« poprzednia | spis treści | następna »  
Fahrenheit
T#M

Na tą grę czekałem już od dłuższego czasu... Właściwie Fahrenheita, już po przeczytaniu pierwszych zapowiedzi, zapisałem na swojej prywatnej liście "must play it". Trailer (o którym pisałem w poprzednim numerze GC) umocnił mnie w przekonaniu, iż premiera coraz bliżej. A teraz, na moim dysku wylądowało demko tak wyczekiwanego przeze mnie tytułu.

Cześć, jestem Edmund. W czym mogę pomóc

Konwencja rozgrywki jest tak prosta, a zarazem tak genialna, że człowiek zaczyna się zastanawiać, dlaczego nikt wcześniej na to nie wpadł? Akcja przedstawiona jest na filmowy sposób. W związku z tym wyrażeniem z pewnością nasuwa się myśl "Zapewne liniowe jak cholera...". Otóż nie! Filmowość w Fahrenheicie objawia się tym, że to, co ma się wydarzyć, na pewno się wydarzy. Gracz o tym wie i musi ze swoimi działaniami się śpieszyć... Ehm, trochę pokręcenie to brzmi, ale pozwólcie, że przybliżę, o co tak na prawdę chodzi w demie.

Wszyskto zaczyna się w małej kawiarence w Nowym Jorku. Gracz jest informowany, że za chwilę wcieli się w ciało młodego człowieka, który popełni morderstwo w ubikacji (niebezpieczne miejsce...). W kawiarence siedzi także oficer policji, któremu za kilka minut zechce się odwiedzić kibelek. To od nas będzie zależeć, co się stanie w międzyczasie.

Proste? Ależ tak! Jesteśmy świadkami wspomnianego już morderstwa (animacja wyraźnie sugeruje, że ktoś inny niż gracz kierował poczynaniami alter ego gracza) i wtedy zyskujemy władzę nad mordercą. Wiemy, że policjant na pewno ruszy się z miejsca, dlatego też, najlogiczniej rzecz ujmując, trzeba zatrzeć ślady, trupa ukryć i wydostać się z kawiarenki nie wzbudzając najmniejszych podejrzeń. Można też inaczej - wybiec od razu, wpadając przy okazji na kelnerkę i zwracając uwagę mundurowego. Tutaj chodzi o ucieczkę z miejsca zbrodni i to powinno zaprzątać graczowi głowę. Mogę się założyć, że to, co zrobimy, będzie miało wielki wpływ na to, jak potoczą się dalsze losy gry.

Prawda, że podobne do GTA3

Nareszcie jest świat, w którym nie musimy zrobić czegoś, żeby coś innego się wreszcie ruszyło. W Fahrenheit czas biegnie nieubłaganie, a to, co ma się stać, stanie się na pewno. Nareszcie :D!!! Właśnie to determinuje wszelkie poczynania. Kiedy obraz na monitorze dzieli się na dwie części i widać, jak policjant zmierza prosto do kibla... Naprawdę można popaść w panikę.

A panika to także element gry. Otóż, nasza postać ma także swoje nerwy, które bardzo łatwo nadszarpnąć. Zaraz po dokonaniu morderstwa gostek wpada w stan depresyjny. Jeżeli będziemy dokładnie zacierać ślady, oraz działać w sposób spokojny, jego stan znacznie się poprawi. Jednak działając zbyt pochopnie, przy okazji na każdym kroku dobijając bohatera co on tak naprawdę zrobił, to facet normalnie się załamie. Nie żebym wiedział, co się wtedy dokładnie z nim dzieje, ale sprawdziłem - do takiego stanu można go doprowadzić :).


Sterowanie w tej grze jest bardzo proste, chociaż z początku mozna się pogubić. Przy pierwszym uruchomieniu gry, kiedy odkryłem już, że do poruszania się służą strzałki, po całej klawiaturze szukałem jakiegokolwiek przycisku odpowiedzialnego za akcję. Olśniło mnie, kiedy dokładniej przyjrzałem się ikonkom akcji - trzeba wykonać odpowiedni ruch myszą z naciśniętym lewym przyciskiem, żeby coś zrobić. Jak dla mnie bomba! W normalnych sytuacjach nie zdarzy się pomyłka, bo można spokojnie spojrzeć co i jak, ale kiedy w pewnej chwili czas zaczyna biec, a ty musisz podjąć decyzję, którą akcję wykonać, to można się pomylić. Po prostu gracz w pełni panuje (bądź też nie) nad poczynaniami bohatera gry. Komuś może się to nie spodobać, i owszem. Ale zapewniam, że po kilku chwilach obcowanbia z grą nie tylko da się przyzwyczaić do takiego sterowania, ale też staje się ono intuicyjne. Ja już wspomniałem, że bardzo mi się takie sterowanie podoba.

Stefan, znowu wypiłeś za dużo...

Jak każda gra, tak i Fahrenheit nie jest bez wad. Grafiką raczej z najlepszymi konkurować nie może. Postacie są kanciaste, niemal sztuczne - poza twarzą nie są zbyt ładnie dopracowane. A samochody to najzwyklejsze pudła, którym nawet się koła przy jeździe nie poruszają. W grze wykorzystany został montion capture, więc wszyscy poruszają się bardzo "naturalnie". Poza tym, historia prowadzi zawsze do jednego - znalezienia ciała. Nieważne jakbyś się starał, czy je gdzieś chował, zmywał ślady krwii - kiedy gliniarz wejdzie do kibla, to tak jak już by znalazł denata. Graczowi pozostaje tylko ucieczka. Denerwowac i to bardzo może długość wersji demonstracyjnej. Kiedy już oswoimy się z tym, że możemy coś pominąć, czegoś nie robić, to zostaje ogromny niedosyt. To tak, jakby ktoś pozwolił ci zjeść malutki kawałeczek tortu, a całą resztę sam by zjadł. Na towich oczach. O tak... Okropna tortura... Ehm, o czym to ja...

Szefie... 30 gr. na chleb mi brakuje...

Autorzy, tworząc demko, poza samą próbką gry zdecydowali się także dołożyć jeszcze dwa trailery - jeden reklamujący grę, a drugi z rodzaju "making of". Ciekawy dodatek, nie powiem. Szczerze mówiąc, brakuje mi takch rzeczy w innych wersjach demonstracyjnych. Więc za to twórcy Fahrenheita otrzymują ode mnie plus :)

Już bez zbędnego lania wody - na grę nie tylko warto czekać, ale także warto w nią zagrać. A fanów przygodówek chyba namawiać nie będę musiał długo?


PLUSY: fabuła
sposób rozgrywki
filmowość (NIE liniowość)
bonus w postaci dwóch trainerów
krótka
za krótka...
Producent: Quantic Dream
Dystrybutor: Atari
Internet: http://www.atari.com/fahrenheit
Procesor: 1 GHz
RAM: 256 MB
Grafika: 64 MB
System: Win 98/Me/2000/XP

« poprzednia | spis treści | następna »