Ponad przeznaczeniem - koniec


Rozdział 1

Właśnie skończyłem studia i postanowiłem odwiedzić moją babcię, która mieszka w mieście Dinais leżącym niedaleko miasteczka wypoczynkowego Silent Hill. Te moje rozsterki z samym sobą, może to przez to, że straciłem ojca, który jak każdy policjant próbował zniszczyć miejscowy gang, wystarczy jedna kulka w plecy i człowiek traci życie na zawsze. Szkoda, teraz jeszcze te sny, oby nic się nie wydarzyło, obym się mylił i nie stracił także jej, Bety, mojej dziewczyny.
- Kochanie, przecież to nie koniec - ze łzami w oczach staram się pocieszyć zdenerwowaną Bety, może nie powinienem jej mówić o tych snach
- Wiem, wrócisz, idź już, bo się spóźnisz - jak zawsze, moja dziewczyna nie wierzy w snyi przeznaczenie, taka już jest
Musiałem jej jeszcze pomachać żeby się nie martwiła i po chwili znalazłem wolne miejsce w poruszającym się coraz szybciej pociągu, postanowiłem się przespać i wszystko byłoby w porządku gdyby coś nagle nie wybudziło mnie ze snu, był to Indianin wymawiający słowa brzmiące mniej więcej tak:
"Nie jedź tam, wysiądź z tego pociągu, to miasto na ciebie czeka, wysiądź"
Tak samo szybko jak się pojawił, tak zniknął jakby we mgle, dalej było normalnie, zbyt normalnie, do tego momentu, widziałem tylko jak pociąg został wykolejony, a już po chwili leżałem na plecach przygnieciony jakąś walizką. Ocknąłem się dopiero po kilku godzinach, nikogo tam już nie było, czyżbym miał niebywałe szczęście, a co jeśli to szczęście w nieszczęściu. Nic, trzeba się dowiedzieć gdzie jestem. Wybiegłem szybko z pociągu i spojrzałem na szyld stacji, pisało na nim:
"Witamy w Silent Hill"
I znów, znów straciłem poczucie czasu, widziałem jedynie cienie otaczające moją osobę, ale to był na pewno sen, dlatego że z całą pewnością leżałem nieprzytomny. Nagle obudziłem się w innym miejscu i zobaczyłem go, dziwnie ubranego mężczyznę podszywającego się pod księdza:
- Gdzie ja jestem - zapytałem
- W kościele Silent Hill - gość odpowiedział zachrypniętym głosem
- Co ja tu robię? - chcę dowiedzieć się więcej, w końcu jakoś musiałem tu trafić
- Znalazłem cię wczoraj, jesteś jedyną osobą, która przeżyła wypadek pociągu - jakby ze strachem na twarzy dziwna postać udziela mi odpowiedzi
- Ale ja muszę jechać - przekrzyczałem wypowiadającego jakieś słowa księdza, a może to nie ksiądz
- Stąd nie ma wyjścia - czy on musi odpowiadać w ten sposób, chyba tak
- Nawet jeśli uciekniesz on cię znajdzie - dodaje facet w czerni, który coraz bardziej przestaje wyglądać jak prawdziwy ksiądz
- Kto? - on mówi on, ja chcę wiedzieć: kto
- Nikt go nie widział i nikt się mu nie sprzeciwił - znów niejasności, czyżbym się nie mylił, czyżbym miał zostać zniszczony przez miasteczko Silent Hill
- To kościół, ale pan nie jest księdzem - musiałem to powiedzieć, nie lubię kiedy ktoś mnie oszukuje, ale z drugiej strony on nie powiedział, że jest księdzem
- Prawda - odpowiedź dobra, ale czy aby na pewno zadowalająca, nie
- W takim razie kim pan jest? - dobre pytanie, liczę na dobrą odpowiedź
- Człowiekiem takim jak tym, a to miejsce to jedyne bezpieczne schronienie - chyba go wystraszyłem tymi pytaniami, ponieważ kiedy tylko udzielił odpowiedzi wyszedł na zaplecze
- Idę się przespać i tobie też to radzę - dodał tylko otwierając drzwi do swojego pokoju, zaraz dlaczego swojego skoro to nie on jest tu gospodarzem, w takim razie kto, tu nic się nie dowiem
Miałem rację, uciekłem z tego miejsca, byłoby zbyt niebezpiecznie pozostać tam, licząc na to iż dojdę do Dinais starałem się pokonać te kilka kilometrów drugi, był to jednak daremny trud, po wielu godzinach syzyfowej wędrówki usłyszałem coraz silniejszy trzepot skrzydeł zbliżający się w moją stronę.
- Co jest do cholery - pomyślałem
To zaczęło się zbliżać coraz szybciej, a ja nie wiedziałem czy dobrym pomysłem jest ucieczka.
- Zostaw go - usłyszałem głos krzyczący w stronę już widocznej skrzydltej bestii
- Nie rozumiesz jak się do ciebie mówi, poczwaro - dodał starszy mężczyzna ze strzelbą, którego sylwetkę dostrzegałem już dość wyraźnie
Facet oddał kilka strzałów po czym zbliżył się do mnie, upewnił się czy wszystko jest w porządku i zaczął zadawać pytania:
