Wszystko już zostało postanowione. Mojego wyboru nie zmieni żadna, nawet najpotężniejsza, siła na szeroko pojętym niebie i ziemi. Z rodzicami i Bogiem (jakkolwiek by się On nie nazywał) włącznie. To dlatego, bo wiem, że mój wybór jest najsłuszniejszy na świecie. Wiem to, bo przestudiowałem imponującą liczbę książek, poradników, czasopism, gazet, magazynów (od "Rzeczpospolitej" po "Przegląd hydrauliczny") oraz felietonów autorstwa zarówno mądrych, jak i pustych głów. Z cierpliwością godną najbardziej sędziwego benedektyńskiego zakonnika wysłuchałem wypowiedzi ludzi inteligentnych (w sposób włąściwy lub inny), śmiesznych, durnych, strasznych i wszystkich innych. Staciłem sporo sił, ale opłaciło się. Wiem, jaki będę wykonywał zawód!
Nie myślcie sobie, że będzie to zawód byle jaki. Początki będą trudne, ale zerwę kilka nocy na szlochaniu w poduszkę, zacisnę zęby i podwoję wysiłki. Przyłożę się i będę kimś. Nie mówię tylko o majątku lub znajomościach. Chodzi mi o to, co przeżyję. Spodziewam się, że będę podróżował wszystkimi środkami transportu, jakie dotychczas wymyślono. Począwszy od limuzyny, która zjechała prosto z linii produkcyjnej w monachijskiej fabryce, przez ciężką mobilną haubicę przeciwpancerną i śmigłowiec, w którym osoba pilota jest częścią najbardziej zawodną aż po samolot z menu, którego nie powstydziłaby się restauracja hotelu Berkley w Londynie. Tymi też środkami transportu przetnę wszystkie południki i równoleżniki, jakie zostały znaznaczone na mapach i zobaczę wszystkie krajobrazy, jakie zechciał stworzyć Bóg na naszym świecie. Będę się kulił z zimna na Syberii i ocierał pot z czoła w Libanie. Zobaczę najbardziej przekliniane dzielnice Nowego Jorku i odwiedzę miejsca zaznaczone tłustym drukiem w przewodniku opisującym Paryż. Poznam kilku ciekawych ludzi. "Ciekawych" czyli zarówno tych miłych jak Anioł Gabryjel i tych paskudnych jak Stanisław Anioł. Będę pił wódkę w Helsinkach i uścisnę dłoń czarnemu nastolatkowi z Harlemu. Będę znosił sztuczne uśmiechy polityków najwyższego szczebla. Potańczę w rytm muzyki a'la Goran Bregovic w Sarajewie i przespaceruję się po wsiach w północnej Ukrainie. Będę wszędzie, ale na jakim lotnisku bym nie wysiadł, będę zadawał pięć podstawowych pytań: kto, kiedy, jak, dlaczego i gdzie, skałdających się na CO? Jeszcze jedno: będzie to zawód wymagający i wyczerpujący. Soboty? Jakie soboty? Niedziele? Nie ma niedziel. Święta? A co to są święta? Kawa? Z cukrem, czy bez, a może z mlekiem?
Mój zawód będzie niebezpieczny, więc zakupię jakąś poręczną broń, np. Browninga High Power lub Glocka 18. Będę na wojnach, ale obojętnie po jakiej stronie frontu się znajdę, będę po odpowiedniej, a moja profesja otworzy każde drzwi. Będę naginał kodeksy dla włsanych potrzeb i tworzył kolejne paragrafy 22. Będę postrachem polityków wszystkich partii. Kiedy coś się stanie, skontaktuję się z każdym: ministrem, profesorem, generałem, towarzyszem, inspektorem oraz sołtysem, nauczycielem, dzieciakiem i żebrakiem. Przysięgam, że choćbym i miał zatańczyć fokstrota na grobie marszałka Piłsudskiego, to zrobię to, by zdobyć materiał. Będę się śmiał z pozwów i wezwań na przesłuchania, a wiadomości, jakoby moją osobą interesował się jakiś Komitet, Centrala, Biuro, Urząd lub Agencja będę przyjmował z kpiącym grymasem. Czegokolwiek by ktokolwiek nie zrobił, i tak wyjdzie na moje. Dzięki kilku uderzeniom w przyciski na klawiaturze mogę stać się medykiem z wiedzą większą od profesora Religi, komandosem bardziej zaprawionym w bojach od generała Petelickiego lub prawnikiem bardziej przebiegłym od mecenasa Smoktunowicza. Jeśli będę miał taki kaprys, to białe będzie czarnym, szare zielonym, a równanie dwa plus dwa wyniesie pięć. Jeśli ktoś zapyta się mnie, czy jestem lekarzem, to odpowiem, że dzisiaj mogę nim być, a jeżeli ktoś przklnie mnie "by mnie diabli wzięli", to odpowiem pytaniem "za ile?". Bo o pieniądze i kształtowanie świata na moje życzenie tu chodzi. Drugim priorytetem jest mówienie ludziom, jak ten świat wygląda. W tej kolejności i w żadnej innej.
Zostanę dziennikarzem.
"Jest faktem, panie Balfour,
że chrześcijaństwo i dziennikarze
ponoszą winę za wszystkie wady naszej epoki".
"Chrześcijaństwo, oczywiste;
ale czemu dziennikarze?"
A.J. Balfour
You cannot hope
to bribe or twist,
thank God! the
British journalist.
But, seeing what
this man will do
unbriberd, there's
no occasion to.
Humbert Wolfe(W luźnym tłumaczeniu: Nie możesz liczyć, że przekupisz lub przekabacisz, dzięki Bogu!, brytyjskiego dziennikarza. Ale, patrząc co ten facet wyrabia bez żadnej łapówki, nie musisz się starać. Wszelkie cytaty zapisane kursywą pochodzą z książki "ABC dziennikarstwa")