Omen 3


Telewizja Polsat w sierpniu była tak miła, że wyemitowała wszystkie trzy części jednego z najlepszych, jeśli nie najlepszego thrilleru wszechczasów. Tak, chodzi oczywiście o Omena, który nie dość że stąpa po praktycznie zakazanym gruncie (odwołania do Biblii) to jeszcze w dwóch pierwszych odsłonach ukazuje przegraną dobra ze złem. Na szczęście część trzecia to już inna historia, ale i tu syn Szatana na swój sposób odnosi "zwycięstwo".

Fabuła Omena 3 kręci się wokół wydarzeń z biblijnego Armagedonu, a ściślej mówiąc jego końca. Na świat ma przyjść ponownie Jezus, natomiast diabelski pomiot Damien Thorn ciągle stąpa po ziemii pewnym krokiem i niszczy wszystkich, którzy stoją mu na drodze do władzy. Ogólnie ujmując, siedmiu mnichów dzieli między siebie pewne święte sztylety (jedyna broń na Ziemii mogąca zabić syna Szatana) i wybiera się do Anglii gdzie Thorn czeka na ponowne narodziny wyżej wspomnianego Chrystusa. Całość jak zwykle daje się rozpoznać po nieprzeniknionemu złu oraz kilku brutalnym scenom, ale według mnie jedynka w tej materii była i tak najlepsza.

Gra asktorska to to na co nie można narzekać. Tu naprawdę czuje się niepewność postaci, a w oczach Thorna zło. Fakt, może i dobór odtwórców głównych ról był odpowiedni, ale moim zdaniem cała reżyseria została zrobiona perfekcyjnie. Jedyne co może razić to efekty specjalne, choć z drugiej strony film pochodzi z roku 1987, więc nie ma sensu psuć opinii o tej i tak udanej amerykańskiej produkcji.

Drugie co rzuca się w oczy to odwołania. Ot, choćby wiek Damiena czy biblijne cytaty wymiawiane przez głównego bohatera. A i jeszcze imię jego pierwszego apostoła, syna pewnej dziennikarki. Dlaczego nie piszę konkretów? Z prostego powodu, jeśli ktoś jeszcze nie oglądał Omena 3 to nie powinien znać takich szczegółów, wyszukanie ich w filmie daje moim zdaniem większą przyjemność.

Niestety, Omen trzeci ma także kilka wad. Jedna z nich to łatwość przewidzenia rozwoju wydarzeń oraz ogólnie gorszy scenariusz niż w pozostałych częściach. Z klimatu też pozostało niewiele, ale w sumie ta część nie mogła wyglądać inaczej. Jest podobnie jak w Gwiezdnych Wojnach Epizodzie 3 gdzie Lucas starał się każdego czymś zaskoczyć, ale nie zawsze mu się to udałowało.

Film jest wart obejrzenia z kilku powodów, a to że już trochę czasu upłynęło od jego premiery nie może być argumentem przeciwko. To jeden z najlepszych thrillerów i jeden z tych starych filmów, w których efekty specjalne nie odgrywały żadnej roli, a jedyne co tak naprawdę było ważne to scenariusz. Szkoda, że dziś jest całkiem odwrotnie.

Ocena ogólna: 8/10 (poprzednie części mają u mnie pełne 10/10)

Napisał:
Serek