- Co tu robisz, nie powinieneś tu być?
- Jechałe... - chciałem odpowiedzieć, ale on mi przerwał
- Nic nie mów, coś się zbliża - staruszek ostrzegł mnie szeptem
W naszą stronę zbliżał się kolejny potwór, tym razem wyglądał jak pies, tak, dokładnie jak pies.
- Ja go wykończę, uciekaj chłopcze - facet starał się mnie odciągnąć, na marne
- Ale ja nie mogę pana zostawić - odkrzyknąłem, nie chciałem mieć kolejnej osoby na sumieniu
- Cholera, zacięło się - krzyknął zdenerwowany staruszek
Było już za późno, on umarł, byłem za daleko, po co go słuchałem, ten pies go pogryzł i poszarpał mu skórę, mogłem wysłuchać jedynie jego ostatnich słów:
"Mówiłem uciekaj, czy ty nigdy nie słuchasz nikogo, smarkaczu"
Wstałem znad ciała, nie chciałem na to patrzeć, myślałem, że mam szansę powrócić do domu, ale także i to było moim błędem. Znów opuściły mnie siły, a kiedy się obudziłem poczułem jakbym był w innym miejscu, okropnie ciemnym, zimnym i te kraty rozciągające się do okoła, dziwne uczucie. Przeszedłem parę kroków i zobaczyłem wyłaniającą się z ciemności stację beznynową, to była moja ostatnia nadzieja. Wchodząc do środka potrąciłem niechcący wazon co usłyszał mężczyzna siedzący w głębi ciemności pomieszczenia.
- Kto tam? - zapytał
- Chciałem przenocować - odpowiedziałem
- Przenocować, ach tak - wyłaniający się z mroku facet odpowiadział bardzo wysokim głosem
Strach znów mnie ogarnął, jego twarz była cała poparzona, ciekawe jak to się stało, muszę zapytać:
- Co się panu stało?
- To długa opowieść - odpowiedział jak domniemam właściciel stacji
- Mamy przecież całą noc - z zainteresowaniem zachęciłem go do opowiedzenia historii swojego życia
- A więc ci opowiem - z uśmiechem poinformował mnie po czym ze łzami w oczach zaczął nawijać:
"Urodziłem się w Silent Hill i pamiętam moje dzieciństwo w tym mieście, było piękne, a całe Ciche Wzgórze zadziwiało turystów, którzy zjeżdżali się tu co roku. Niestety, kiedy skończyłem 16 lat w mieście pojawiła się sekta pod władzą Niemki o imieniu Helga. Według większości ludzi z miasta nie byli groźni, aż do czasu. Do czasu aż prawie wszyscy należący do sekty popełnili zbiorowe samobójstwo przez podpalenie pomieszczenia, w którym się znajdowali, a Helga uciekła z całym majątkiem jaki oddali jej wyznawcy. Ja byłem wśród nich i jako jedyny przeżyłem. Od tego momentu w miasteczku zaczęły się dziać dziwne rzeczy, a ludzie po pewnym materiale pokazanym w telewizji przestali nas odwiedzać. Tylko niektórzy entuzjaści mocnych wrażeń oraz ci którzy zapomnieli lub nigdy nie poznali historii Silent Hill nadal wpadają tu co roku. Krąży plotka, że żaden z nich nie wraca do miejsca z którego przybył, a duchy umarłych członków sekty spychają ich do bram piekła. To oczywiście tylko plotka."
Tymi słowami właściciel stacji benzynowej zakończył przerażającą historię Silent Hill.
- A te stworzenia? - zapytałem
- Jakie stworzenia? - właściciel jakby coś ukrywał, ale może to tylko moje przypuszczenia
- Skrzydlate istoty, które zaatakowały mnie i tego starszego faceta - stwierdziłem
- Jesteś zmęczony, to musiało ci się przewidzieć, prześpij się - mężczyzna ze stacji stara się coś przede mną ukryć, tylko co
Pomimo niepokoju poszedłem za namową właściciela stacji i położyłem się spać, niestety po kilku godzinach wybudziła mnie dziwna rozmowa:
- On za dużo wie, musimy go zabić, wyjawiłeś mu naszą tajemnicę
- Ale, on nie jest winny, nic go z nami nie łączy, on znalazł się tu przez przypadek
A to ci dopiero, nie mam wyboru, chwyciłem za broń leżącą na biurku obok drzwi sąsiedniego pomieszczenia i rzuciłem się w stronę wyjścia.
Niestety, mężczyzna ze stacji usłyszał moje kroki, coś krzyczał, ale nie byłem w stanie usłyszeć co, jedyne co udało mi się zrozumieć to słowa: "Uciekaj chłopcze"; i to właśnie zrobiłem, nie zastanowiłem się nawet jakie mam szanse. Biegłem w stronę światła latarni, ale zatrzymał mnie odgłos strzału z pistoletu i słowa kobiety, która wcześniej romawiała z właścicielem stacji:
"To już koniec Gorge, dlaczego to nam zrobiłeś?"
