Bliźniacze Wieże w płomieniach. Część Pentagonu w ruinie. Ludzkie kończyny warlają się po peronie w Madrycie. Ludzie zasłaniający swoje twarze uciekają jak najdalej od stacji metra w Londynie. Niewesołe obrazki jawią się na ekranie telewizora. Jakie myśli rodzą się w takich chwilach w słowiańskich głowach? "Czy mogę wybierać się do Londynu?". "Czy mogę iść na Dworzec Centralny?". "Czy bezpiecznie jest podróżować samolotem?". "Czy nas też to może spotkać?"...

Ogółem, w Polsce na półkach Koran ma około 25 tysięcy osób. Niewiele, ale warto zaznaczyć, że dekadę temu było to jeszcze mizerniejsze 5 tysięcy. I teraz ważna uwaga: w ostatnich latach na islam nawróciło się co najwyżej 5 tysięcy młodych Polaków. Uważny czytelnik zapyta, skąd więc ta pozostająca liczba 15 tysięcy osób? Otóż, są to uchodźccy lub uciekinierzy z Afganistanu, Czeczenii, Somalii oraz byłej Jugosławii. Jugole to bratni naród, Czeczeni w sumie też odczuwają do Polaków sympatię (na pewno większą niż my do nich). Natomiast w Somalii, a już zwłaszcza w Afganistanie za w zupełności wystarczającą edukację uważa się znajomość Koranu. Już mamy grupę, wśród której może, ale równie dobrze nie musi znaleźć się kilku potencjalnych zamachowców.

Problem w tym, że al-Kaida, Dżihad, Hezbollach to organizacje - i owszem - zrzeszające muzłumanów, ale fundamentalnych. Różnice pomiędzy nimi i "tradycyjnymi" wyznawcami islamu są na pierwszy rzut oka niezuważalne. Tak samo się modlą, obchodzą takie same święta, czytają ten sam Koran... Ale inaczej interpretują jego treść. Na każdej stronie internetowej, na której można znaleźć polski przekład świętej księgi muzłumanów spotyka się adnotację uprzedzającą, że każda lektura, przekład i wydanie Koranu to tylko ludzka interpretacja słów Boga. A wiadomo, że po tym świecie stąpają ludzie, którzy wezwanie do masowych mordów znajdą wszędzie. Takich ludzi nazywamy fanatykami religijnymi... W "Rzeczpospolitej" po 7 lipca pojawiły się głosy (warto zaznaczyć w tym miejscu, że panowie którzy je wygłaszali, operowali konkretnymi wersami z Koranu), że istotą islamu jest to, by tę religię wyznawał cały świat, a wiadomo nie od wczoraj, że cel uświęca środki - i stąd te zamachy. Panowie! Tak jak wy, Koran rozumieją tylko ci brodacze z kałachami pod ręką! Nie każdy kto jest muzłumaninem, chce kogokolwiek zabijać.

To była jednak dygresja. Nikt nie dysponuje danymi, ilu z pośród tych kilku tysięcy afgańskich i somalijskich uchodźców jest fundamentalistami. Wszak nikt jest taki głupi by w formularzu, w rubryce "wyznawana religia" wpisywać "fundamentalny islam", bo bardzo możliwe, że takiego człowieka Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego szybko wzięłaby pod swoje "skrzydła". Nie wiemy więc, jakie są rozmiary zagrożenia wewnątrz naszego państwa. Wiemy za to, że przynajmniej kilku islamskich fanatyków religijnych gości w tej chwili Rzeczpospolita Polska. Jak już napisałem, "muzłumanin" to nie synonim słowa "morderca", ale fałszywa tolerancja lub tolerancja za wszelką cenę nikomu nie pomoże.

Londynowi cios zadali ludzie, którym od urodzenia miejsce do życia, edukację i opiekę zdrowotną dawała Korona. Zamachowcy nie musieli przekraczać żadnych granic - byli już na miejscu. Jednak zagrożenie dla Nowego Jorku i Madrytu nadeszło (najprawdopodobniej) z zewnątrz. Czy warszawiacy mają prawo obawiać się, że kilka tysięcy kilometrów dalej, ktoś przygotowuje plany przeciwko im, ich stolicy?

