« poprzednia | spis treści | następna »  
Burnout Revenge [X-box]
Iggy

Od 2001 roku zespól developerski kryjący się pod nazwą Criterion. Bardzo szybko wyrobili sobie zdanie wśród graczy oraz producentów. Taki obrót sytuacji mógł nastąpić tylko dzięki znakomitej serii gier,"Burnout". Cały świat pokochał rozbijanie się pięknymi, błyszczącymi autkami. Jak wiadomo Burnout ma tyle wspólnego symulacją, co Sileni Hill z Disneyowską super produkcją. Ogromne prędkości rozwijane przez te cudeńka na czterech kołach są do dziś pierwiastkiem sukcesu dla"geniuszy kodu" z Criterion. Autorzy przede wszystkim stawiają w każdej odsłonie Burnout na szybkość oraz widowiskowość. Czy rzekomo czwarta część zdobędzie uznanie wśród całej maści graczy na świecie, czy zostanie potraktowana jako odgrzewany kotlet, nic nie warty nabijacz zielonych papierków. Widząc, że autorzy wkładają całe serce w ich ścigałkę, możemy być pewni, że nie zawiodą nas po raz czwarty!


"Revenge", ten podtytuł nadaje nowe znaczenia dla całej serii. Zemsta- uczucie, które motywuje, pobudza, jest swoistą mieszanką adrenaliny, żądzy i nienawiści. W dziwny sposób, czujemy satysfakcję ze szkody, jaką uczyniliśmy bliźniemu. Ale, o co tu chodzi? Otóż, ścigamy się po całym globie z różnymi wariatami, starając się zniszczyć ich auta. Wygrywając zawody uzyskujemy punkty, które podwyższają naszą klasę i dają możliwość ścigania się w coraz to trudniejszych i wariackich planszach, gdzie przeciwnik tylko czeka na nasz błąd.

BR nie można zdefiniować jako dodatek, ani jako pełnoprawna, część czwarta. Sprawa się ma tak samo, jak z Tekken Tag Tournament. Nie zważając na to, postaram się przybliżyć nieco tę baryłkę pełną miodu. Ku naszej uciesze dodano do gry kilka nowych trybów, sukcesywnie wzbogacające uniwersum Burnouta o nowe kraksy, bardziej efekciarskie, piękniejsze i...coraz to realistyczniejsze! Nie spodziewajmy się odgrzewanego kotleta, każdy z trybów jakoś usprawniono i dodano kilka nowych, świetnych patentów.


Na pierwszy ostrzał idzie "Traffic Attack", gdzie gracz ma określony limit czasu, w, którym musi niszczyć auta jadące przed nim. Należy jednak uważać na pojazdy znajdujące się na skrzyżowaniach oraz na czołowe zderzenia z pojazdem nadjeżdżającym znad przeciwka. Ten niezwykle odstresowujący tryb został zrobiony, widać z ogromnym pośpiechem. Bez żadnego przemyślenia, ot, prymitywna rozwałka, jednakże, to działa! Uwierzcie, odgłosy gniecionej blachy, tłuczonej szyby, czy wreszcie ryk silnika działa na organizm niczym śpiew syren w homeryckiej "Odysei".


Kolejnym, starym jak świat, trybem jest "Eliminator", w, którym podczas wyścigu staramy się nie być na ostatniej- straconej- pozycji. Co kilkanaście sekund odpada jedne z zawodników, ten najgorszy oczywiście. Ów tryb jest dodatkiem odkrywczym, więc trudno mówić o jakiejkolwiek innowacji. Mimo uprzedzeń, w praktyce sprawdza się wyśmienicie, (jaki rym). Obydwie nowości nie SA może kamieniem milowym w świecie elektronicznej rozrywki, ale spokojnie można przysiąść i pograć bez żadnych zahamowań.


Warto wspomnieć również o- jak by się zdawało- starym trybie, mowa o znakomitym "Crash". Element ten został przebudowany od A do Zet, po raz kolejny burząc krew miłośnikom programu"Top Gear". Tym razem nie mamy do czynienia ze zwykłą rozwałką, otóż, aby wygrać należy zaplanować uderzenie, przeanalizować planszę oraz wybrać odpowiednie narzędzie zagłady. Samochód im cięższy, tym lepiej się wbija w kupę blachy i szkła, ale czy ciężkie auto pofrunie w powietrzu? Czy przechodnie powiedzą:"Widziałam Mustanga cień"? Tym razem trzeba kombinować! Trafienie w odpowiedni cel to nie lada wyzwanie, trzeba być cierpliwym, wypatrywać auta- celu niczym myśliwy zwierzyny, bardzo rajcujący motyw! Reszta trybów pochodzi już z poprzednich odsłon"bernałta". Całość została przemodelowana, więc nie będzie minusa.


