:: CEZAR PREMIUM II
Jeśli ktoś ma ochotę wyciszyć się po mocnym uderzeniu, to proszę bardzo. Bo to było mocne. A więc... Minuta ciszy? Modlitwa jakaś? Eee, bez przesady. Uspokójmy się. Tak, proszę zażyć czerwone tabletki. Popić wodą. Brawo. Wszystkie wymienione czynności były absolutnie niezbędne, by wyzbyć się uczucia niesmaku po tym tekście powyżej. Oczywista, mogłabym go zostawić tak jak jest i przysłowiowo pier***ić resztę, jednakże czuję, iż moja misja nie jest skończona. Tak, drodzy czytelnicy, jak już się zabrałam za ten niebezpieczny produkt zwany lodem, to przynajmniej porządnie go przedstawię. Jak to? Przecież już wiemy wszystko z tej profesjonalnej recenzji powyżej! No przykro mi, moja będzie trochę bardziej amatorska, co nie wszystkim się może podobać.

Zacznijmy od tradycyjnej gadki nie na temat. Lipiec się kończy. Ach te cholerne upały i drinki z palemką... Zaraz, koc sobie przyniosę jakiś i okno zamknę, bo mi azylum zmoczy. Właśnie - taka piękna pogoda. Dobra, komu, jak komu, ale mnie to nie przeszkadza, gdyż ani słońca ani gorąca nie lubię. Tylko trochę dziwnie jest. Rano zamiast śniadania kiełbasy grillowałam na podwórku i ledwo zdążyłam coś zjeść, gdyż deszcz zaczął siąpić i trza było wiać. Niebiosa posiniały, wiater zadął, sosny powyginał. Obiad także skonsumowany przy plastikowym stole ogrodowym (jak to rzekła jakaś niezidentyfikowana facetka w sklepie - wyjątkowo niegustownym), warto wykorzystać możliwość spożywania jadła na świeżym powietrzu, bo się lato skończy i co (się już skończyło dawno - przyp.red)? I mogłam se popijać deszczówką, która wypełniła talerzyk po brzegi. Taka letnia atmosfera. Lody byłyby idealne. Oczywiście nie ja na to wpadłam. Ja już leżałam pod stołem bijąc się z psem o rybi kręgosłup, gdy bracik uczynny udał się do spożywczego. Pamiętał o mnie! To normalnie niesamowite. A nawet jakby zapomniał, nie zrobiłoby mi to większej różnicy. Albowiem lód Cezar Premium to gówniana podróba Magnuma czy czegoś tam. Kiedyś to były lody! Chciałoby się zakrzyknąć... No właśnie, drzewiej było lepiej. A gówno, bo było tak samo, a pamięć płata figle. Zresztą, co ja będę narzekać. To beznadziejne. Lecz! Lepszy Magnum w garści niż Cezar na dachu, a może na odwrót. W każdym razie niespodziewanie zupełnie trafił mi się lód darmowy. Miast zrzędzić, lepiej zjeść, zanim ktoś inny za mnie to zrobi.

Zacznijmy od nazwy, która sama w sobie jest interesująca. Cezar kojarzy się jednoznacznie, mianowicie z facetem we wianku ubranym w prześcieradło, złoty napierśnik i sandałki z rzemyczków. Wiadomo, że tych całych cesarzy rzymskich to było od groma, ale ja tylko jednego kojarzę. Może i tam jakieś imiona kołatają po głowie, ale nic więcej. Okej, nazwa składa się z dwóch członów, a ten ostatni to tajemne słowo "premium". Cóż ono znaczy? Najwyższą jakość? Zastanowiłam się nad tym dłużej i doszłam do wniosku, że może by tak w słowniku sprawdzić, bo mi to na angielski zakrawa. I wyszło mi, co następuje: 1. (extra money) premia; (insurance) składka ubezpieczeniowa; (hard to get) poszukiwany. 2. premium. No i? Dalej nic nie wiem. Jakieś ekstra odchody Cezara.

