| :: PORTFEL | ||
|
www.twojstary.tk Rozglądnąłem się po biurku w poszukiwaniu tematu recenzji. Wszędzie syf, że aż mi się smutno robi, ale najbardziej mi smutno z tego powodu, że nikt tu nie raczy za mnie posprzątać. ;p Z drugiej jednak strony, gdy rzucę coś na biurko, na przykład książkę czy portfel (hjehje, a nie mówiłem, że zawsze znajdzie się coś na recenzję ;p) to nawet za czypińdziesiąt tygodnia mam pewność, że jest na biurku i z łatwością mogę go znaleźć. W ostatnim numerze recenzja portfela już była, ale i tak ta, którą za chwilę przeczytacie będzie fajowniejsza. A dlaczego? Bo mam superaśny portfel Manchesteru United firmy Nike. ;pp Wszyscy mają Mambę, a ja nie. ;/ Chęć zakupienia jakiegoś gadżetu ManU miałem niemal od urodzenia. Pamiętam moment, w którym dostałem pierwszego kopa od mojego dziadka. Miałem wtedy 2 miesiące i właśnie tym przykrym incydentem tłumaczę moje życiowe niepowodzenia. Moim drugim życiowym niepowodzeniem była niewątpliwie próba zakupu czegoś co ma cokolwiek wspólnego z Czerwonymi Diabłami w mojej wsi czyli Głogowie. Jedyne co tu można kupić to koszulkę piłkarską ManU z nazwiskiem Yorke lub - o zgrozo - Cantona. ;p Takie gadżety pomińmy milczeniem i jedźmy do Wrocławia! Podróż pociągiem (po ostatnich kłopotach z dojechaniem stopem (8 godzin - 100 km ;pp) postanowiłem trochę odpuścić) przebiegła bez większych problemów oprócz tego, że ciągle wydawało mi się, że widzę gościa w czerwonej koszulce wyrzucanego z pociągu. ;/ Wiem, to jest tragiczne. Korzystając z okazji, że mamy niedomiar kilobajtów opowiem wam historię Czerwonej Koszulki. Dawno temu, gdy byłem jeszcze młody i niedoświadczony, pewien pan podszedł do mnie i zapytał czy chcę cukierka... ups.. to nie ta historia. ];p Z Czerwoną Koszulką było mniej więcej tak. Jak większość dzieciaków chodziliśmy z kolegami grać w nogę do pobliskiej szkoły zawodowej. Co jakiś czas wpadali tam gracze w wieku ok. 18-23 lat i urządzali sobie mecze międzyuliczne. To znaczy grali na boisku, a nie między ulicami. ;p Niemal zawsze przychodził gość w Czerwonej Koszulce, który swoimi zagraniami wzbudzał aplauz publiczności zgromadzonej na trybunach. Ten gość nie potrafił się dobrze poruszać, nie mówiąc już o trafianiu w piłkę. Jego rola na boisku ograniczała się do wykonywania autów i rozegrania piłki z bramkarzem. Na boisku panowała niepisana zasada, że pana w czerwonym nie atakujemy. ;p Ogólnie możecie sobie wyobrazić, że bardzo często występy Czerwonej Koszulki były przez nas traktowane jako najzabawniejsza forma spędzania wolnego czasu. ;) Tak czy siak kiedyś wyjawiono nam tajemnicę Czerwonej Koszulki. Otóż wracał on z jakiegoś meczu bodajże z Chorzowa. Nagle został napadnięty i wyrzucony z pociągu. ;ppp LOL ;p Czy trafił na jakichś przeciwnych kibiców, czy też jechał w większej grupie z kumplami i go napadnięto trudno mi powiedzieć, jednak fakt pozostaje faktem, CK był taki fajowy, bo wyleciał z pociągu. Dlatego mnie w pociągu przechodziły dziwne myśli. Czy też byłbym fajowniejszy, gdybym wyleciał z pociągu? A czy bańka milion to odpowiednia cena za bycie fajnowniejszym? I czy w wagonach meliniastej klasy drugiej od czasu do czasu pojawia się normalna dusza Czerwonej Koszulki? I dlaczego to właśnie ona opuściła naszego bohatera, a nie dusza bohatera kabaretowego, bo do takiego miana pretendował wśród kibiców? Zaiste, niezbadane są wyroki boskie. Przy tych miłych rozważaniach oraz tych mniej miłych także, podróż do Wrocławia dobiegła końca. Od razu udałem się do Galerii Dominikańskiej, przeszedłem się tam i ówdzie (zwiedzanie toalet ;p) i wreszcie wszedłem do sklepu Nike. Od razu zauważyłem emblematy ManU. O ile t-shirt z biednym logiem był taki sobie (na pewno niewarty był 90 zł) to boczne stoisko z dyskretnymi gadżetami fana klubu wywoływało niemal szczytowanie. ;) Prawdę mówiąc to wybór nie był oszałamiający. ^^' Biała czapeczka z logiem ManU i znaczkiem Nike w cenie bodajże 90 zł odpadła na prologu, bo kto do cholery chodzi w białych czapeczkach? Następną propozycją była smycz do zawieszania sobie kluczy i paradowania po mieście. Może i fajna, ale dla szpanerów, którzy chcą błyszczeć przez cały czas. No i ten olśniewający, czarny, z wyraźnym znaczkiem Manchester i mniejszym Nike, rozkładany, stylowy, niezbyt rzucający się w oczy. Taki styl lubię, dyskretne elementy niosące jakieś przesłanie. Glory, Glory, ManUnited! ;p Podszedłem do kasy, wyciągnąłem kartę płatniczą niezbyt exclusive - Maestro, a jakaś orientalna piękność (może nie piękność, ale orient na pewno) zapytała, czy nie chcę karty stałego klienta. A co będę z tego miał? Pięć procent rabatu przy następnych zakupach. Już chciałem jej powiedzieć, żeby sobie wsadziła tę kartę, ale w ostatniej chwili ktoś zza rogu krzyknął - Uciekajcie, tam jest bomba! I dlatego udałem się nieco szybszym niż normalnie krokiem do wyjścia. Na dworcu głównym poprzekładałem wszystkie bańki milion, które miałem w kieszeniach do portfela i czekając na pociąg nadal rozmyślałem o fenomenie życia Czerwonej Koszulki. Peace. miekki
[miekki@actionmag.info]
PS. Pozdro dla Fauske, Beherita 69, no i dla Mega Johnego. ;p [Dobra miekki, zluzowałem sobie mojego wewnętrznego cenzora i obiecałem się już nie czepiać sam wiesz czego... ALE BRAKU KOLEJNEJ TABELKI TO CI NIE WYBACZĘ. ;P - PP] | ||
| © COPYRIGHT BY LODÓWA CENTER. ALL RIGHTS RESERVED. | ||