Widać historia ta była dość mocno naciągana, a sekta wcale nie opuściła miasta. Być może uda mi się uciec, siły mnie upuszczają, dobiegnę przynajmniej do latarni. Udało mi się, najdziwniejsze było jednak to, że tóż obok niej stała mała dziewczynka.
- Co tu robisz? - zapytałem ze zdziwieniem
- Ja tu tylko stoję - ze strachem w oczach odpowiedziała dziewczynka
- Ale dlaczego tu stoisz? - zadałem kolejne pytanie
- Czekam na tatę, on gdzieś tu jest, szuka mnie - mała udzieliła mi kolejnej odpowiedzi
- Jak się nazywasz dziecko? - nadal próbuję się czegoś dowiedzieć
- Nie pamiętam - dziewczynka znów odpowiedziała, z jeszcze większym strachem w oczach, te jej oczy, są takie podobne...
Nie mija chwila, a miasto znów staje się zamglonym i dobrze mi znanym Silent Hill, chciałem zabrać dziewczynkę, ale kiedy się odwróciłem już jej tam nie było, jedyne co zobaczyłem to tego policjanta.
- Proszę pana, co tu się dzieje? - nieświadomy zagrożenia zadałem pytanie
Po chwili zdałem sobie sprawę, że ciągnący się w moją stronę osobnik nie jest człowiekiem, zacząłem strzelać z magnum, które zwinąłem z biurka na stacji, to jednak nic nie dało.
- Nie podchodź - krzyknąłem myślac, że to go wystraszy
Już myślałem, że zginę, ale w tej samej chwili bestia dostała strzałą z kuszy od nieznajomej postaci.
- Poczekaj, kim jesteś? - starałem się zagadać osobę, która mnie uratowała
Niestety nie udało mi się, a jedyne co zobaczyłem to jej sylwetkę znikającą we mgle.
- To dziewczyna, piękna dziewczyna - mruknąłem pod nosem
Mgła się rozproszyła, a zamiast tej pięknej dziewczyny pojawił się kolejny kościół, może nie powinienem ryzykować, ale ruszyłem prosto do środka. Mam zaufanie do Boga i księży, mam nadzieję, że to mi pomoże. Byłem już prawie w środku, ale usłyszałem czyjś krzyk oraz wołanie o pomoc. Czym prędzej ruszyłem w stronę, z której dobiegał głos. Kiedy już tam byłem zobaczyłem dziewczynę i atakującego ją potwora-policjanta.
- To ona, dziewczyna, która mnie uratowała - pomyślałem
- Zostaw ją, rozwalę cię popaprańcu - krzyknąłem aby odwrócić uwagę bestii
Oczywiście lekko przygłupie monstrum odwróciło się od niej i zaczęło pełznąć w moją stronę, wyjąłem z kieszeni magnum, w którym były jeszcze cztery naboje i zacząłem strzelać, został mi ostatni nabój w magazynku, już myślałem, że to może być dzień mojej śmierci, ale okazało się, że to właśnie ten nabój pozbawił bestii życia. Zginął tak jak mój ojciec, od strzału w plecy. Nie to jednak było w tej chwili ważne, dlatego że postanowiłem zatrzymać tajemniczą laskę, która była gotowa ponownie uciec:
- Poczekaj, kim jesteś? - krzyknąłem zadając jeszcze raz to samo pytanie
Już myślałem, że jej nie ma, ale po chwili niepewności odwróciła głowę w moją stronę i podbiegła do mnie.
- Nazywam się Jasmina - oznajmiła mi już mnie tajemnicza i bardzo ładna dziewczyna
- Co ty tu robisz? - zapytałem zaniepokojony
- Miałam spędzić wakacje, ale kiedy przyjechałam zaczęły dziać się dziwne rzeczy - z coraz większą chęcią Jasmina zaczęła odpowiadać na moje pytania
- Jakie rzeczy? - musiałem o to zapytać
- Miasto było opuszczone, a jedynyni jego mieszkańcy to te bestie - widać, że dziewczyna lubi ciekawe konwersacje
- Musimy stąd uciec - chciałem ją wyciągnąć z tego miasta, sam nie wiem dlaczego, ona nie może tu pozostać
- Zgadzam się z tobą - przynajmniej w tej kwestii nie musiałem podejmować z nią dyskusji
- A co jeśli nas zabiją? - no może nie do końca, bo strach w oczach Jasminy narastał, to dziwne, spędzała tu wakacje, skąd w takim razie tak celnie potrafi strzelać z kuszy, ciekawe
- Nie zabiją, jesteś ze mną - chyba zostałem przez coś opętany, normalnie w życiu nie powiedziałbym czegoś takiego
Już miałem chwycić ją za rękę, ale nad miastem pojawiły się okropnie wyglądające chmury, a zamiast mgły zrobiło się bardzo ciemno, tak jak wcześniej kiedy trafiłem na stację benzynową. Jasmina jak i wiele rzeczy w mieście zniknęła, kolejny raz zostałem w coś wciągnięty.
- Gdzie ona może być? - pomyślałem o Jasminie, tylko o niej myślałem, o niczym innym
Potem po głowie zaczęły chodzić mi już jedynie słowa tego Indianina:
"Nie jedź tam, wysiądź z tego pociągu, to miasto na ciebie czeka, wysiądź."

