Recenzje

 

Producent Jerry Bruckheimer wie jak zarobić duże pieniądze, ale jedynym naprawdę dobrym wyprodukowanym przez niego filmem jaki pamiętam byli "Piraci z Karaibów". Reszta to same średniawki ("Król Artur", "Bad Boys", Bad Company", "Pearl Harbour"). Mimo to jest jednym z najlepiej zarabiających producentów. Dzieje się tak pewnie dlatego, że swoją kasę wykłada na produkcje o popularnym w danym czasie temacie. Ludzie chcą komedii animowanych? Proszę bardzo - "Kangur Jack". Pragną dzieł historycznych? No to "Król Artur". Może nic bym nie miał przeciw temu, gdyby nie fakt, iż filmy te są zazwyczaj spartolone i mało pomysłowe. Gość nie inwestuje w niepewne (czyt. bardziej ambitne, innowacyjne) filmy.

Podobnie jest ze "Skarbem Narodów" będącym przedmiotem tejże recenzji. Film zrzynający ze wszystkich najlepszych produkcji przygodowych i cierpiący na brak nowych pomysłów stał się hitem (szczególnie w USA)...

"Skarb Narodów" opowiada historię Benjamina Franklina Gatesa (zwany dalej Benem Gatesem :)), poszukującego zaginionego skarbu Templariuszy. Gdy odnajduje pierwsze wskazówki dotyczące jego umiejscowienia zostaje zdradzony przez towarzyszy i o mały włos, wraz z przyjacielem, uchodzi z życiem. Następnie Ben Gates kradnie Deklarację Niepodległości USA (!!!) i wieje, by sprawdzić, czy na jej odwrocie znajduję się mapa prowadząca do skarbu. Ben wplątuje w to wszystko piękną panią Abigail. Przez większość filmu obserwujemy jak Ben boryka się z kolejnymi wskazówkami torującymi drogę do legendarnego skarbu. Trzeba przyznać, że są one całkiem pomysłowe, choć czasem przesadnie naciągane. Autorzy filmu wskazówek doszukali się nawet na amerykańskim dolarze. Twórcy jednak moim zdaniem nieco przegięli ze schodami prowadzącymi głęboko pod ziemię. Niewiarygodny był ich stan i fakt, że w ogóle jeszcze trzymały się kupy, biorąc pod uwagę ich wiek. Może czepiam się na siłę, ale od tego chyba mam być :).

Dzieło Jona Turteltauba jest bardzo efektowne. Widowiskowe pościgi (zarówno piesze jak i samochodowe), wybuchy i wyżej wspomniane solidnie wykonane schody do wnętrza ziemi sugerują, że Bruckheimer nie poskąpił kasy na tę produkcje ;). Aktorzy to osoby znane i lubiane. W rolę Bena Gatesa wcielił się Nicolas Cage znany z takich produkcji jak "Lot Skazańców", "60 Sekund", czy "Oczy Węża". W rolę doktor Abigail wcieliła się piękna Diane Kruger znana z "Troi". Mamy tu też Seana Beana, Jona Voighta i wielu innych aktorów znanych z filmów nastawionych na zysk. Gra wyżej wymienionych nie zachwyca, ale też nie odrzuca. Ot, takie przeciętne granie.

Fabuła przeciętna, gra aktorska też. Do tego wszystkiego dochodzi też muzyka. Może nie miałbym nic przeciw niej, gdyby nie fakt iż w większości produkcji Jerry'ego B. mieliśmy możliwość usłyszenia bardzo podobnych kawałków (połączenie disco i techno, chyba).

Jak już wspomniałem na początku, w filmie mamy same wytarte już schematy. Klasyczna fabuła, klasyczny intryga, klasyczne (i wiadome już na początku filmu) zakończenie. Jon Turteltaub stworzył typowy film przygodowy. W filmie jest nieco humoru, za co chwała twórcom. Może nie jest on najwyższych lotów, ale wystarczy.

W sumie film możecie zobaczyć, ale raczej się nim nie zachwycicie (wyjątkiem w tej produkcji jest Diane Kruger - tu macie pełne prawo się pozachwycać ;)). Taki tam film, który pomoże przetrwać w oczekiwaniu na kolejną część niezastąpionego Indiany Jonesa. Panu Bruckheimerowi życzę lepszych filmów i czekam na "Piaratów z Karaibów 2" jego produkcji :).

 

»Ocena: 6/10

 

»Autor: Mielonek