normalnie porozumiewać. To by było, proszę szanownej publiki, na tyle. Byle długo i nie na temat. Złote przykazanie każdego nudziarza. Cieszcie się, bo oryginalny tekst był o pięć linijek dłuższy.

Wstęp mamy już za sobą. Bolało? Tak, ja strasznie nie na temat plotę i zamiast konkretów, zapodaję jakieś zwierzenia i wspomnienia. Beznadziejne historyjki, ale to zawsze jakieś urozmaicenie, nie? No bo zjadłam takiego cukierka, ładne miał opakowanie, nie wiem ile kosztował, ale był smaczny. Koniec.

I tu powinna być tabelka, ale nie ze mną te numery. Ja tu muszę dokładnie wszystko opisać, wyszczególnić i wyłuszczyć. Spójrzmy zatem na kartonowe pudełeczko po tych cukrzach. Wygrzebałam je potajemnie z kosza. Nikt nie zauważył. Dobra, całość nie jest zbyt duża. Ma kształt graniastosłupa. Front nr I jest przeznaczony na podziwianie opakowanka stojącego w pozycji pionowej, front nr II - w poziomej. Kolor przewodni to przyjemny granat. Mamy ładne logo Fazera, współproducenta jak mniemam, niżej znak rozpoznawczy Finlandii, czyli trzy białe biegnące renifery na tle czerwonego słońca. Widziałam kiedyś renifery. Miłe zwierzątka. Chodziły po asfalcie, zadzierały głowy i śpiewały pieśni ludowe... Co dalej? Wyraźny, rzucający się w okulary napis "FINLANDIA". Czcionka oczywista biała. Niżej, pismem zawijasowym, rozwinięcie tytułu: "Vodka of Finland". Ciekawe jak tam jest, w tej Finlandii znaczy się. Mogę snuć pewne domysły, ale to nie jest metoda. Taak, włóczykije... I te niesforne pierwotne instynkty zmuszające osiadłego człeka do migracji i eksploracji. Zwłaszcza w roku szkolnym... Jechać do piekła samego, byle tylko w tej zakichanej budzie nie siedzieć. Rozwiązanie alternatywne i doskonały półśrodek to dzikie i niepoznane wyżyny jurajskie. Dobra, to kłamstwo, pełno tam ludu nieznośnego, które wyrwawszy się z objęć zadymionej cywilizacji gra na nerwach prawemu mieszkańcowi lasu. Każdy jeden siada sobie na wapiennej skałce, gasi pragnienie czym trzeba i czuje bluesa. A potem uprawia wspinaczkę bez asekuracji. A wujek Włodzimierz mówił wyraźnie: "Trzeba być przezornym i się ubezpieczać!". To może wrócę do meritum tej recki, czyli opakowania. Cóż tam się jeszcze kryje? Trzy dyskretne napisy "vodka filled chocolates", dalej po rusku i po polsku. Net. Wt. 150 g. Malutki obrazeczek cukierka w papierku i cukierka bez papierka z wylewającymi się wnętrznościami. Do tego cukierka śmierć przyszła cicho, zabrała życie i łzy. To musiało być traumatyczne przeżycie, ale porzućmy ten temat. Rzućmy okiem na bok nr I. Cóż my tu mamy? Skład w językach kilku, głównie państw pijackich, tak by się wydawało, ale to mylne wrażenie. Możemy poczytać sobie po czesku, estońsku, łotewsku, litewsku, (c)hu... znaczy węgiersku, słowacku, ukraińsku, rosyjsku. Ale atrakcja! Jakieś brednie o importerach. I taki dziwny znaczek: "p" w "C" połączonym z "T". Cóż to? Nie wiem. Nim odkryjemy tajemnicę mundialu na boku nr II, popatrzymy na spód. Co tu mamy? Niespodzianka, składu ciąg dalszy. Tym razem w językach: fińskim, szwedzkim, duńskim/norweskim (mogę dodać, że obecny literacki język norweski [bokmal] to lekko zmodyfikowany duński, ależ ja jestem mądra), angielskim, niemieckim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, holenderskim i na samym szarym końcu polskim. Z czego to właściwie jest? Z glutoplazmy, czyli: cukier, woda, miazga kakaowa, spirytus, tłuszcz kakaowy, tłuszcz mleczny, mleko, emulgator, wanilia. Co ciekawsze informacje: (nuda, nuda!) zawartość czekolady 26%, zaw. alkoholu min. 4,7%. Spód był, a co na wieku? Nic, napis "Fazer" i tyle. Czas na bok nr II. Jak zwykle "najlepiej spożyć przed (resztą rodziny - przyp. red.)", data produkcji, tabelka (100 g/390 kcal), niespodziewana informacja (contains alcohol, no kto by pomyślał!), "Valmistettu Suomessa" (Produced in Finland), www.fazer.se, kot kreskowy i pasiasty. Jak już wspomniałam, opakowanie jest z tekturki i widnieje na nim znaczek zakręconych strzałeczek (der grune punkt), co oznacza, że mamy do czynienia z pełną ochroną środowiska. To duży plus. Niestety, srebrzyste papierki już takie ekologiczne nie są (bo nic wspólnego z nauką zwaną ekologią nie mają...). Jakaś folia plastikiowa. Ileż to można głupot powypisywać o zwykłym pudle papierowym...