SZPITAL W SILENT HILL - DZIEŃ PÓŹNIEJ

- Jest w szoku, proszę podać mu leki uspokajające - po przebudzeniu usłyszałem jedynie te słowa wypowiedziane przez kobietę ubraną na biało
- Gdzie ja jestem? - zapytałem
- W szpitalu Silent Hill - odpowiedziała Marta, tak miała przynajmniej napisane na plakietce, kto ją tam wie
- Co ja tu robię? - chyba nadal nie wierzę w to co widzę, a co jeśli kolejny raz zostałem otumaniony przez moce tego miasteczka
- Znaleziono pana po tym wypadku - jakoś nie mogę do końca pojąć o co w tym wszystkim chodzi
- A te bestie, dziewczyna, czym oni byli? - kolejne pytanie, pewnie brak odpowiedzi
- Był pan w szoku, tam nic nie było, znaleziono pana obok wraku pociągu, tylko pan przeżył - czyżby to był sen, czyżbym naprawdę miał cholerne szczęście, mam nadzieję, że tak
Tak, opuściłem to miejsce, wróciłem do dziewczyny, do dawnego życia, zło jednka nie dało mi odejść...

DWA LATA PÓŹNIEJ

..., nękają mnie koszmary dotyczące tamtego miasta, dotyczące Silent Hill.
- Nie ruszaj jej - krzyknąłem
- Pomóż mi, wyciągnij mnie stąd - Jasmina wołała do mnie coraz głośniej
To był tylko sen, wszystko przepadło, obudziłem się.
- Co się stało? - Bety zamartwiona o mnie zadała pytanie
- Znów miałem ten sen, widziałem ją, potrzebowała pomocy, a ja nie potrafiłem jej pomóc - odpowiedziałem chyba w pełni wyczerpująco
- Tamte wydarzenia i to, to tylko sen, zrozum - Bety starała się mnie uspokoić, na daremne, czułem, że coś się ze mną dzieje, nie chciałem jej jednak tym martwić
- Tak, to tylko sen - wypowiedziałem słowa, w które ja sam nie potrafię uwierzyć

