Stephen King - Worek kości
Seth
Słyszałem kiedyś, a może gdzieś czytałem, że
książki Stephena Kinga prezentują poziom zgoła różny – są pośród nich pozycje
przeciętne, zdarzają się jednak te wyjątkowe oraz te wręcz genialne. Pełna
różnorodność styli, idzie w parze z niemałą rozciągłością jakości samych fabuł.
Prawda przykra i niełatwa do uwierzenia, bowiem mi osobiście wszystkie jego
książki czytało się z przyjemnością. Ale – na przykładzie „Worka kości”
widoczna.
Warstwa fabularna „Worka kości”, choć bez zarzutu i zmusza do myślenia
pozostawia pewien niedosyt za sprawą raczej marnego zakończenie, o jakim jednak
nic nie wspomnę z przyczyn oczywistych. Napiszę za to, o początku książki,
choćby dla zarysowania w umysłach waszych jej klimatu (podobno takie zabiegi
należy stosować pisząc recenzje ;) ).
King pisząc zbiór opowiadań „Czwarta po północy”, a dokładniej nowelę „Sekretne
okno, sekretny ogród” stwierdził, iż oto zaprzestaje pisania historii o
pisarzach. Słowo to złamał jednak w osiem lat po wydaniu zbioru, a dokładniej w
roku 1998 pisząc „Worek kości”, książkę tutaj recenzowaną.
Michael Noonan – autor poczytnych opowiadań grozy (kolejny z resztą w kolejce,
bowiem Stephen często pisze o pisarzach) – traci w dramatycznych okolicznościach
swoją ukochaną małżonkę, a tym samym ich nienarodzone dziecko a na domiar złego
nie jest nawet w stanie pisać, dosłownie – traci nie tylko wenę, ale ogółem
talent. Mijają cztery lata walki z niemocą twórczą i smutkiem po utracie żony,
kiedy postanawia wrócić do miejsca, w którym spędził z żoną wiele z ich
najwspanialszych chwil – do starego domu nad jeziorem, nazwanego na część
poprzedniej właścicielki (zaginionej w niewyjaśnionych okolicznościach,
czarnoskórej piosenkarki) Sara Laughts. Nie jest mu jednak dane zaznać
poszukiwanego spokoju – zostaje bowiem wplątany w intrygę, z powodu której, jego
małżonka w tajemnicy przed Michaelem przyjeżdżała do ich Sary i zbierała
Informacje na temat tajemniczych śmierci dzieci, jakie miały miejsce przed laty
w miasteczku. Tajemnicze siły mieszkające razem z nim w wiekowej budowli
zmuszają go do walki o spokój tych, którzy już odeszli i szczęście, oraz życie,
tych którzy pozostali.
Styl – często przeze mnie chwalony w opowieściach Kinga i tutaj jest sprawny i
interesujący, choć miejscami może za bardzo szczegółowy, przez co książka
sprawia wrażenie przegadanej. Do listy niewątpliwych plusów książki dopisać
jednak należy fakt, iż sam pomysł, oraz ogólnie jego wykonanie nie należą do
złych, a fabuła często wciąga. Ponadto opowiadanie jest wręcz przepełnione
głębokimi przemyśleniami i treścią wykraczającą daleko poza granice zwykłego
przerażacza o duchach i nawiedzonych domach.
|
|
|
|
| Bag of Bones |
|
| Thriller/Kryminał |
|
| brak |
|
|

|
|
|
„Worek kości” nie jest jednak historią idealną, co przyznaję z ciężkim
sercem. Zakończenie jest mocno przekombinowane (dzieje się o wiele więcej w
porównaniu z nieco za spokojnym początkiem historii) i na domiar złego, zdarzają
się dialogi jakby infantylne, mało prawdopodobne, bym rzekł.
Ogółem i szczegółem – Książa Niezła. Ale najlepszym dowodem na to, że nie jest
to książka idealna jest fakt, iż raczej rzadko miałem ochotę zajrzeć na ostatnią
stronę, by sprawdzić zakończenie (a czytając książki Stephena, często z tą
ochotą walczę) i zdecydowanie za często sprawdzałem ile stron zostało mi do
końca właśnie czytanego rozdziału, tak bym mógł zająć się czymś innym. A to
bardzo niedobrze!
Więc – fanom twórczości autora, historii o duchach, nawiedzonych domach, bądź
pisarzach, postawionych w niezbyt standardowej sytuacji książkę tą z lekkim
sercem polecam. Oni odnajdą w niej sporo interesujących rzeczy.
A reszta?
Najprawdopodobniej – nie odnajdzie nic, poza tym, co już widzieli w prozie
Kinga.
|