Rząd powtarza jak zepsuta płyta, że nie mają informacji o realnym, konkretnym zagrożeniu dla Polski. Jestem w stanie do pewnego stopnia w to uwierzyć (dlaczego - za chwilę). Jednakże spotkałem się z jeszcze dalej idącym stwierdzeniem, a mianowicie, że terroryści nie wiedzą nawet, gdzie jest Polska, a nawet jeżeli ktoś z nich to wie, to taka wiedza jest dla nich kompletnie bezużyteczna. Bo Polska to tylko nazwa i kontury na mapie, kraj, który tak naprawdę nie stwarza dla terroryzmu żadnego zagrożenia, więc nie ma powodów by się nim interesować. Dla mnie to już spore nadużycie. Oto, czemu...

Po pierwsze: terroryści już nas znają, a oni są pamiętliwi. Wielu terrorystów z Bliskiego Wschodu i nieco dalszych regionów świata (Kuba, Haiti, Chile) szkolił Związek Radziecki. Instruktorzy ze Specnazu uczyli kolegów z bratnich narodów socjalistycznych tak podstawowych dla rewolucjonisty rzeczy jak sabotaż, zamachy bombowe, konstrukcja siatek wywiadu, szturm pomieszczeń, operowanie artylerią przeciwpancerną i przeciwlotniczą... Takie ośrodki szkoleniowe znajdowały się w NRD, Czechosłowacji i na terytorium radzieckiej Ukrainy. Często bardzo blisko granicy z Polską Ludową, która - Bogu dzięki - ograniczała się do roli państwa "rekonwalescencyjno-wypoczynkowego" (zorientowany w temacie Czytelnik domyśli się, co tak naprawdę ten "relaks" oznaczał). To ci klops - więc chyba jednak wiedzą, gdzie leży Polska...

To jednak nie koniec kłopotliwych znajomości. Mało kto już teraz pamięta, ale Polska była ofiarą działań arabskich terrorystów. Na niewielką skalę, ale jednak. W 1982 roku zamachowcy zajęli polską ambasadę w Bernie, sytuację jednak opanowano. U schyłku Polski Ludowej i Związku Radzieckiego realizowano skomplikowaną operację o kryptonimie "Most", która polegała na przerzuceniu rosyjskich Żydów, emigrujących przez Polskę do Izraela. W obawie przed odwetem islamskich ekstermistów kolejno odmawiało udziału w tym przedsięwzięciu kilka państw. Początkowo w operacji uczestniczyły węgierskie linie lotnicze, ale i one zrezygnowały po serii pogróżek. Dnia 26 marca 1990 roku na spotkaniu z przedstawicielami Amerykańskiego Kongresu Żydów w Nowym Jorku premier Tadeusz Mazowiecki stwierdził (jakże szlachetnie!), że Polska nie uchyli się od pomocy emigrującym Żydom i zapewni im tranzyt. Hezbollach i Dowództwo Główne Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny wzięły nasz kraj na celownik. 30 marca ostrzelano samochód (z rejestracją dyplomatyczną) attache handlowego ambasady polskiej w Libanie. Bogdana Serkisa i jego żona, którzy w tym momencie wsiadali do samochodu, zostali ranni. To nie były anonimowe ataki - 1 kwietnia działające w Libanie organizacje terrorystyczne oficjalnie zapowiedziały ataki na polskie instytucje, misje, dyplomatów i biura, jak na przykład oddział polskich linii lotniczych LOT w Bejrucie, którego budynek został zniszczony. Te wydarzenia zmusiły nowy polski rząd do stworzenia specjalnych sił wojskowych. Tak powstał GROM. Że nie wspomnę o zwieńczonej sukcesem ewakuacji "spalonych" agentów CIA i DIA z Iraku podczas operacji "Pustynna Burza". Akcji tej przewodził Gromosław Czempiński i przyczyniła się ona do sfinansowania przez Amerykanów i Brytyjczyków powstającego GROM-u, redukcji polskiego długu zagranicznego wobec USA (wynosił on 20 miliardów dolarów) i przyśpieszenia wejścia Polski do Paktu Północnoatlantyckiego.