Rozdział 2

"Widziałem to miejsce w moich najgorszych snach, a teraz tu jestem, minęło kilka lat od tych wydarzeń, a ja nadal nie potrafię odpowiedzieć co takiego urzekło mnie w tym miejscu, ot zwykłe szare miasteczko jak wiele innych, ale jest jedno co różni je od innych, to tajemnica, która tkwi w jego sercu, Silent Hill urzekło mnie swoją tajemniczością do tego stopnia, że straciłem wszystko, rzuciła mnie dziewczyna, moje życie rozpadło się, a bliscy odwrócili się ode mnie ze strachu, iż zwariowałem. Tylko ja wiedziałem, że Ciche Wzgórze jest tym czego szukam, ono jest moim przeznaczeniem, to miasto żyje we mnie."
Teraz stoję przy bramie prowadzącej do niego, nic nie jest w stanie mi przeszkodzić, aby wejść tam i skończyć to co rozpocząłem kilka lat temu. Miasto wygląda dokładnie tak samo jak cztery lata temu, jest spowite białą otoczką i nie słychać w nim nic poza dźwiękiem przypominającym wycie syren.
- Czyżbym naprawdę zwariował, przecież kiedy wychodziłem ze szpitala tętniło tu prawdziwym życiem?- pomyślałem
Spoglądam na mapę i widzę swój pierwszy cel, kościół w centrum, a więc pora wyruszyć do pierwszego miejsca w Silent Hill, które odwiedziłem we śnie po wypadku. No i jestem, budynek wygląda dokładnie tak jak w moim śnie - duży, stary, pokryty brudem i wyglądający jakby mury zostały obdarte ze "skóry" z każdej strony, ale skoro to był tylko sen to dlaczego kościół jest aż tak podobny? Pora wejść do środka, rozglądam się, wszystko dookoła wydaje mi się znajome.
- Jest tu ktoś?! - krzyknąłem
- Tak - głos z konfesjonału dał mi znać
Podszedłem do konfesjonału, spojrzałem do środka i zobaczyłem prawdziwego księdza, który odezwał się do mnie w dość dziwny sposób:
- Powiedz mi jakie masz grzechy synu?
- Jak wszyscy, jestem jak wszyscy - odpowiedziałem
- Z pewnością nie, skoro tu jesteś to z pewnością nie - ksiądz stara się wytłumaczyć mi coś czego tak naprawdę nie jestem w stanie jeszcze zrozumieć
- A ten człowiek, który tu był cztery lata temu, gdzie on jest? - zapytałem grzecznie
- Jaki człowiek? - ksiądz na pytanie odpowiedział pytaniem, co strasznie mnie zdenerwowało
- Mów klecho, gdzie on jest? - już mniej grzecznie staram się uzyskać odpowiedź
- Tu nie było nikogo przede mną, jestem tu od dwóch lat, ale to chyba na nic, nikt tu wkońcu nie mieszka - odpowiedział ksiądz
- Przepraszam, poniosło mnie - staram się usprawiedliwić przed sługą bożym
- Wybaczam synu - klecha jest dość wyrozumiały, taki zawód
- Jak ksiądz się tu znalazł? - zadałem pytanie
- To długa opowieść - odpowiedział ksiądz
- Lubię długie opowieści - tymi słowami zachęciłem księdza do opowiedzenia mi tej ckliwej historyjki:
"Myślisz, że Silent Hill to zwykłe miasteczko, z pewnością nie, ja dwa lata temu byłem zwykłym księdzem, ale zostałem tu wysłany, najdziwniejsze w tym wszystkim stało się to, że kiedy tu przybyłem w miasteczku nikogo nie było, a jedyne co zobaczyłem to ogromną ilość mgły. To ona była jedynym mieszkańcem Cichego Wzgórza. Już miałem wracać do domu, ale zobaczyłem ją, małą dziewczynkę płaczącą pod budynkiem kościoła, wydawało mi się, że nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć, ale ona powiedziała, że widziała ciało swojego ojca, a potem zniknęła, następnym co zobaczyłem był on..."
- Kto? - zapytałem księdza.
- Nie domyślasz się? - klecha odpowiedział pytaniem na pytanie, to denerwuje.
- Nie - staram się uzyskać odpowiedź.
- Od wieków zwą go różnie: anioł śmierci, szatan, diabeł, to jedno i to samo, to on ich tu ściąga - wreszcie jakieś konkrety, ale po co ta biblijna otoczka?
Po tym jak ksiądz wyjaśnił mi coś czego i tak do końca nie skumałem wokół niego pojawił się ogień, a z obłoków dymu wyszedł ktoś przypominający człowieka, tylko te rogi, co one oznaczają? Sługa boży zniknął tak samo szybko jak i facet z rogami na górnej części głowy.
