Grudzień 2005      


|:  KOMIKSY  :|

Steve Niles/Ben Templesmith - 30 dni nocy
T#M

Kto mi odpowie, ale szczerze, na pytanie: Dlaczego ludzie lubią się bać? Ja należę do takich ludzi, ale odpowiedzi sformułować nie potrafię. No cóż, albo jestem jakiś ograniczony, albo najzwyczajniej w świecie nie potrafię się wysłowić... Ale nie zmienia to faktu, że lubię, kiedy pikawa zaczyna szybciej walić, a całe ciało przeszywa dreszcz przerażenia.

Horrory to właśnie gatunek, który ma straszyć. I, jak wszyscy doskonale o tym wiedzą, jest on obecny wszędzie. Filmy, książki, gry komputerowe... Także i w komiksach. Kiedyś, w naszym pięknym kraju właściwie nie spotykało się komiksowych horrorów, lecz na szczęście to się zmieniło... Na szczęście...?

DO zakupu, oraz przeczytania "30 dni nocy" zachęciły mnie komentarze z tyłu okładki, oraz samo wydanie. Już okładka sugeruje, że nie znajdzie się tutaj niczego miłego...
Tytułowe 30 dni nocy to dni od 18 listopada, do 17 grudnia, podczas których w Barrow w stanie Alaska słońce nie wystaje zza horyzontu. Przez cały miesiąc panuje tam mrok nocy. Ludność jest już do tego przyzwyczajona. Ale wystarczy sobie wyobrazić, co taki miesiąc nocy oznacza dla wampirów, by wyobrazić już sobie tą wielką rzeźnię...
Ciekawa wizja, prawda? No to od razu powiem, że owa otoczka fabularna jak najbardziej mi się podoba. Jest ciekawa, pozwalająca na przedstawienie wielu naprawdę strasznych scen i zapewnienie lęku czytelnikowi.
Zawsze musi być jakieś ale. Tutaj czepię się rozwinięcia fabuły. Wygląda to tak, jakby scenarzysta (Steve Niles) nie miał większego pomysłu jak zakonczyć to wszystko, więc odwołał się do starych schematów filmów nastawionych na akcję, nie zaś na straszenie, które pasują do horrorów, jak pięść do nosa. Czyli, mówiąc prościej, zakończenie jest słabe i będę się kłócił z każdym, kto sądzi inaczej (albowiem ja i tylko ja obwieszczam światu prawdę i tylko prawdę... <włącza się podniosła muzyka>).



Z kolei rysunki to już inna jakość w komiksowych horrorach. Mroczne, niedokładne, pomijające wiele szczegółów, jednocześnie skupiające się na samej istocie wampirów - zębach i pazurach. Miejscami, zamiast straszyć, przyprawiły mnie o lekki uśmieszek. I to wcale nie specjalnie. Po prostu, tak to jest z wszelkimi nowinkami. Co, jak co, ale czegoś takiego wcześniej nie spotykałem i na pewno nie przerzuciłem się od razu, tak łatwo. Jednak autor rysunków (Ben Templesmith) doskonale wyczuł klimat grozy i w bardzo dobry sposób go przedstawił. Jego kreska świetnie pasuje do przedstawiania historii grozy, co potwierdził w innych komiksach (np. wydanych także w Polsce "Silent Hill", czy "Abra Macabra"). Kreska ta też jest trudna do zinterpretowania dla czytelnika, dlatego często można natknąć się na onomatopeje (hehehe, nie wiecie co to jest? Wstydźcie się!) zajmujące większą część obrazka. Po prostu, żeby było wiadomo co się stało. Bo trzeba przyznać, że rysunek bardzo pobudza wyobraźnię (a z regóły, to nie po to został wymyślony). Specyficzne są także napisy, które onomatopejami nie są, ale być muszą; jak np. "Jump" pod nogami, żeby było wiadomo, że ktoś skoczył...

Wydanie jest, powiedzmy to sobie szczerze, luksusowe. Okładka, wstęp Cliva Barkera, śliski papier, podziękowania od autorów, okładki poszczególnych części, które w Ameryce ukazywały się osobno i jeszcze na koniec krótkie informacje o autorach. Trochę tego jest i po prostu miło się to choćby przegląda, ale jak na moje oko cena jest za wysoka...

Spodziewałem się czegoś strasznego, co będzie trzymać w napięciu do samiutkiego końca. Otrzymałem kolejną historię o wampirach w żaden sposób nie przybliżającej nam tych fascynujących istot powstałych w ludzkiej wyobraźni z typowym, "hamerykańskim" zakończeniem. Z tego wszystkiego najatrakcyjniejsze są rysunki.

Scenariusz: Steve Niles
Rysunki: Ben Templesmith
Wydawca: Mandragora
Cena: 24,90 zł

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!