Co po śmierci 2
modły do Huifietzschego, położę się nad rzeką. Spalić się nie dam najwyżej. Powiem, by oddano mi logikę. Umrę chwilę po prośbie, ale koniecznie w takich okolicznościach. Wtedy kura o dwóch sercach uniesie w sobie moją Istotę. Mówią, że to nieprawda. Ale ja, ja wzlecę zawarty w kosmicznej kurze i przebiję się przez wszystkie warstwy atmosfery, w ptaku niesiony. Ptak niematerialny, ale wykarmiony widokiem moich komórek będzie przedtem bardzo silny. Kura resztkami sił uniesie mnie do granicy wszechświata. Wyzna wtedy: "Zawsze chciałam przestać istnieć" i wyrzuci moją Istotę poza granicę, po czym przerazi się śmiertelnie. Na jej szczęście tak się tylko mówi potocznie. Nie będzie wierzyć w to, że zniknąłem. Powróci na Ziemię i będzie żyć w zwykłych czasach. A jej wiara? Ech, ta kurza wiara... :) P.S. Wprawdzie jestem pewien tego, co napisałem, ale w to nie wierzę. Musi przecież istnieć dalszy ciąg opowieści! P.S.(2) Też mam wiele pytań, np.: Co (komu) po śmierci? |