Zlizywać swoje imię z ust cudzych.
Smak metalu.
Kolor smakiem ciepły.
I wszystkie obrazy namalowane tym samym kolorem.
„Ile to już trwa?”
Podciągam nogi pod brodę, w tym momencie czuje, że zostałam stworzona do
swetrów, do wielkich męskich swetrów,
swetrów z golfem na całą szyje, takich z za dużymi rękawami, w których można
schować całą siebie. Naciągnęłabym
go na nogi. Zastanawiam się przez chwile czy jestem głodna czy nie.
Rejestr wspomnień.
-Nie wiem
„Prowadzisz jakąś… dokumentacje? Piszesz pamiętnik?”
Przeczesując włosy zastanawiam się, w której dokładnie kieszeni to schowałam.
Spodziewam się dramatyzmu, spodziewam się sztucznej romantyczności przy wątpliwym
akcie…
-Tak, pisze pamiętnik, robię zdjęcia, wklejam je tam, opisuje, opisuje,
opisuje, pisze,
lubię słowa, są takie… no wiesz, nierzeczywiste.
„Po co?”
…spełnienia? Nie, to nie jest odpowiednie słowo. Może by tak zrobić
wielkie oczy, udawaną niewinnością rozczulić bardziej.
Rozczulić jakkolwiek. Wywołujesz we mnie strach, gdy tak patrzysz. Nieustępliwy.
-Żeby mieć historie. Dewastacji własnego ciała.
„Chciałbym zobaczyć”
Jasne, że byś chciał, po to tu jestem, zapomniałeś? Abyś mógł patrzeć,
widzieć, mierzyć, przeliczać na słowa,
ważyć kilogramy słów, zapisać to sobie, obedrzeć to ze mnie, pokazać, wyjść.
Zamknąć mnie w fotografiach.
Przez chwile grzebie w torbie i wyciągam zeszyt. Podaje, przez moment nasze
kciuki spotykają się, ja jestem ciepła, ty nie.
-Wiesz… może to jednak nie był najlepszy pomysł.
„Nie, dlaczego? Był doskonały”
Przerzucasz kartki, tych zaznaczonych dotykasz mocniej, ślady na moim ciele,
te, które gładzisz na fotografiach, pieką.
Głaszczesz zdjęcia, chciałbyś polizać, chciałbyś sprawdzić. Chcesz
wszystko i możesz wszystko, ale to jeszcze nie to.
Milczenie.
„Czy mogłabyś… zrobić to, dla mnie?”
Oczywiście, oczywiście, tylko przypomnę sobie, w której to było kieszeni,
tylko znajdę, nie uciekaj, chce, chce, bardzo.
Jesteś tu… tak to dobrze. Pokaże ci jak bardzo nienawidzę siebie, tak się
cieszę, że jesteś. Tak strasznie się cieszę.
Ukoić… by zabić.
„Wiesz… nas nigdy nie było, nie istnieliśmy, to się nigdy nie stało”
-Tak? To dobrze.
Mówisz do mnie, kiedy maluje obrazy na twoich powiekach.
Ciągle tym samym kolorem.
Różowy Tiul
(różowytiul@tlen.pl)