Przeplatki i radzieckie szturmowce

czyli dlaczego nie powinniśmy chronić przyrody
Kolejny chory tekst (c) by Pewien GośćReklamacji nie uwzględniamy

Niezawodny sposób na zyskanie nieśmiertelnej sławy? Napisać genialny, błyskotliwy, niepowtarzalny tekst. Ale to takie trudne. Trzeba wysilić mózgownicę i wpaść na temat, którego jeszcze nie było. Trzeba opisać to w taki sposób, żeby czytelnik nie zasnął po pierwszym akapicie. Trzeba wreszcie anielskiej cierpliwości w wypadku niepowodzenia. Nie zrazić się, jeśli jakaś wredna Vene czy inny wariat tekst odrzuci - myśleć i pisać dalej, do skutku. No, jednym słowem: trudne. Nie lepiej sięgnąć po jakiś stary, sprawdzony schemacik? Nie lepiej stworzyć kolejny dramatyczny apel do sumień grzesznych czytelników, nikczemnych i śmiertelnych, co z prochu powstali i w proch się obrócą? Oczywiście, że lepiej. Stanąć na ambonie wszechwiedzy i wielkie kazanie umoralniające wygłosić! Napisać o maltretowanych dzieciach, w których obronie nikt nie staje, albo o nieszczęsnych żebrakach, których nikt nie wspomoże datkiem, albo - co jest de best - o ginącej z rąk sadysty-homosapiensa przyrodzie.

Ostatnio (no, może nie było to aż tak bardzo ostatnio...) na ten rewelacyjny pomysł wpadł niejaki Sturmovik, który zapożyczył sobie ksywę od zachodniego kryptonimu rewelacyjnego radzieckiego szturmowca z czasów II wojny. Ił-2, bo o nim mowa, był jedno- lub dwumiejscowym dolnopłatem o rozpiętości 14,6 m, masie własnej 3990 kg i całkowitej 5310 kg, osiągał prędkość 433 km/h, pułap 7800 m, a jego maksymalny zasięg wynosił 600 kilometrów. Uzbrojony był typowo w 2 karabiny maszynowe, 2 działka kal. 23 mm oraz 400 kg bomb. W wersji dwumiejscowej tylny strzelec dysponował ruchomym karabinem 12.7 mm. Wariant ten... zaraz, to zupełnie nie ta bajka.

Jakaś przeplatka kresopłaszcza - na cholerę to komu? Konia z rzędem temu, kto wie, co to takiego ta przeplatka. Samego konia bez rzędu temu, kto w ogóle potrafi tę niesamowitą nazwę wymówić na głos bez zaplucia się. Nawet nie jestem pewien, czy dobrze to napisałem, bo w Internecie nic takiego nie znalazłem (a więc, zgodnie ze starym dowcipem, to nie istnieje). Czy naprawdę Ziemia nie poradzi sobie bez takiego insekta? (o ile to insekt, za co głowy nie daję) Tekst mości Sturmovika sugeruje, że sobie nie poradzi.

Na biologii zbyt pilnym uczniem nie byłem. Po co zresztą wkuwać dziesiątki dziwacznych pojęć, jeśli ma się w sąsiedniej ławce dobrodusznego kolegę, co zawsze pozwoli ściągnąć? Tak było. Mimo to zapamiętałem coś niecoś o skomplikowanych łańcuchach wzajemnych zależności między gatunkami. Od tamtej pory nie dziwię się, że gdy ginie jeden gatunek, to drugi też może z tego powodu stracić rację bytu. Ale nie przesadzajmy. Śmiem twierdzić, że Ziemia dawała sobie radę w gorszych opałach. Gatunki pojawiały się i znikały, a globalne katastrofy jakoś nie nadchodziły. Kilkadziesiąt milionów lat temu szlag trafił nagle całą populację dinozaurów (jeśli pominiemy już pozostałe ciekawe zwierzątka oraz roślinki, które wówczas kopnęły w kalendarz), i co? Nic, Ziemia istnieje sobie nadal i ma się nieźle. Gatunki słabiej przystosowane dały pole lepszym, silniejszym, rzecz można nowocześniejszym.

Można by wieść bardzo długie spory na temat, czy ludzki rozum wykształcił się na drodze niczym nie skażonej ewolucji, czy też może dany nam został przez jakoweś bóstwo, a może po prostu jest dziełem zwykłego przypadku. Nieistotne. Jeśli jednak go mamy i dzięki jego poczynaniom codziennie giną bezpowrotnie jakieś gatunki, to widocznie tak musi być. Powiedzmy sobie szczerze, tego procesu nikt nie zatrzyma. Choćby zieloni dwoili się i troili, choćby przykuwali się do dziesięciu drzew naraz i jednocześnie protestowali przeciw próbom nuklearnym oraz budowie autostrady, to te karkołomne wysiłki dadzą najwyżej tyle, że pokażą tych dzikusów w telewizji (pewnie zresztą o to im chodzi). Autostradę zbudują i tak, próby nuklearne przeprowadzą (co najwyżej w innym miejscu), a drzewa wytną w cholerę. Na tym niestety (?) polega postęp.

Niektórym marzy się (a przynajmniej tak twierdzą) świat bez człowieka, względnie świat z człowiekiem nie ingerującym w przyrodę. Żyjącym w szałasach, zabijającym tylko tyle zwierząt, ile mu trzeba do przeżycia, robiącym tylko tyle dzieci, ile potrzeba na tak zwaną reprodukcję. Bardzo pięknie, tylko po co komu taki świat? Zmierzający donikąd, stojący w miejscu, wegetujący? Fajnie jest obejrzeć taki obrazek na filmie i za godzinę wrócić do swoich komputerów, samochodów i hot-dogów. Wątpię, by komukolwiek uśmiechało się faktycznie wrócić do szałasów.

Tak więc zmierzamy. Dokąd - cholera jedna raczy wiedzieć. Ale zmierzamy. Najważniejsze, by iść od przodu. Bo kto siedzi cały czas na tyłku, ten dostaje hemoroidów. A że od czasu do czasu ktoś ciągle snuje niedorzeczne myśli o siedzeniu na tyłku do końca świata? Cóż, masochiści są wśród nas.

Pewien Gość
zlosliwiec@epf.pl

 

Od Donalda:  Spróbuj --- napisać tekst (dobry) --- nim uwierzysz że --- nie warto ratować muchy...

27.03.2005


Odwiedź moją stronkę o programowaniu - www.darkcult.republika.pl