Nazwę można przeboleć, ostatecznie wcale nie jest taka tragiczna. Czy jednak opakowanie loda owego przyciągnęłoby moją uwagę, gdybym to ja przypadkiem się w sklepie znalazła? Czy ja wiem? Jakby cena była atrakcyjna, to czemu nie? Się świeci bez dwóch zdań. Obie końcówki ma zakończone ząbkami. Są one koloru pomarańczowego czy miedzianego i płynnie zmieniają się w ten charakterystyczny dla rzymskiej cywilizacji wzorek. Te takie kwadratowe zawijasy. Centrum opakowania jest brązowe przechodzące w złoto, na środku wisi nadgryziony lód wielki jak stodoła. Potem mamy duży napis "CezaR", gdzie wolna przestrzeń nad literkami "eza" jest zapełniona pozłacanym szlaczkiem. Niżej umieszczono dyskretną wstążkę z zapewnieniem o premii. Front nie jest wcale taki brzydki, ale ogólne wrażenie psuje pewien szczegół - logo producenta, które pasuje jak pięść do nosa. Jest to błękitny kwadrat o wymiarach 2x2 cm z dyskretnymi literkami "morani POLSKA" i garbatym pingwinem biało-granatowym umieszczonym z lewej. Błękit z miedzią metallic? Granat z błyszczącym brązem? Okej, może moje wywody na tak bzdurny temat są w tym miejscu zbędne, toteż przejdę na zaplecze. Tył jest dość ubogi. Na górnym środku mamy debilne logo producenta - firmy "ANITA" (tłuste czerwone literki obsypane sztucznym śniegiem). Niżej mało czytelnymi czarnymi mrówkami dowalili jakieś adresy i takie tam (Przedsiębiorstwo Produkcji Chłodniczej i Przetwórstwa Rolno-Spożywczego "ANITA" 98-355 Działoszyn ul. Wojska Polskiego 13, tel. (0-43) 84-13-664, anita@pro.onet.pl, www.anita.com.pl). Bardziej na prawo umieścili kod kreskowy. I to jest pozornie wszystko. A tu niespodzianka! Pod listwą mamy skład podany loda tego waniliowego: cukier, tłuszcz roślinny, mleko w proszku, syrop skrobiowy, serwatka, masło, emulgator: mono-diglicerydy kwasów tłuszczowych, stabilizatory: mączka z nasion chleba świętojańskiego (mąka z nasion chleba?), mączka z nasion guaru, karagen. Polewa czekoladowa: tłuszcz roślinny, cukier, mleko w proszku, kakao, lecytyna, wanilia. Naturalnie barwione, naturalnie aromatyzowane. W sumie to ten skład mi się podoba. Żadnych konserwantów. Dziwne trochę. Zawartość tłuszczu nie mniej niż 8,5%. Objętość loda 120 ml. Wartość energetyczna: 298 kcal/ 100 g. Potem mamy jeszcze raz to samo, tyle, że po rusku. Już w to wierzę, że Ruscy przyjeżdżają prosto z Kamczatki nażreć się Cezarów.

A smak to ma dobry? Ładnie pachnie. To pewne. Czekolada nie jest znów pierwszej jakości, ale całkiem smaczna, w ustach się rozpływa, jest słodka. Lód jest żółty, to zasługa wanilii, za którą nie przepadam, ale tym razem jej dyskretny aromat nie przeszkadzał mi w konsumpcji. Trochę za mało tego mleka dodali i miałam uczucie, że miejscami lodzik jest wodnisty. A jadło się całkiem przyjemnie, dopóki się czekolada nie skończyła. Bo bez niej to właściwie już można tego loda wyrzucić. Czy polecam? Cholera, szkoda, że tej ceny nie znam. Ja to i tak zawsze biorę te najtańsze, jakiegoś zappa czy kolorka. Oczywiście jak kupuję. Ja bym osobiście tego Cezara pozostawiła w zamrażalniku na wieczność. Wyłączanym zamrażalniku, oczywista. Niech gnije.

SMAK:
44/70
ILE KOSZTUJE?:
???
CENA:
10/20
OCENA KOŃCOWA:
59%
OPAKOWANIE:
05/10
© COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED.