|
| Recenzje |
|
|
Recenzji tego filmu miałem zamiar wogóle nie pisać. Bo czy jest wśród nas, kinomanów, osoba
która go nie widziała? Szczerze w to wątpię. Jednak w pewnym momencie moje myśli spoczęły
na początkujących widzach. Postanowiłem, że napiszę recenzję ze względu na nich. Bo jak
można uważać się za kinomana i nie znać "Leona"? Dzisiaj obraz jest już klasykiem i zalicza
się go do największych dzieł światowej kinematografii. Jest to również jeden z pierwszych
filmów, dzięki którym pokochałem kino. A wiadomo, że pierwszy raz jest zawsze najlepszy...
Tytułowy Leon (Jean Reno) jest płatnym zabójcą. Nie jest jednak zwykłym "sprzątaczem", jak
sam siebie nazywa. Pije jedynie mleko, zaś do jego ulubionych zajęć zalicza się podlewanie
ukochanego kwiata. Pewnego dnia poznaje Matyldę - nastolatkę z pokoju obok. Matyldzie nie
wiedzie się zbyt dobrze - ojciec ją bije, ma wstrętną macochę, nienawidzi również swojej
przyrodniej siostry. Jedyną osobą, którą darzy miłością jest jej czteroletni braciszek.
Ojciec Matyldy utrzymuje rodzinę z przechowywania narkotyków dla Normana Stansfielfda
(Gary Oldman). Niestety nie wszystko idzie zgodnie z planem i Norman zmuszony jest
go zabić. Przy okazji wybija również prawie całą rodzinę - w tym czteroletniego chłopca.
Jedyną osobą, która pozostała przy życiu jest Matylda. Leon bierze ją pod swoją opiekę, zaś
ona proponuje mu układ - będzie myć, prać, gotować, nauczy go pisać i czytać; on zaś nauczy
ją "sprzątać". Początkowo Leonowi pomysł nie przypada do gustu, jednak z czasem przekonuje
się do niego.
Nie zdradzę Wam, drodzy Czytelnicy dalszej części fabuły, jednak zapewniam, że jest bardzo,
bardzo ciekawa. W ogóle fabuła jest jedną z mocniejszych części tego obrazu. Świetna jest
szczególnie końcówka, jednak oczywiście jej nie zdradzę.
Luc Besson przełamał tym filmem cały kanon filmów sensacyjnych. Do momentu powstania "Leona"
film sensacyjny składał się z wielu strzelanin i błachej fabuły. Besson pokazał, że kino
sensacyjne może być okazją do pokazania czegoś więcej. Wplótł do filmu motywy miłości,
zaufania, odpowiedzialności. I żeby nie było - zrobił to w sposób mistrzowski.
Besson napisał również scenariusz, jeden z lepszych, jakie kiedykolwiek powstały. Trzeba
jednak poznać go samemu, najlepiej w ciszy i spokoju, aby oddać się przemyśleniom.
Doskonale wiem, że przytoczenie kilku kwestii nie przekaże Wam
geniuszu scenariusza, jednak nie mogę się powstrzymać. Tak więc rozmowa Matyldy z Leonem, podczas której przekonuje go,
aby nauczył jej krwawego fachu (pisane z pamięci, więc mogą być błędy):
"Leon, wiem, że jeśli ich nie pomszczę, umrę... A ja nie chcę umierać", lub tekst Leona wypowiadany do pewnego
grubego gangstera:
-Zrozumiałeś?
-Tak
-Powiedz to
-Zrozumiałem
-Dobrze
Kilka słów o aktorach, którzy są wręcz wyśmienici. Dla Jeana Reno jest to rola życia, nie
przypominam sobie, aby stworzył lepszą kreację. Przynajmniej dla mnie już na
zawsze pozostanie gansgterem z zasadami. Świetnie wypada również Natalie Portman.
Nikt nie spodziewał się, że debiutująca, młoda aktorka potrafi tak dobrze zagrać. To
właśnie dzięki roli w "Leonie" zaskarbiła sobie serca publiczności i zdobyła popularność.
Również dobrze zagrał Gary Oldman. Jego kreacja lekko zwariowanego gangstera,
słuchającego Beethovena jest jedną z lepszych w jego karierze.
Muzyka świetnie podtrzymuje klimat "Leona". Genialny jest zwłaszcza utwór końcowy. Co
wrażliwszemu widzowi nie pozostaje nic innego, prócz wzruszenia. A czasem i płaczu, co
zdarzyło się również mi (ostatnimi czasy bardzo często płaczę na filmach...).
Mimo geniuszu i nowatorstwa tego filmu nie dostał on żadnego Oscara. Ale to nic! Nie
dostał nawet nominacji do zdobycia statuetki. Do dziś nie rozumiem tej wpadki, bo jak widzę
gdy Oscara dostaje taki Eminem to krew zalewa mi mózg. Co prawda zdobył wiele nagród
min. Czeskiego Lwa dla najlepszego filmu, jednak Oscar, to zawsze Oscar. Mam nadzieję, że
panowie z Hollywood będą kierowali się zdrowym rozsądkiem przy rozdawaniu swoich nagród.
Mam nadzieję, że wystarczająco zachęciłem Was do obejrzenia tego dzieła. Rekomendacją może
być również fakt, że należy on do ścisłej czołówki moich ulubionych filmów, zaraz obok
"Pulp Fiction", "Forresta Gumpa", czy "Skazanych na Shawshank". Powiem po prostu: jeśli
nie widziałeś jeszcze "Leona", to najwyższy czas, aby to nadrobić, gdyż jest to jeden z
najlepszych filmów, jakie znam.
PS. Możliwość zakupienia oryginalngo "Leona" dała mi firma Monolith, która wydała go na VCD
za jedyne 10 zł. Film zawarty jest na 2 płytach, opakowanie zaś to DVD Box. Do znalezienia w
supermarketach (warto tam chodzić, zdobyłem dzięki nim min. Piąty Element (DVD) za 10 zł,
Czas Apokalipsy: Powrót (rówmnież DVD) za 11 zł, ostatnio widziałem zaś Opętanie (nie
pamiętam w jakim formacie) również za dyszkę). [Zabrzmiało jak reklama, albo filmowa wersja produktu placebo... -
Dishman]
»Ocena:
10/10
»Zalety:
+ Gra aktorska
+ Scenariusz
»Wady:
- Nie stwierdziłem
»Autor:
|
|