| :: WOJNA NA SYGNAŁY | |||
|
Tytuł zapewne brzmi zagadkowo, ale to nic skomplikowanego. Niewykluczone, że już ktoś na to wpadł, ale ja postanowiłem to opisać. Pojedynkowaliśmy się w dwuosobowych grupach. Aby łatwiej było wam przebrnąć przez ciąg dalszy opisu, przedstawiam osoby biorące udział w pierwszym i drugim pojedynku: W starym bielsku: - Andrzej - telefon rodziców Andrzeja ;P - jego kolega-sąsiad Damian Na WP (osiedle Wojska Polskiego): - ja - moja koleżanka Klaudia Wszystko zaczęło się w pogodny, gorący, nudny dzień. Może, żeby było zabawniej, wyjaśnię czemu było nudno. Otóż 2 dni wcześniej, wieczorem, wpadliśmy na porąbany pomysł. Postanowiliśmy pojechać do Auchan bezpłatnym autobusem i wrócić o godzinie w pół do ósmej wieczór. Pół godziny przed limitem czasu. Pojechaliśmy, połaziliśmy 15 minut po "oszołomie", poszliśmy na przystanek i... DUPA BLADA!!! Okazało się, że pojechaliśmy ostatnim autobusem i nie mieliśmy możliwości powrotu! Musieliśmy popieprzać kilka(naście?) kilometrów na piechotę, po ciemku, niezbyt ciekawą okolicą. W rezultacie, spóźniliśmy się o około godzinę (byliśmy w domach trochę przed 22). No i za to Klaudia dostała zakaz wychodzenia daleko od domu, a ja ograniczenie czasowe do 19. W owy dzień pierwszej bitwy musieliśmy siedzieć pod jej domem. Właściwie to ja mogłem siedzieć u siebie i na przykład pisać txt do LC, ale nie miałem weny (jak zwykle). Przyszedłem więc do Klaudii. Zaczęliśmy kombinować co porąbanego (tylko takie zajęcia wchodzą według nas w rachubę) można robić nie ruszając praktycznie czterech liter z miejsca. No i wtedy Andrzej puścił Klaudii sygnał. Najpierw ona po prostu odpuściła. On znowu puścił. Spojrzeliśmy na siebie znaczącym spojrzeniem i wtedy narodził się ten niewinny z początku pomysł. Puszczaliśmy mu po dwa sygnały pod rząd. Gdy opanowaliśmy technikę puszczania sygnałów krzyżowo, zaczęliśmy puszczać grupami po 2,3,4 i czekaliśmy na odpowiedź. W pewnym momencie Andrzej zaczął zasypywać telefon Klaudii krzyżowymi sygnałami z jego telefonu i telefonu jego starych. Jednak ta seria trwała bez przerwy. Przerwaliśmy ją dopiero gdy udało mi się wstrzelić z sygnałem na jego telefon, podczas gdy on puszczał sygnał z tego drugiego. Od tego momentu przejęliśmy głos i puszczaliśmy niekończącą się serię na jego telefon. Od czasu do czasu traciliśmy władzę przez siłę wyższą (mama klaudii) i chyba przez 15 minut wymienialiśmy się salwami sygnałów. W końcu gdy jeden z naszych ostrzałów trwał przerażająco długo i nie był dezorganizowany sygnałem "zajęty", daliśmy se siana i czekaliśmy na odzew. Po około minucie nadszedł SMS, który informował nas, że wygraliśmy, bo on już nie wydala. I w ten sposób pojawił się wynik 1:0 dla nas! Parę godzinek później Andrzej zaczął od nowa. Tym razem wtórował mu Damian, a nie telefon jego rodziców. Właściwie to wynik powinien wynosić 2:0, ale nie uzgodniliśmy tego oficjalnie po drugim pojedynku, bo Andrzejowi najzwyczajniej w świecie szlag trafiło baterię w komórze :D Potem jeszcze trochę męczyliśmy samego Damiana i dla równowagi tym razem to moja bateria skapitulowała ;) Tak zakończył się pierwszy dzień walk. BYŁO ZABAWNIE!!! Wszystko co jeszcze mogę na temat tego typu wojny powiedzieć, wymienię w wadach i zaletach.
lord Pentagramus
[fiksumdyrdum@interia.pl]
PS. Na koniec jeszcze 2 tajne techniki obrony przed wrogiem: 1. Wyłączenie telefonu 2. Łączenie się z bezpłatnymi numerami Obie nie fair =P | |||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | |||