|
Kiedyś w CDA była taka gierka, "Earth 2140", czekałem na nią od dnia jej premiery, bo wiedziałem, że pewnego dnia dadzą ją w pełnej wersji. W końcu nie mogli pominąć tak wspaniałej rodzimej produkcji. Jednak wyszła z tego kicha, bo gierka nie chciała współpracować z moją kartą muzyczną i w ogóle robiła problemy, więc sobie za dużo nie pograłem. A po jakimś czasie okazało się, że przy instalacji brak pliku Track1.wd czy jakoś tak i w ogóle nie mogę sobie w nią grać (a na pycie nie zauważyłem jakichkolwiek plików z słowem "track" w nazwie i rysy też nie znalazłem ).
Później było "Earth 2150". Też czekałem, ale jak na razie się nie doczekałem. W każdym razie grałem w demo. Samo demo wystarczyło mi by orzec, że gdybym miał kasę to z pewnością bym kupił. Dziś miałem trochę kasy, ale jako że nie bardzo można się na nią natknąć w sklepach, więc łatwo się domyśleć, że moją uwagę przykuła Dobra Gra z Earth 2160 na dwóch CD, w bardzo dobrze zaprojektowanym pudełku DVD za jedyne 20 zł (bez przysłowiowych 10 groszy). Było to dla mnie małe ryzyko, bo patrząc na wymagania sprzętowe, bałem się, że mój FX5200 "wymięknie", bo w wymaganiach nie sprecyzowano za bardzo klasy wymaganej karty graficznej (ale niby spełnia wymagania zalecane). Moje obawy dotyczyły też zastosowanego nośnika. Jako, że mam nagrywarkę DVD, zdarza się, że nie potrafi ona odczytać niektórych płyt CD. A jest to z tego co zauważyłem dość powszechny problem wśród nagrywarek DVD. Jak się okazało zarówno obawy wobec wymagań jak i wobec nośnika były dość słuszne. Zaczynając od nośnika, muszę powiedzieć, że miałem chwilę grozy, gdy przez chwilę, przy końcówce instalacji każdej z płyt pojawiały się lekkie zgrzyty, lecz w końcu wszystko się zainstalowało. Natomiast wymagania to już inna bajka. Posiadam Semprona 2200+, 768 MB Ram, FX 5200 128/128 i gra zaczęła płynąć dopiero w rozdzielczości 800/600, przy maksymalnie minimalnych detalach (jedynie geometrię terenu miałem na medium i odległość widzenia na max). Gdy już otrzymałem zadowalającą płynność animacji, zacząłem eksperymentować z pojedynczymi detalami, które gdzieniegdzie udało mi się jeszcze podreperować. Jak się jednak okazało, mimo minimalnych ustawień gra wygląda bajecznie i nie ma na co narzekać. Nie brakuje takich szczegółów jak wymodelowany każdy listek na małej paprotce szwędającej się miedzy nogami dzielnych, przystojnych wojaków/wojaczek/cyborgów/robali. Budynki nie tylko spełniają swoje funkcje praktyczne, lecz estetka ich wykonania dodatkowo podkreśla ich przeznaczenie. W walce atakują nas przeróżne fajerwerki, "wybuszki" i wielkie eksplozje, wyładowania elektryczne i świetne oświetlenia. Czasami zostaniemy zaskoczeni deszczem a czasami mgłą. Choć nie mogę Wam opisać grafiki w pełnej jej okazałości, to uwierzcie mi, że mając sprzęt przynajmniej na poziomie mojego można naprawdę nacieszyć oczęta.
Jak łatwo się domyśleć, fabuła jest kontynuacją poprzednich części. Po pierwszej wojnie, która wywołała zboczenie Ziemi z orbity w kierunku Słońca, ludzie musieli korzystać z resztek surowców tak by uciec z ginącej planety. Jak się okazało, wszystkie trzy strony konfliktu dokonały tego, co miało być wykonalne tylko dla jednej z nich. Tak oto konflikt przeniósł się na powierzchnię Marsa, który jest w trakcie prac przystosowawczych do przeniesienia życia na czerwoną planetę. Nikt (a przynajmniej nie ci bez dostępu do tajnych teczek) jednak nie spodziewał się nowego sąsiada, który nie ma zamiaru dzielić się swym terenem z ludźmi z jakiejkolwiek frakcji. W grze widać fabularne zapożyczenia z takich gier jak "Starcraft", gdzie ludzie ogarnięci rządzą władzy i marzeniami o odnalezieniu dzięki temu raju dla ludzi szukają sposobu na przekształcenie się w lepszych obcych i znajdują go. Zapożyczenia sięgają nie tylko do innych gier lecz także do jednego z moich ulubionych seriali science fiction ostatnich lat. Zagrajcie, a sami się przekonacie co to za serial. Doszukałem się jednej wpadki. Sonda badawcza wysłana przez NASA i przechwycona przez LC nigdy nie miała wrócić do Układu Słonecznego, ale rozumiem, że jest to po prostu zwykłe naciągnięcie na potrzeby fabuły.
Na początku mamy dostęp do dwóch kampanii spośród czterech (LC i ED). Kolejne odblokowują się później. Do trzech stron konfliktu znanych nam z "Earth 2150" dołączyła wg mnie bardzo oryginalna, nowa rasa obcych (Morphidzi), która co ciekawe nie używa w ogóle naziemnych budynków (nie licząc jednostek obronnych, które właściwie budynkami nie są, ale nie mogą się poruszać). Cała armia obcych jest mobilna i w każdej chwili może zmienić miejsce stacjonowania, bez konieczności zaniedbywania i pozostawiania samej sobie jakiejkolwiek jednostki. Podobnie jak starcraftowe Zergi wszystkie ich jednostki są wynikiem ewolucji i klonowania. Z tym, że tak jak wspomniałem, do produkcji nie służą im budynki. Kolejne jednostki produkowane są z poprzednich. Obcy wychodzą z dwóch podstawowych jednostek. Jedna z nich to ogromny organizm latający pochłaniający złoża a druga to mały kroczący robal. W tej formie są bezbronne, lecz ich szybkie klonowanie i ewoluowanie sprawia, że są niezwykle skuteczni w walce, szczególnie jednostki latające, które właściwie w pojedynkę radzą sobie z prawie każdą ilością sił przeciwnych. Moim zdaniem moc floty powietrznej Morphidów jest stanowczo zbyt duża, bo nie zauważyłem w innych frakcjach jednostek, które mogą z nimi konkurować. Niby stworzenie takich jednostek wymaga sporo czasu i surowców, ale musicie mi uwierzyć, że nie jest wielkim problemem stworzenie floty składającej się z pięciu niszczycieli i dwóch krążowników, które nawet najlepiej chronioną bazę zniszczą w czasie niewiele większym niż jedna gołota. Jednak wszystkie rasy mają poważne wady i trudne do pokonania zalety. Mają je także Morphidzi, którzy gdy stracą wszystkie jednostki początkowe, zostaje im tylko to co zdążyli wyprodukować do tej pory i co niektóre jednostki bojowe, zdolne do replikacji, lub powrotu do postaci pierwotnej, co osłabia możliwości obrony. Ale jak już wspomniałem jest to scenariusz mało prawdopodobny. Każda rasa do produkcji jednostek wymaga innych surowców. Tzn. wszystkim starym stronom konfliktu wystarcza kombinacja dwóch typów surowców z pośród wszystkich trzech dostępnych w grze. Obcy to już inna para kaloszy, oni do produkcji używają wszystkich trzech rodzajów surowców.
Same kampanie są stosunkowo krótkie, lecz otrzymujemy rekompensatę w postaci ich ilości. Początkowo wybrałem swoich czyli ED. Praktykują oni stare metody sowietów. Oficerowie niżsi rangą mają często więcej do powiedzenia niż mieliby w cywilizowanym kraju, wszystko jest ukrywane w tajemnicy o której wszyscy wszystko wiedzą. Czasami będziemy celem spisku by ostatecznie wylądować na statku więziennym. W końcu taki jest los co ambitniejszych oficerów w krajach komunistycznych. Z kolei LC, które mieliśmy zaszczyt poznać w poprzedniej części to już wyrafinowana banda wyrafinowanych bab, które używają broni bardzo subtelnych i zaawansowanych technicznie. Korzystając z wielopokoleniowych doświadczeń związanych z pakowaniem torebek, nauczyły się budować bazy w postaci strzelistych wież, co jest znaczną oszczędnością miejsca. UCS to nadal ta sama banda napalonych robotów co zawsze, cybernetyczni potomkowie Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, zapuszkowani w chodzących i latających puszkach na konserwy. Zaczynając drugą kampanię zaczynamy się orientować, że kampanie są prowadzone równolegle. "Ciężka bitwa", o której słyszymy tylko kilka słów od generała ED, jest dla nas wielkim problemem w kampanii LC. I tak na przemian.
|
Nie grałem za dużo w poprzednie części, ale z tego co zauważyłem, nadal gra jest dość rozbudowana i wciąż dąży ku coraz większym możliwościom rozgrywki przy zachowaniu jak najbardziej przyjaznego interfejsu. Oprócz samej produkcji mamy też dostęp do badań naukowych i ulepszeń sprzętu. Lecz z tego co wiem w poprzednich częściach nie było tzw. "bohaterów". Pomysł ten został zaczerpnięty z gier Blizzarda. Bohaterowie są lepiej wyszkoleni i mają dodatkowo inwentarz na znajdowane w boju i otrzymywane od dowództwa przedmioty, zdobywają też doświadczenie, co sprawia, że stają się jeszcze bardziej śmiercionośni. Sterowanie jest banalne, a gdy opanujemy skróty klawiszowe, interfejs umożliwia nam ukrycie niektórych wskaźników na ekranie, co odkrywa sporą część ekranu.
Same misje są dość złożone i nawet ciekawe i często bardzo trudne (to chyba dlatego, że gram na "trudnym" poziomie trudności:), lecz trudność nie wynika raczej z inteligencji przeciwnika, a bardziej z wyrafinowanej liniowości gry. Grze brakuje też trochę dynamizmu. Po przeżyciach związanych "Dawn of War", chyba już nic mnie nie zaspokoi pod tym względem. Czuć za to, że różne jednostki mają różne przeznaczenie. Tak jak np. w "Empire Earth" różne jednostki mają różny wpływ na różne typy jednostek i same też w różny sposób reagują na ataki różnego typu jednostek. Jednak nie jest to aż tak zauważalne jak w "EE".
Gra jest wydana w pełnej, polskiej wersji językowej i nie powiem, żeby pod tym względem była to rewelacja. Kwestie dialogowe są napisane dość mało profesjonalnie. W opisach czasami znajdowałem literówki i błędy merytoryczne. Np. upgrade instalujący w niektórych jednostkach LC działo ultradźwiękowe raz nazywane jest właśnie tak jak nazwałem je przed chwilą a raz nazywane jest działem "naddźwiękowym" co jest zupełnym absurdem, bo dźwięk w jednorodnym środowisku rozprzestrzenia się zawsze ze stałą prędkością, co tyczy się także ultradźwięków. Wydaje się, że autorowi dialogów w ED brak było także obeznania z manierami wojskowymi, szczególnie w bloku wschodnim. Poza tym niski poziom realizacji dialogów. Wydaje mi się, że nawet za 155 lat łączność nie będzie aż tak zaawansowana, by połączenie z powierzchni planety na orbitę odbywało się bez żadnych zakłóceń. Brak jest jakichkolwiek szumów charakterystycznych dla komunikacji na duże odległości. Od razu słychać, że dźwiękowcy zamiast myśleć realnie, poszli na skróty. Oczywiście jeśli do nagrań zastosowali mikrofony za 35 tyś zł , to biję pokłony. Lecz w tym wypadku super czysty dźwięk nie jest tym czego oczekiwałem. Sami lektorzy też nie są najwyższych lotów. Nie wiem dlaczego, ale coś mi się zdaje, że Polacy w ogóle nie mają odpowiedniego temperamentu i polski język nie jest najlepszy do zastosowania w grach komputerowych (i w filmach też). Bardzo podoba mi się muzyka, choć jest mało zróżnicowana. W głównym menu śpiewa nam jakaś milutka białogłowa, a w batalii przygrywa nam dynamiczna muzyka symfoniczna. Ze strony muzycznej produkt prezentuje się prawie rewelacyjnie, po prostu za mało utworów.