Przed marcem 2004 roku wielu Hiszpanów także myślało, że ojczyzna seatów ben Ladena zbytnio nie obchodzi. Chciałbym znaznaczyć, że w tym okresie hiszpańskich żołnierzy było mniej niż żołnierzy polskich (południowców było 1300, a nadwiślańskich chłopaków 2350). Ponadto, polski generał Andrzej Tyszkiewicz Hiszpanów miał pod swoją komendą, podobnie jak kilka innych narodowych kontyngentów stacjonujących w polskiej strefie stabilizacyjnej (przypominam, iż Irak podzielony jest na pięć stref - trzy kontrolują Amerykanie, Brytyjczycy i Polacy po jednej). Kolejne przykłady - po 7 lipca, czyli po bombach w londyńskim metrze, europejski Dżihad pogroził palcem rządom Danii i Włoch. Trochę statystyki: z 26 państw obecnie uczestniczących w operacjach wojskowych w Iraku, Polska pod względem ilości wysłanych żołnierzy jest na czwartym miejscu, z 1500 żołnierzami. Nasze państwo wyprzedza Wielka Brytania (12 tyś.), Korea Południowa (3300), Włochy (3030). Za nami jest Ukraina z 950 piechurami. Natomiast Dania jest na miescu... 10. z 540 wojakami. Dlaczego to malutka Dania dostała pogróżki? Równie dobrze mogłaby być to Polska. Cóż, wygląda na to, że póki co mamy dzikie szczęście.

Jest też kilka innych, bardziej oczywistych powodów. Jesteśmy aktywnym członkiem ONZ, NATO i Unii Europejskiej, a Francja zgłosiła naszą kandydaturę do G-8, swoistego klubu dla kilku najprężniej rozwijających się państw. GROM zadał kilka potężnych ciosów wymierzonych w reżimy Iraku i Afganistanu. Polska będzie przez kilka najbliższych lat wschodnią granicą Unii Europejskiej, której używa się do tranzytu postradzickiej broni. Krótko mówiąc, terroryści są bardziej cwani niż nam się wydaje. Nie opierajmy się na stereotypach i nie wmawiajmy sobie, że wszyscy członkowie al-Kaidy to nieogolone, cuchnące obdartusy, którzy potrafią tylko wysłać młodego chłopaka na dworzec kolejowy europejskiej stolicy z semteksem w plecaku. Można wierzyć w co się chce, ale nie należy się budzić się z ręką w nocniku i dziwić, że porfel ukradł nie wygolony dwójpaskowiec, ale starszy pan w szarym garniaku z butonierką...

Jakie są sznase, że pokrzyżujemy plany naszym wrogom? Jakieś są, ale niewystarczające. Co prawda, mamy znakomitą jednostkę antyterrorystyczną, świetny wywiad i kontrwywiad, bardzo dobrze wyszkolonych strażaków, policjantów, sanitariuszy i oddziały prewencji. Natomiast Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralne Biuro Śledcze, Wojska Ochrony Pogranicza, Biuro Ochrony Rządu a nawet Służby Ochrony Kolei prezentują światowy poziom, a pod niektórymi względami są lepsze od swoich odpowiedników na Zachodzie (na przykład między polskimi służbami wywiadowczymi nie panuje iście sowiecka konkurencja jak obecnie między amerykańskimi CIA, NSA i FBI, biurokracja jest nieco mniejsza, a i dobrór pracowników lepszy - polskie służby specjalne istnieją od czasów Piłsudskiego, a amerykańskie pamiętają tylko czasy Roosvelta). Brakuje tylko jednego systemu, który te służby by połączył i skoordynował ich działania. Jeszcze żaden gabinet rządu nie rozpoczął prac nad stosowną ustawą, a i przyszłości nie zapowiada się lepiej - ani jedna partia w swoich programach nie wspomina o polepszeniu bezpieczeństwa narodowego wobec światowego terroryzmu. Ani jedna! Grzebiemy się nawet z tak prostą sprawą jak jeden konkretny numer alarmowy. Wielokrotnie wspominałem o GROM-ie. Ta wyśmienita jednostka jest jedyną zdolną do działania "od zaraz". Czyli - w Warszawie jest źle, za moment będzie GROM. Żadnych długotrwałych moblilizacji, szybkie działanie. Poza GROM-em generałowi Czesławowi Piętasowi ("wybitny" znawca służb specjalnych, studiował w Związku Radzieckim, podobnie zresztą jak lwia część wyższej kadry oficerskiej Sztabu Generalnego) nie udało się stworzyć drugiej takiej - w pełni zawodowej - jednostki, co zakrywa na skandal. Nie jest dobrze...

Nie chcę nikogo straszyć, chciałem jedynie możliwie jak najbardziej obiektywnie i rzeczowo pokazać, jakie są rozmiary zagrożenia. Liczę na polemikę w mailach i artykułach w kolejnych Action Magach.