| :: DOSTAWA SŁODYCZY PART II (3): SUGUSY | |||||||
|
Dzięki temu, że piszę ten tekst w dzień wolny od szkoły, w miejscu spacji widzicie spację zamiast pewnego często używanego słowa. A powodem mojej złości jest pewien produkt, który - na moje nieszczęście - sam kupiłem. Oczywiście nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i za to coś nie płaciłem ja. A to coś to... na razie nie powiem co, ale nazywa się sugusy. Przejdźmy do opakowania, czyli czegoś, co jest bardziej kłamliwe niż obietnice naszych polityków. Opakowanie to foliowa torebka. Na środku ma owalny papierek z zapisanymi pewnymi pierdołami. Na dole papierka widnieje kod paskowy. Obok niego waga (nie masa) i data przydatności do spożycia. A tam - 2006 - 02 - 28. Niektórzy mogliby to rozszyfrować jako 28 lutego roku 2006. Ale ja wiem, co się święci. Ta data oznacza dwa tysiące szósty dzień lutego roku 28 naszej ery. W tle jest narysowany bardzo kłamliwy rysunek - kilka cukierków. Zapewniam, że zawartość pudełka z cukierkami nie ma nic wspólnego. Na pierwszym planie napisana jest (chyba) nazwa produktu. Nigdzie jednak nie jest napisane, co jest w środku. Tło sugeruje, że są tam cukierki. Niestety jest to głupie kłamstwo. Może nie byłoby aż tak chamskie, gdyby zawartość była niewielka, ale to coś ma 400g, a sztuk tego jest 45 - dużych w dodatku. Każde coś w środku jest zawinięte w papierek od cukierka, aby zmylić nabywcę i wmówić mu, że to jest cukierek. Niestety to durne kłamstwo. Ocena za opakowanie jest zaletą produktu - gorsza nie będzie :). Kosztuje to nie pamiętam ile, ale coś koło 2,99 - 4zł. Jak na takie coś, nie jest to cena zbyt wysoka. Dlatego połowa ocena maksymalnej, czyli 0/20. I jeszcze o 10 w dół za oszustwo. Ocena wyszła taka, jaka powinna być cena. Zanim przejdę do oceny smaku, najpierw muszę napisać, co to jest. Jest to guma do żucia, taka jak mentos, tylko prostopadłościenna i dużo większa. Jeden "sugus" to tyle, co kilka mentosów. Jak mówiłem jest to guma do żucia. Występuje w kilku smakach, których można się niestety tylko domyślać, bo o nich wzmianki na opakowaniu nie ma. Można znaleźć gumy w smakach cytrynowym, pomarańczowym, brzoskwiniowym, truskawkowym, wiśniowym i jagodowym. Po otworzeniu papierka dopiero można zobaczyć kłamstwo. Ukazuje się wtedy widok zeschłej gumy owiniętej jakimś sreberkiem. Oczywiście to sreberko jest do gumy przyklejone i aby go oderwać, to trzeba zrezygnować albo z gumy, albo ze sreberka. A na skupie świstak na pewno dałby za nie co nieco. Najlepszym wyborem jest w tym wypadku pozbycie się odłamka gumy. Świstak na pewno nie obrazi się, gdy ze sreberkiem dostanie jeszcze coś w prezencie :). Smak właściwy jest taki... że go nie czuć. Od razu po zjedzeniu się go zapomina, a i tak w czasie żucia nawet się go nie czuje. Jedyną zaletą gumy jest to, że można ją niepostrzeżenie żuć na lekcji. Gdy nauczyciel coś podejrzy, można przycisnąć gumę do zębów i udawać, że się jej nie ma. Nie trzeba jej też wypluwać, bo rozpuszcza się sama. Mimo tych ostatnich zalet, smak otrzymuje ocenę najniższą z możliwych - czyli 35/70. [Czyli jak rozumiem oceny "zero procent" nie masz w repertuarze? ;P - PP]
WRIM
[wrim@wp.pl]
PS. Tym razem peesów nie będzie. | |||||||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | |||||||