Dlaczego?

No właśnie dlaczego? Dlaczego to robisz? Dlaczego to powiedziałeś? Dlaczego tak myślisz? Dlaczego? Nie wiesz? Nie umiesz tego uzasadnić? Aaa, twierdzisz, że jesteś człowiekiem spontanicznym. A dlaczego? Dlaczego mam się odwalić? Bo cię irytuje? Dlaczego? Twierdzisz, że ta rozmowa nie ma sensu? Nie bądź znowu taki krytyczny, sens to ona przecież ma. Jak to nie ma? Przecież ja cię tylko proszę o uzasadnienie wszystkich twoich myśli, słów i uczynków za pomocą jednego malutkiego słówka: "dlaczego?". Czy to wg. Ciebie takie bezsensowne? Mówisz, że to za trudne, że tak się nie da? Wysil swój umysł przyjacielu i zastanów się nad swoim życiem, nad swoimi decyzjami i wtedy będziesz umiał udzielić mi odpowiedzi. No, fajnie, że próbujesz, próbuj dalej.

     I co? Nie dajesz rady, twierdzisz, że to nienomalne? Dlaczego? Hej, nie przeklinaj, spokojnie, nie chciałem cię urazić. Pytasz jak długo będe cię jeszcze gnębił? Ależ ja wcale nie miałem zamiaru cię "gnębić"! Dlaczego twierdzisz, że to robię? Bo zadaje chore pytania bez odpowiedzi, bo jestem dziwny, bo robię Ci z mózgu gąbkę? Ok, spokojnie, już nie krzycz, zrozumiałem. Usiądź i zapal, dobrze Ci to zrobi. Już dobrze? Fajnie, ale ja nadal nie mogę cię zrozumieć, przecież ja cię nie gnębie. Zadałem ci tylko jedno, krótkie pytanie, a ty nadal mi nie odpowiedziałeś. A więc, dlaczego? Hej co robisz? Nie uciekaj! Zatrzymaj się natychmiast! Nie odpowiedziałeś mi na pytanie! Wróć...

Uciekł. Jedyne co po nim zostało to niedopalony papieros. Ale nie zmarnował czasu. Od razu pojechał do Pałacu Kultury, wiechał na trzydzieste piętro i skoczył. Zostało z niego trochę mięsa i ubrania które właśnie panowie w pomarańczowych uniformach zdrapują z chodnika. A ja ze smutkiem oglądam tę scenę ściskając w garści jedyną pamiątkę po nim- ten oto papieros. Pieprzona truciizna- oto co po nim zostało. A przecież nie wiodło mu się najgorzej. MIał niezłą pracę, mieszkał w ładnie urządzonej kawalerce, ogólnie nie narzekał. Ale w pewnym momencie zadałem mu jedno, jedyne pytanie: "dlaczego?". Od tamtej pory zaczął rozmyślać, analizować swoje życie. Stwierdził, że je zmarnował. Że mogło być lepiej. Że mógł lepiej wszystko załatwić. I nie wytrzymał. Psychika mu padła pod natłokiem własnych oskarżeń i żalów. I to za sprawą jednego marnego słowa. Był po prostu słaby. Jak my wszyscy.

Dlaczego? Czasami lepiej nie pytać i się nie zastanawiać. W końcu każdy chcę żyć szczęśliwie. A skoro nie można życia "naprawić" to dlaczego mamy się męczyć? No, dlaczego?

Solar

solar53@wp.pl

Warszawa 11.VIII.05r.

PS. Jak wam się podoba nowy, łagodniejszy dla oczu layout? Piszcie, mój numer: 695456536.