- Czy to szatan? - zadałem sobie pytanie, na które i tak już nigdy z pewnością nie znajdę jednolitej odpowiedzi.
"A więc kolejny dzień stracony, żadnych konkretów, jedynie kilka nie trzymających się kupy faktów, ksiądz znikający w dziwny sposób i ten gościu z rogami."
Wyjąłem z kieszeni notatnik i zapisałem te słowa po czym udałem się w kolejne miejsce na mapie, to stacja benzynowa Silent Hill, czy coś mnie jeszcze zaskoczy jak powiedział ksiądz? Z pewnością tak.
Wreszcie doszedłem tam, to miejsce gdzie stała stacja, ale jej już tu nie ma, jedyne co pozostało to ogromny rów, wyjąłem aparat i zrobiłem zdjęcie po czym zobaczyłem ją. To Jasmina, dziewczyna, której nie byłem w stanie kiedyś pomóc.
- A co jeśli to halucynacja? Może ona nie istnieje naprawdę? - pytania, które chodzą mi po głowie mogą doprowadzić mnie do choroby psychicznej
Nie miałem nic do stracenia, podszedłem do niej i zapytałem:
- To ty?
- Tak, odnalazłeś mnie, widziałam cię w twoim śnie - odpowiedziała.
- Jak to we śnie? - zadałem pytanie
- Szukałam cię w twojej podświadomości, wiedziałam, że wrócisz - nie wiem o co w tym chodzi i powoli zaczynam się gubić
- Musimy jej pomóc- dodała
- Ale komu?- kolejne pytanie wypłynęło z moich ust
- Zobaczysz- odpowiedź mało zadowalająca, ale już się do tego przyzwyczaiłem
Ciemny i opuszczony las, co ja tu robię, dałem się namówi zjawie sprzed lat. To czego nauczyło mnie życie to to aby nie ufać nikomu, a więc dlaczego? Dobre pytanie, ona ciągle patrzy na mnie, ja nie znam odpowiedzi, mamy komuś pomóc - pomóc, ciekawe tylko komu lub czemu? Za chwilę pewnie się dowiem.
- Jesteśmy na miejscu - zwracając się w moją stronę odparła Jasmina
Spojrzałem przed siebie i zobaczyłem chatę - stary, opuszczony dom wyglądający jak domek mojej babci na wsi. Oj zebrało mi się na wspomnienia, pora wejść do środka. Jasmina już była w środku, obok niej leżał starszy mężczyzna, widziałem w jego oczach śmierć, a jednak podszedłem aby się przywitać.
- To mój ojciec, on umiera - powiedziała zmartwiona dziewczyna
- Ona powiedziała, że jeśli jej nie pomożemy, on zginie - dodała
- Ale kto tak powiedział? - zapytałem
- Zjawa, mamy jej pomóc przejść na drugą stronę - odpowiedziała nieufnie
Nic, było już za późno aby wyruszyć dzisiaj w miejsce, o którym opowiedziała mi w międzyczasie Jasmina, wyjąłem tylko notatnik i zapisałem:
"Stacja benzynowa zniknęła, zamiast niej jest tylko dziura dostępna na załączonych zdjęciach i ta dziewczyna, co jeśli to kolejny sen, ona patrzy na mnie w ten sposób - nie mogę jej odmówić. Kolejną podejrzaną sprawą jest dziewczynka, o której mówiła Jasmina - kim ona może być? Tyle pytań i brak odpowiedzi, czyli kolejny stracony dzień.".
Jak tylko wstaliśmy wyruszyliśmy w głab lasu, pomimo tego że jest jasno czuję się niepewnie, obserwowany przez kogoś, może to tylko moje odczucie, ale Jas coś przede mną ukrywa, pora zapytać ją prosto w oczy:
- Czy jest coś o czym nie wiem, mów? - ostro, ale tak czasem trzeba
- Proszę, uwierz mi, jak dojdziemy sam się dowiesz - odpowiedziała roztrzęsionym głosem, ale nie było widać strachu w jej oczach
"Nagle coś wyskoczyło z krzaków i złapało Jasminę, a mnie raniło w ramię, chciałem wyjąć aparat aby zrobić zdjęcie bestii, ale się nie udało, dlatego że to coś uderzyło mnie z bardzo mocną siłą. Niestety nie mogę tego opisać, dlatego że nagle wokół zrobiło się strasznie ciemno. Jedyne co dalej pamiętam to tego człowieka, który zaniósł mnie do swojego domu i opatrzył mi rany." Słowa z mojego notatnika najlepiej oddają to co wydarzyło się po tym jak prawie dowiedziałem się więcej.

