Rodzice - wróg czy przyjaciel???


Zawdzięczasz im cudowne dzieciństwo, konika na biegunach, nową lalę, wygłupy, wspólne spacery, obżeranie się chipsami(rzadko, ale jednak), to, że nauczyli Cię czytać, liczyć, mówić. Mogłeś przyjść do nich zawsze, nigdy Cię nie wyśmiali, nierzadko nie szczędzili łez na ciebie. Czasami dostawałeś klapsa, ale częściej lizaka. Rodzice kim są? Dla mnie to mój wzorzec cnót. A dla was???

Pamiętaj. Twoi rodzice mogą być uzależnieni, mogą żebrać o chleb, mogą być milionerami, ale  to zawsze będą twoi rodzice. Innych mieć nie będziesz! Mama jest zawsze piękna, Tato jest zawsze najsilniejszy. Nikt Cię nie zrozumie tak jak twoja matka. Smutny jest widok, gdy "ukochane" dzieci oddają swoich rodziców do domu starców, gdyż przeszkadzają im w domu. Żałosne. To tak, jakby rodzice oddali swoje dziecko do Domu Dziecka, bo kilka razy zrobiło kupkę w majtki, raz czy dwa wylało zupkę na obrus, czy grymasiło. To przecież nie ma sensu.

Troskliwi rodzice mają na uwadze przede wszystkim dobro swych dzieci. Ich nieszczęścia są dla nich o wiele boleśniejsze aniżeli własne. Johann P. Hebel

Rodzice chcą dla swych dzieci jak najlepiej. Czasem mają manię nadopiekuńczości czy rozpieszczania. Takie działania rodziców odbijają sie mocno na psychice dziecka. Rozpieszczane od maleńkości dziecko zapewne wkrótce wyrośnie egoistyczny człowiek, dążący do swego celu nierzadko nawet i po trupach. Nawiązując do rozpieszczania, ostatnio byłem w hipermarkecie. Przeglądając płyty, usłyszałem piski jakiegoś chłopczyka. Brzmiało to mniej więcej tak: "MAMA, a kupisz mi toooo? A tooo? I to też.. I to, i to, i to!!!" Aż cud, że ochrona nie wywaliła ich ze sklepu... Jeszcze słowo o nadopiekuńczości wśrod rodziców, najczęściej matek. W pamięć wszedł mi serial "Dzieciaki z klasy 402". Jest tam chłopczyk im ieniem Jessie(tak, tak), uwielbia się popisywać i chwalić, ale ma jedną zmorę: Mamusię. Otóż ta mamusia stara się jak najlepiej i, z jej punktu widzenia, jest cudowną matką. Ale jakbyś się poczuł, gdyby przy twoich kolegach, twoja rodzona matka kazała Ci przymierzyć kalesonki, nie mówiła "idź się załatwić", tylko "biegnij do toaletki i szybciutko zrób strumyczek". Ciekawe, czy było by Ci wesoło, gdyby przed klasówką mamusia przyniosła ci do klasy drugie majtki i wszystkim powiedziała, że to dlatego, że się ekscytujesz. Nadopiekuńcze matki to naprawdę zmora dla dziecka...

Teraz coraz rzadziej rodzic jest dla dziecka wzorem. Wzorem, który ma do przekazania swoim dzieciom coś, co im w życiu pomoże. Co z tego, że twój tata chce cię nauczyć szacunku do czegoś, o co musiał ciężko walczyć. Na przykład pieniądze. Co z tego, że mama zatruwa ci dupę uwagami o przyszłej dziewczynie, przyszłym chłopaku. Co z tego, że rodzice tłumaczą ci, że alkohol jest przyczyną tragedii w wielu domach, także dobrych. Co z tego, że tato przestrzega cię, abyś się zabezpieczył przed pierwszym razem. Co z tego, skoro po wyjściu z czterech ścian wydajesz ciężko zarobione pieniądze twoich rodziców na duperele. Rady twoich rodziców są nieważne, bo przecież jeźdźisz na dyskoteki, a tam możesz się zapoznać z pierwszą-lepszą panienką z Bóg wie, z jakimi zasadami. Rady rodziców to pierdoły, przecież nic się nie stanie po kilku piwkach(przecież to nie możliwe abym po tych kilku piwach stracił kontrolę nad samochodem). Rodzice się nie znają na życiu. Przecież od jednego numerku moja dzisiejsza partnerka nie zajdzie w ciążę. A co tu jeszcze mówić o zarażeniu się HIVem...

