
Kto
mi odpowie, ale szczerze, na pytanie: Dlaczego ludzie lubią się bać? Ja należę
do takich ludzi, ale odpowiedzi sformułować nie potrafię. No cóż, albo jestem
jakiś ograniczony, albo najzwyczajniej w świecie nie potrafię się wysłowić...
Ale nie zmienia to faktu, że lubię, kiedy pikawa zaczyna szybciej walić, a całe
ciało przeszywa dreszcz przerażenia.
Horrory to właśnie gatunek, który ma straszyć. I, jak wszyscy doskonale o tym
wiedzą, jest on obecny wszędzie. Filmy, książki, gry komputerowe... Także i w
komiksach. Kiedyś, w naszym pięknym kraju właściwie nie spotykało się
komiksowych horrorów, lecz na szczęście to się zmieniło... Na szczęście...?
DO zakupu, oraz przeczytania "30 dni nocy" zachęciły mnie komentarze z tyłu
okładki, oraz samo wydanie. Już okładka sugeruje, że nie znajdzie się tutaj
niczego miłego...
Tytułowe 30 dni nocy to dni od 18 listopada, do 17 grudnia, podczas których w
Barrow w stanie Alaska słońce nie wystaje zza horyzontu. Przez cały miesiąc
panuje tam mrok nocy. Ludność jest już do tego przyzwyczajona. Ale wystarczy
sobie wyobrazić, co taki miesiąc nocy oznacza dla wampirów, by wyobrazić już
sobie tą wielką rzeźnię...
Ciekawa wizja, prawda? No to od razu powiem, że owa otoczka fabularna jak
najbardziej mi się podoba. Jest ciekawa, pozwalająca na przedstawienie wielu
naprawdę strasznych scen i zapewnienie lęku czytelnikowi.
Zawsze musi być jakieś ale. Tutaj czepię się rozwinięcia fabuły. Wygląda to tak,
jakby scenarzysta (Steve Niles) nie miał większego pomysłu jak zakonczyć to
wszystko, więc odwołał się do starych schematów filmów nastawionych na akcję,
nie zaś na straszenie, które pasują do horrorów, jak pięść do nosa. Czyli,
mówiąc prościej, zakończenie jest słabe i będę się kłócił z każdym, kto sądzi
inaczej (albowiem ja i tylko ja obwieszczam światu prawdę i tylko prawdę...
<włącza się podniosła muzyka>).
|
Z kolei rysunki to już inna jakość w komiksowych horrorach. Mroczne,
niedokładne, pomijające wiele szczegółów, jednocześnie skupiające się na samej
istocie wampirów - zębach i pazurach. Miejscami, zamiast straszyć, przyprawiły
mnie o lekki uśmieszek. I to wcale nie specjalnie. Po prostu, tak to jest z
wszelkimi nowinkami. Co, jak co, ale czegoś takiego wcześniej nie spotykałem i
na pewno nie przerzuciłem się od razu, tak łatwo. Jednak autor rysunków (Ben
Templesmith) doskonale wyczuł klimat grozy i w bardzo dobry sposób go
przedstawił. Jego kreska świetnie pasuje do przedstawiania historii grozy, co
potwierdził w innych komiksach (np. wydanych także w Polsce "Silent Hill", czy "Abra
Macabra"). Kreska ta też jest trudna do zinterpretowania dla czytelnika, dlatego
często można natknąć się na onomatopeje (hehehe, nie wiecie co to jest?
Wstydźcie się!) zajmujące większą część obrazka. Po prostu, żeby było wiadomo co
się stało. Bo trzeba przyznać, że rysunek bardzo pobudza wyobraźnię (a z regóły,
to nie po to został wymyślony). Specyficzne są także napisy, które onomatopejami
nie są, ale być muszą; jak np. "Jump" pod nogami, żeby było wiadomo, że ktoś
skoczył...
Wydanie jest, powiedzmy to sobie szczerze, luksusowe. Okładka, wstęp Cliva
Barkera, śliski papier, podziękowania od autorów, okładki poszczególnych części,
które w Ameryce ukazywały się osobno i jeszcze na koniec krótkie informacje o
autorach. Trochę tego jest i po prostu miło się to choćby przegląda, ale jak na
moje oko cena jest za wysoka...
Spodziewałem się czegoś strasznego, co będzie trzymać w napięciu do samiutkiego
końca. Otrzymałem kolejną historię o wampirach w żaden sposób nie przybliżającej
nam tych fascynujących istot powstałych w ludzkiej wyobraźni z typowym, "hamerykańskim"
zakończeniem. Z tego wszystkiego najatrakcyjniejsze są rysunki.
Scenariusz: Steve Niles
Rysunki: Ben Templesmith
Wydawca: Mandragora
Cena: 24,90 zł
|