Multiplayer to problem, którego Wam nie przedstawię, bo choć jest w grę wbudowany i ponoć jest na bardzo wysokim poziomie to jednak producent postanowił biednego Polaka bez internetu pozbawić dostępu do rozgrywek sieciowych. Aby uruchomić multiplaya należy połączyć się z bazą danych producenta w celu weryfikacji i rejestracji Cdkeya, co dla mnie jest niemożliwe. Można też dokonać rejestracji telefonicznej, lecz dla mnie jest to rozmowa zamiejscowa. Czy nie można było uruchomić chociażby linii 0801? Stawiam zatem pytanie: co jeśli ktoś mimo braku dostępu do netu ma np. domową sieć LAN i chciałby użyć jej do rozgrywki? Uważam, że jest to porażka podobna do instalacji "Half Lifea 2". Być może kiedyś założę stałkę, lecz na razie mogę się jedynie poślinić. Natomiast grałem w skirmisha. I wrażenia mam dość pozytywne. Mapy są bardzo fajne i powiem Wam jedno Morphidzi rulz!!! Dostępnych jest kilka trybów gry o zróżnicowanych zasadach. Nie wiem czy w rzeczywistym multi jest ich więcej, ale to co zastałem w skirmishu właściwie wystarcza do doskonałej zabawy. Nie polecam jednak grać kimkolwiek przeciwko Morphidom, bo będzie to tylko powód do płaczu. Niestety zawodzi AI. Komp na poziomie "trudnym", nawet w ilości 3 vs. 1 nie jest w stanie zbyt wiele zdziałać. Rzadko stosuje dobrodziejstwa wynalazków i upgradeów, potrafi obstawić obroną pół mapy, lecz baza pozostaje bezbonna. Po prostu sobie nie radzi.
Do gry jest dołączony edytor map. Jest on tak prosty w użyciu jak ten ze "Starcrafta". A z tego co wiem daje także możliwość podłożenia tekstur z zewnątrz. Myślę, że ów edytor da tej grze ogromną żywotność w sieci, gdzie gry bez edytorów oddają palmę pierwszeństwa tym z edytorami, nawet jeśli różnica wieku między nimi przekracza 5 lat, a niedługo dochodzić będzie nawet do dekady (mam na myśli "Starcrafta"). Zapewne już można zapuszczać sieci łowieckie na nowe mapy w internecie.
Podsumowując "Earth 2160" jest grą bardzo grywalną. Przyzwoity pomysł i dość dobre wykonanie. Choć kiedyś zapowiadano, że będzie to strategia kosmiczna w stylu Homeworlda, na co z zapałem się nastawiałem to jednak w pewnym sensie nie zawiodła moich oczekiwań, a nawet zrobiła mi kilka miłych niespodzianek. Mimo wpadek można powiedzieć, że jest to bardzo dobry RTS, ale nie rewelacyjny/rewolucyjny. Szczególnie należy zwrócić uwagę na niską cenę.
|
|
|
Plusy:
bardzo dobra grafika
doskonała muzyka
niska cena
ponoć multiplayer
bogactwo ras (tudzież frakcji)
genialna, nowatorska, nowa rasa
zróżnicowanie owych stron
zastosowanie bohaterów z możliwością rozwoju i zbierania lepszego sprzętu, apteczek itp.
swietny edytor map i tekstur
zapożyczenia z klasyków RTS i pewnego wspaniałego serialu
równoległość kampanii sprawiająca, że wszystkie niedopowiedziane kwestie wyjaśniają się dopiero później
jakby nie było udana kontynuacja świetnych RTSów sprzed lat
|
Wysokie wymagania sprzętowe
Niezbyt ciekawe udźwiękowienie dialogów i same dialogi
Błędy w opisach jednostek i upradeów
Odcięty dostęp do multiplaya (jeśli nie ma netu)
Morphidzi mają jednak odrobinę" zbyt silną flotę powietrzną
|
Gatunek: RTS
Cena: 19.90 zł
Producent: TopWare interactive
Dystrybutor: Cenega
Internet: www.championshipmanager.co.uk/
|
Procesor: 2 GHz
Pamięć RAM: 512 MB
Karta graficzna: 128 MB
System: Win ME/00/XP
|
|