Co z tego...

Ale gdyby coś się jednak stało...

Gdybyś wpadł w długi...

Gdybyś zrobił dziecko w wieku szesnastu lat...

Gdybyś został nosicielem wirusa HIV...

A może, gdybyś miał wypadek samochodowy...

Co wtedy robisz? Tak, drogi czytający, idziesz do rodziców. Do tych samych osób, które mają w dupie twoją "wolność". Stajesz z nimi twarzą w twarz i co? Jedno "PRZEPRASZAM" chyba nie wystarczy? Teraz z łzami w oczach stoisz przed znienawidzonymi osobami i prosisz o pomoc. Co czujesz? Wstyd? Rozpacz? Złość? A może satysfakcję, że znów przez Ciebie cierpią? Nieważne... Wydawać ci się może, że słowa ojca są przeciw Tobie? Czujesz przypływ gniewu. Ale przypomnij sobie...

Do kogo szedłeś gdy się skaleczyłeś?

Do kogo jako dziecko chodziłeś w nocy gdy nie mogłeś zasnąć?

Kto pracował ciężko abyś miał co jeść?

Kto wstawiał się za Tobą w szkole gdy coś przeskrobałeś?

Kto martwił się o Ciebie, gdy spóźniałeś się do domu?

Kto modli się za Ciebie dzień w dzień?

Dzięki komu możesz cieszyć się tym światem?

Odpowiedz na te pytania. To przypadek, czy na większość tych pytań udzieliłeś odpowiedzi "Rodzice". Teraz pomyśl sobie. Czy ci ludzie, którym zawdzięczasz tyle dobra, chcą Cię upokorzyć, zniszczyć? No raczej chyba nie. Ktoś może pomyśleć: "Okay, tylko co z tymi 'rodzicami' - pedofilami, - alkoholikami, -oprawcami?" Tak, to raczej nie jest wzorzec godny naśladowania. Ale 90% wszystkich rodziców na świecie troszczy się o swoje dzieci. Od każdej reguły musi być jakiś wyjątek...

Spójrzmy teraz w przeszłość. Jak wyglądał obraz rodzica w przeszłości? No cóż, ojciec był twoim Panem i Władcą, mógł wszystko, a Ty nie mogłeś nic. Twoje zdanie się nie liczyło. Ty byłeś tylko dziedzicem (oczywiście jeśli byłeś płci męskiej). To rodzice wybierali Ci żonę albo męża. Decydowało nie zakochanie, a wpływy i majątek. Ileż to nieszczęśliwych paniczów składało śluby zakonne, gdyż ojciec nie wyraził zgody, abyś był szczęśliwy ze swoją ukochaną. Wiele dziewcząt przyjmowało habit, nie mogąc pogodzić się z wolą rodziny. Tak, wtedy szacunek do rodziców był większy i trwał całe życie.

Pamiętać należy, że i my za jakiś czas też będziemy rodzicami i wszystkie problemy, które mieli nasi rodzice będą dotyczyć nas samych. To my będziemy się martwić gdy nasze dziecko będzie zagrożone z matematyki, gdy późno wróci do domu. Ale trzeba też pamiętać, że do końca życia to my będziemy dziećmi swoich rodziców. Nie zamierzam w tym miejcu dokonywać oceny moich rodziców ani żadnego stereotypu związanego z rodzicami. Z tym problemem zostawiam was sam...


SZCZERY DŻEFREJ, 24.08.2005 r.

P.S. 19.08.2005 r. zmarł Docent, wybitny perkusista, znany z zespołu VADER. Cześć jego pamięci.