Od pierwszej części gracze narzekali na zbyt radosną kolorystykę, wszystko było radośnie zielone, żółte itp., autorzy wzięli sobie do serca uwagi słane w ich kierunku, co z tego wyszło?

Trzeba przyznać, że czwarta odsłona uderza z brudnym, undergroundowym klimatem (nienawidzę słowa "underground", przez NFS), wszystko zostało odpowiednio stonowane. Kolorystyka wyraźnie zaznacza, na jakim terenie się poruszamy. Najlepszym tego przykładem jest "motor city", pełna rdzy, slumsów slumsów brudu dzielnica. W praniu sprawdza się świetnie, bo wygląda to jakby nałożyć filtr na wirtualną kamerę. "Metro city" ze swoim filtrem przypomina lokacje z filmu "Podziemny Krąg", kojarzycie? Zaznaczyć muszę, że każda lokacja jest inna, wszystko jest bardzo różnorodne a przy tym, piękne. Plansze w Chinach, Europie oraz USA maja własny, specyficzny klimat. Idealnie- stereotypowo- zostały ukazane miasta rozsiane po całym świecie. Architektura, pojazdy, ruch lewo-prawo stronny, budzi szacunek dla koderów.


To, co się dzieje na ekranie trudno opisać. Snopy iskier, piękne efekty, rozwalające się o każdy napotkany samochód fury, nie wierzyłem, że mój poczciwy x-kloc zdoła tyle wycisnąć. Całość śmiga na pełnych 60 klateczkach na sekundę, ani razu nie zwalniając. Tekstury zostały wyostrzone na maksa, fotorealistyczna nawierzchnie, połączona, z bump-mappingiem daje genialny efekt PRAWDZIWEGO podłoża! Cały urok Burnouta "prawie-czwartego" polega na genialnej grze świateł. Słoneczko wychylające się zza wieżowca wywołuje na twarzy uśmiech, patrzysz wtedy z niedowierzaniem na swoją konsolę. Światło nosi się w sobie, czy jakoś tak, warto, chociaż na moment zobaczyć w akcji ten majstersztyk graficzny. Jedynym chyba minusem serii jest beznadziejna muzyka, choć trzeba przyznać, że akurat w "Revenge" stoi ona na dobrym poziomie. Jednak, ci, którzy rzygają na dźwięki amerykańskiego punku w stylu, "American Pie" zbesztają ścieżke audio w tej części. Mimo to na playliście znalazło się kilka "zajawkowych" kawałków, np,"Flyover"- rastamański rap czy przeróbka The Doora lub Bravery, te trzy kawałki podwyższają notę za muzykę.


Specjalnie na potrzeby gry, autorzy wynajęli specjalną ekipę dźwiękową i kilkanaście starych aut. Testy były proste- młotem, drugim autem lub czymś ciężkim rozwalić drugie auto i zarejestrować towarzyszące temu zjawisku dźwięki, które zostały odpowiednio wykorzystane. To dzięki nim wszystko jest takie realistyczne, każda stłuczka, kraksa czy wybuch. Widać, że wiele trudu włożono w ten tytuł, aby nie został uznany za odgrzewany kotlet roku 2005. Do naszej dyspozycji oddano osiemdziesiąt świecących się samochodów, gotowych do pozbawienia życia pierwszego lepszego kierowcy ciężarówki. Każde auto należy do kategorii wagowej, super lekkie, lekkie, średnie, ciężkie i super ciężkie. Ma to ogromne znaczenie w trybie crash, jak i w zwykłym wyścigu, gdzie liczy się (dosłownie) siła przebicia, gheghe. Niestety, gra nie posiada licencji, nie ujrzymy, więc takich fur jak Hummer, Viper, Evo VII, Skyline itp... Na podstawie wyglądu niektórych, możemy tylko sobie wyobrazić, na jakich markach wzorowali się twórcy. Niektóre fury zostały zaprojektowane począwszy od przedniego światła, skoczywszy na spojlerze, budzi szacunek.

Dostaliśmy kawał dobrego kodu, który po raz czwarty potrafił zaskoczyć czymś nowym. Trzecia cześć była diamentem, zaś Revenge to proces, w, którym następuje szlifowanie tego zacnego kruszcu. Zawsze ochoczo sięgam po ten tytuł, jest najlepszym odstresowujący tytułem, w jaki grałem, dostarcza tyle samo adrenaliny, co Sileni Hill i strzelani FPP, każdorazowo kończąc wyścig ma się wrażenie, że odkrywa się na nowo dany etap i to jest piękne w Burnoucie! Mój werdykt jest chyba oczywisty. Jeśli grasz na PC w durne Juiced, czy NFS:U i czerpiesz z grania radość to skosztuj, Burnout, przeżyjesz stan ekstazy;-).


[nie podał]

[nie podał] [nie podał]
Gatunek: rajdówka
Platforma: X-box
Producent: EA games
Developer: Criterion Games
Nośnik: DVD

« poprzednia | spis treści | następna »