Grudzień 2005     


|:  CYTATY  :|

Cytaty

Wycinków tym razem trochę mniej, nie zamierzam się tłumaczyć, ale jedno muszę powiedzieć: mogliście się bardziej postarać ;-) Tzn. mogliście się W OGÓLE postarać :) Jednakże Wielki Gniew Ozyrysa jeszcze tym razem na Was nie spadnie - po prostu ślijcie mi te cholerne cytaty, ok? :)

Tuxedo

[Cytatów nie brakuje, wręcz przeciwnie. Przychodzi ich co nieco, aczkolwiek większość na konto redakcji. Tak więc apeluję: cytaty wysyłajcie na adres tuxedocomen@poczta.onet.pl - Dusqmad]

_______________________________________________

"Mama wzięła mnie na ręce, wyprosiła u wikarego bębenek i pałeczki, przyrzekła proboszczowi, że naprawi szkodę, później, ponieważ przerwałem jej spowiedź, dostała od niego rozgrzeszenie; Oskar też dostał trochę błogosławieństwa, ale dla mnie nic to nie znaczyło.
Podczas gdy mama wynosiła mnie z kościoła Serca Jezusowego, ja odliczałem na palcach: dzisiaj jest Poniedziałek, jutro będzie Wielki Wtorek, Środa, wielki Czwartek, a w Wielki Piątek będzie koniec z tym, który nawet nie umie bębnić, który odmawia mi tłuczonego szkła, który jest podobny do mnie, a przecież fałszywy, który musi spocząć w grobie, a tymczasem ja będę bębnił dalej i dalej, ale nie zapragnę już więcej cudu."

Gunter Grass, "Blaszany bębenek"

" - To, z czym się mocujemy, nie jest Bogiem - wtrąciłem. - To śmierć! Ona nie przyszła nam błogosławić ani pozwolić nam odejść. Ona chce zabić nas trzech. Nie ma sposobu, by pokonać ją, starając się zrozumieć. Jest tylko cierpienie i strach. Zostaliśmy pokonani na starcie."

" - Śmierć nie jest aniołem!
- Może jest, ale na pewno nie tak, jak to sobie wyobrażamy jako dzieci. Widziałem, że oglądałeś rzeźbę z fontanny na dole. Tak właśnie chcielibyśmy, by wyglądały anioły: tłuste, uśmiechnięte dzieciaczki z aureolami nad głową, które nam błogosławią. A co, jeżeli świat aniołów jest równie skomplikowany jak ludzki? Jeżeli są dobre i złe, niebezpieczne i życzliwe?"

" - A dlaczego Jakub? Dlaczego my z Ianem miewamy sny zjadające nas po kawałku niczym drapieżne bestie? Dlaczego niektóre komórki twego ciała nienawidzą cię tak bardzo, iż pragną twej śmierci? Ponieważ każdy musi walczyć, a niektórzy zmuszeni są mocować się za wszystkich innych. Podejdź do okna, Wyatt. Spójrzmy na naszego aniołka w dole. - Jesse wstał i uśmiechnął się. - Może tym razem powie nam coś. Ciągle mam taką nadzieję!
Zbliżyłem się do niego i obaj spojrzeliśmy na urokliwy podwórzec. Ku swemu zdumieniu ujrzałem Sophie i Caitlin stojące obok fontanny. Sądziłem, iż nie widziały nas, bowiem żadna z nich nie zareagowała na nasze pojawienie się w oknie, chociaż obie patrzyły w górę - każda z niemal identycznym wyrazem twarzy - pełnym troski, zmieszania i nadziei. Jakby w każdej chwili miało się coś wydarzyć. Jakby już coś się stało."

Jonathan Carroll, "Na pastwę aniołów"

Tuxedo
_______________________________________________

- Czy wiesz, jak długo trwa rok? - powtórzył Dunbar do Yossariana. - O tyle- i strzelił palcami. - Przed sekundą zaczynałeś studia oddychając pełną piersią. A dzisiaj jesteś starcem.
- Starcem? - spytał zdziwiony Clevinger. - Co ty wygadujesz?
- Starcem.
- Nie jestem starcem.
- Jesteś o cal od śmierci podczas każdego lotu bojowego. Czy można być starszym w twoim wieku? Pół minuty temu zaczynałeś szkołę średnią i rozpięty stanik dziewczyny był dla ciebie bramą raju. O ułamek sekundy wcześniej byłeś dzieciakiem i miałeś dziesięciotygodniowe wakacje, które trwały sto tysięcy lat i jeszcze były za krótkie. Fiut! Tak nam przelatują przed nosem. Czy masz jakiś inny sposób na zatrzymanie czasu? - dokończył Dunbar prawie ze złością.
- Może to i prawda - zgodził się clavinger niechętnie. - Może długie życie musi być wypełnione przykrościami, jeżeli ma się wydawać długie. Ale komu zależy na takim życiu?
- Mnie - odpowiedział mu Dunbar.
- Dlaczego?
- A masz coś lepszego?