KILKA GODZIN PÓŹNIEJ

- Co tu robisz? - zapytał facet, który mi pomógł
- Nie wiem, starałem się pomóc tej dziewczynie i nagle to mnie zaatakowało - odpowiedziałem niepewnie
- No jasne, pomóc, ale komu? - gość znów stara się czegoś ode mnie dowiedzieć
- Jak to komu? - zapytałem ze zdziwieniem
- Przecież byłeś cały czas sam, obserwowałem cię, obszedłeś prawie cały las mówiąc coś do siebie, potem wyciąłeś sobie nożem ten znak na ręce - to co powiedział ten mężczyzna wydało mi się dość mało wiarygodne, a nawet szalone
"Siły mnie opuściły i zasnąłem, miałem sen, sen który prawdopodobnie był odpowiedzią na pytanie, które od początku chodziło mi po głowie. Widziałem w nim siebie, faktycznie mówiłem w stronę Jasminy, ale jej tam nie było. Tak, później coś podpowiedziało mi abym przejechał sobie podręcznym scyzorykiem po ręce i ta sama siła kierowała moimi ruchami. To było naprawdę dziwne. Wychodzi więc na to, że Jasmina nie istnieje naprawdę. Może to wszystko jest jednym wielkim kłamstwem, a może ja znalazłem się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze."

SZPITAL W DINAIS - ŚWIAT REALNY

- Czy on z tego wyjdzie? - Bety zadała pytanie pielęgniarce
- Nie jesteśmy do końca pewni, niektórzy pozostają w śpiączce do końca życia - pielęgniarka niepewnym głosem zawiadomiła dziewczynę o stanie narzeczonego
Widać było strach na twarzy Bety, strach, który obudził się w dziewczynie i poczucie, że to może być koniec. Mark odszedł na zawsze. Całe życie szukał czegoś, a teraz odszedł do świata, który tak naprawdę nie istnieje, do świata zaklętego za mgłą, do świata, z którego nie ma ucieczki. I pomimo tego, że wydawało się mu, iż uwolnił się z Silent Hill, nawet w stanie śpiączki siła żyjąca w tym miejscu zaczęła go prześladować. Stąd nie ma wyjścia, Silent Hill jest przeznaczeniem.

KONIEC

OD AUTORA:

Jaka jest więc prawda o moim opowiadaniu, pytasz drogi czytelniku. Nie ma prawdy, używałem często w nim właśnie tego słowa i słowa przeznaczenie, które podobnie nie znalazło w nim odzwierciedlenia. Mógłbym ciągnąć to opowiadanie jeszcze przez wiele odcinków (bo CW prawdopodobnie będzie nadal wychodzić:)), ale uważam, że pora na koniec. Na koniec bez odpowiedzi, której prawdopodobnie nigdy nie poznamy. Po prostu Silent Hill to miejsce, które ma swoich mieszkańców, ale ich jedynym przeznaczeniem jest śmierć. Mark podobnie jak inni odczuł potęgę tego miejsca na swojej skórze i podobnie jak inni nie wrócił z miasta, do którego trafił przez przypadek. Ale czy w Silent Hill istnieją przypadki? Wątpię. Czym więc była Jasmina? Pojawiała się ona w prawie każdej części "Ponad przeznaczeniem" i jest demonem Marka, wykreowaną idealnością dziewczyny, dodatkowym elementem życia, całkiem innym od Bety i pozwalającym zapomnieć o śmierci ojca bohatera. Jaka jest dalsza część opowiadania? Taka jaką ty potrafisz sobie wyobrazić najlepiej, Silent Hill to miejsce, w którym spełniają się sny oraz marzenia, i te dobre i te złe.

Napisał:
Serek