Ceny nie znam, bo skąd? Może jak se odwiedzę jakiegoś supermarketa, to się poprzyglądam, ale wątpię. Zapomnę, nie będzie mi się chciało, skupię się na ucieczce. Zresztą, po co się kłopotać ceną? Takie rzeczy to się dostaje, a nie kupuje. Kto normalny mający ochotę na coś słodkiego, wybiera cukierki z wódką? Nie wiem, nie obchodzi mnie to. Przejdźmy dalej.

Najważniejszy jest smak. No niby tak. Ale akurat na ten temat najmniej mam do powiedzenia. Naprawdę. Po jednym cukierku nie mogę przeca stwierdzić, czy było dobre czy... Iii tam. Wiadomo, że dobre. Czekoladę Fazer robi zjadliwą. Wnętrze oblepia cukrem, dolewa spirytu oraz zagęstników, i gra gitara. Lekki alkoholowy posmak podnieca szczególnie dzieci. Junior Iks zjadł wiecej niż połowę zawartości. Zresztą to potworne dziecko cały czas rzucało głupimi tekstami ("Mamo, mamo! Mogę spróbować piwa?"; "Mamo, mamo! Mogę polać?"; "Mamo, mamo! Zrób mi drinka!" Łeee...). Rzekłabym, że to diabelskie nasienie, ale skoro diabeł ma takie dzieci, to aż strach pomyśleć o bożych owieczkach. Załóżmy więc, że ów przemiły ośmiolatek wydostał się jakimś cudem z wiaderka przeznaczonego dla dzieci nie do końca udanych. Mimo całej niechęci jaką darzę familię Iks nie uważam czasu spędzonego z nimi za stracony, przecież byli dla mnie wielką inspiracją. Gdyby nie oni, ten tekst by nie istniał. Podziękujcie drodzy czytelnicy oraz czytelniczki państwu Iks i życzcie im wesołych świąt. Możecie przy okazji spalić jakiś kościół, gdyż ja umywam ręce od brudnej roboty. Tak, będę powtarzać to prymitywne hasełko aż do armaggedonu i implozji mózgu. Jakąś radość z życia muszę mieć, nie?

SMAK:
60/70
ILE KOSZTUJE?:
??? zł
CENA:
10/20
OCENA KOŃCOWA:
79%
trochę nisko
OPAKOWANIE:
09/10
prawie ekologiczne

PS. I żeby mi tu nikt nie zarzucał, że cukierki z wódą polecam! Pamiętajcie drogie dzieci, alkohol niszczy szare komórki. Zresztą radzę zajrzeć do odpowiedniego komiksu (odc. któryśtam ze sławetnej serii "Sataniści są wśród nas"), gdzie kluczowa kwestia brzmi "a teraz ci udowodnię, że alkohol zabija...". Hehehe, w pewnych kręgach robi furorę. Bardzo wąskich kręgach, niestety...
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.