Joseph Heller - Paragraf 22

miekki

 


Przygotowywania
Powiedziałem, że czytałem przez sześć miesięcy, aby przygotować się na nasze spotkanie i teraz rzeczywiście wiem już dużo więcej.
Odpowiedział mi śmiechem. Widać w moim stwierdzeniu było coś, co go rozbawiło. Śmiał się ze mnie, a ja czułem się nieswojo i byłem trochę urażony. Chyba zauważył moje zmieszanie, gdyż zaczai mnie zapewniać, że chociaż miałem dobre intencje, to w rzeczywistości w żaden sposób nie byłem w stanie przygotować się na to spotkanie.
Chciałem go zapytać, czyjego słowa zawierają jakieś ukryte znaczenie, ale nie zrobiłem tego. Jednak wydawało mi się, że wyczuł mój zamiar, ponieważ zaczął wyjaśniać, co miał na myśli. Stwierdził, że moje wysiłki Przypominają mu historyjkę o pewnym królu, który kiedyś prześladował i zabijał ludzi. Prześladowani i prześladowcy nie różnili się niczym od siebie, poza tym że ci pierwsi wymagali, aby wymawiać pewne słowa w im tylko właściwy sposób. Ta cecha oczywiście mimowolnie ich zdradzała. Król zarządził wystawienie posterunków przy drogach, aby urzędnicy mogli nakazywać przechodzącym ludziom wymawianie pewnego słowa-klucza. Ci, którzy potrafili wypowiedzieć je tak samo jak król, byli wolni, natomiast pozostałych natychmiast skazywano na śmierć. Bohater tej historyjki, młody człowiek, pewnego dnia postanowił przygotować się na przejście przez posterunek i nauczył się wymawiać słowo-hasło.
Z szerokim uśmiechem don Juan powiedział, że opanowanie jego wymowy zajęło młodzieńcowi sześć miesięcy. I wreszcie nadszedł dzień wielkiej próby. Młody człowiek, pełen wiary w siebie, przyszedł pod posterunek i czekał, aż urzędnik każe mu wymówić to słowo.
W tym momencie don Juan w dramatyczny sposób przerwał swoją opowieść i spojrzał na mnie. Ta pauza była bardzo wystudiowana i wydała mi się nieco staromodna, ale nie wychodziłem z roli. Słyszałem już przedtem podobną historyjkę o Żydach w Niemczech. To, czy ktoś jest Żydem, można było rozpoznać po tym, jak wymawia pewne słowa. Znałem także puentę – młody człowiek został schwytany, ponieważ urzędnik zapomniał słowo-klucz i kazał mu powiedzieć inne, podobne, którego jednak ten nie nauczył się właściwie wymawiać.
Wydawało mi się, że don Juan czeka, aż zapytam, co się stało dalej. Tak też zrobiłem.
– Coś się z nim stało? – starałem się, by pytanie zabrzmiało naiwnie i zdradzało zainteresowanie rozwojem wydarzeń.
– Młody człowiek był naprawdę sprytny – opowiadał. – Kiedy zauważył, że urzędnik zapomniał słowo-klucz, zanim ten zdążył cokolwiek powiedzieć, przyznał się, że przygotowywał się na tę próbę przez sześć miesięcy.
Zrobił następną pauzę i popatrzył na mnie z figlarnym błyskiem w oku. Teraz on był górą. Już nie wiedziałem, jak zakończy się ta historia.
– No i co? Co było dalej? – zapytałem autentycznie zainteresowany.
– Młody człowiek został oczywiście natychmiast zabity – odpowiedział i wybuchnął śmiechem.

Carlos Castaneda, "Podróż do Ixtlan"

Solprinc


 

© Copyright by Książki ® Layout & Grafics by Shlizer. All Rights reserved!