|
Przemoc wywołuje w nas mieszane uczucia. Z jednej strony stronimy od niej, jeżeli ktoś chce zastosować ją wobec nas. Z drugiej strony chętnie stosujemy ją na innych, a najlepiej słabszych. "Pręgi" odniosły sukces w Polsce, na podróż po laury za granicę zabrakło mu trochę w jakości. U nas zachwycano się brutalnością w jej jednej z najgorszych wydań, może to i dobrze, że za granicą po prostu film odepchnięto.
"Pręgi" to opowieść o Wojtku. Opowiada on nam swoją historię dzieciństwa. Był wychowywany przez ojca, ponieważ matka zmarła gdy Wojtek był małym chłopcem. Niestety wyraźnie widać, że ojciec pedagogiem nie jest i dopuszcza się poniżania i znęcania się nad synem. Ten go za to nienawidzi, zrobiłby chyba wszystko aby było inaczej.
Pierwsza połowa filmu zrobiła na mnie wstrząsające wrażenie. Film osadzony w realiach przełomu lat '70 i '80 XX wieku, ale jedynym wyznacznikiem tego jest chyba tylko muzyka, np. zespołu "Lady Punk". Straszny jest fakt relacji Wojtka z ojcem. Ojciec bije go i poniża, ale jednocześnie zdajemy sobie sprawę z tego, że to jest jego sposób na miłość, darzy syna uczuciem, tylko kompletnie nie umie tego wyrazić. Powtarza w kółko, że jeżeli nie on, to życie da mu w kość. Chce zrobić ze swojego syna mężczyznę. Twardego chłopa, który gdy trzeba to były i cwany i silny psychicznie i nie dawał sobą pomiatać. Niestety efekt jest odwrotny od
zamierzonego. Wojtek jest raczej skryty w sobie i wręcz panicznie boi się ojca. O dreszcze przyprawia scena, w której w
łazience ojciec myje się, a Wojtek wspiął się wysoko pod sufit tak aby jego rodziciel go nie zauważył. W nienaturalnej pozie marzył o tym, aby jego ojciec już sobie poszedł.
Zasługą filmu jest głównie aktorstwo. Jan Frycz wcielił się w rolę sadystycznego ojca i zrobił to tak przekonywująco, że on sam wzbudza w nas pogardę, lub strach. Zresztą cała postać ojca jest przedstawiona bardzo realnie, nie ma tu żadnego błędu, żadnego nieporozumienia. Frycz ma być ostry i taki jest, w niektórych sytuacjach ma być łagodny i też mu to świetnie wychodzi. Na pewno należy zaliczyć mu tą rolę do jednych z najbardziej udanych i godnych do powtarzania.
Młodego Wojtka zagrał Wacław Adamczyk, dla którego był to debiut aktorski, ale za to jakże udany. Zresztą w wielu filmach to właśnie te debiuty aktorów jako dzieci są bardzo przekonywujące. Szczerze powiedziawszy naprawdę niejeden aktor mógłby się uczyć od młodego Wacława jak powinno się grać w filmach. Niestety jest u nas w kinematografii polskiej grupa aktorów, którzy myślą, że osiągnęli wszystko i wszystko im wolno, wraz z popełnianiem błędów w warsztacie.
W "Pręgach" zauważyć też można Michała Żebrowskiego (w roli dorosłego Wojciecha), który w ostatnich latach stał się niemal najbardziej rozchwytywanym aktorem w Polsce. Szkoda tylko, że jego rola w "Pręgach" była po prostu zwyczajna. Czasami miałem wrażenie, że on tu nie pasuje, jego krzyki były jakieś sztuczne i nierealne. Możliwe więc, że popełniono błąd w obsadzeniu roli Wojciecha. Od Żebrowskiego jednak wymagałbym czegoś więcej. Jest to aktor z doświadczeniem, warsztatem i oczekiwałbym od niego ról nie tyle poprawnych i dobrych, co wybijających się ponad przeciętną.
Zaintrygowała mnie natomiast Agnieszka Grochowska, wcielająca się w Tanię. Za dużo o jej aktorstwie powiedzieć nie można, bo wydaje mi się, że rola w "Pręgach" nie dała jej rozwinąć skrzydeł, ale wyraźnie zaciekawia widza i jeżeli tylko będę mógł to z chęcią zobaczę jakiś inny jej film.
O czym tak naprawdę są "Pręgi"? O przemocy w rodzinie, o miłości, wychowaniu? Na pewno też. Dla mnie jednak kolejnym zaskoczeniem jest ukazanie tego jak przemoc w młodym wieku oddziaływuje na nasze dalsze życie. Zwróćcie uwagę na to jaki jest dorosły Wojtek, jak się zachowuje, jakie są jego emocje. I to uważam za największy plus filmu. Ale jednocześnie za największy minus uważam zakończenie. Jest niedopracowane, film urywa nagle i niespodziewanie. W pierwszej chwili pomyślałem, że to może jakiś błąd techniczny, ale gdy zobaczyłem napisy końcowe to wpadłem w osłupienie, że można tak zakończyć produkcję. No cóż, w sumie to też jest
jakaś innowacja, ale czy taka słuszna?
Jak na polskie warunki to "Pręgi" zdecydowanie wybijają się z tłumu, porównując je do kina światowego też nie wypadają najgorzej. A zobaczyć na pewno warto.
»Ocena:
7+/10
»Autor:
|