POLEMIKA Z ERICEM WU
Kiedy parę miesięcy temu dopisywałem się do arta Erica Wu (alias Pan Makaronik) o Janie Pawle II, nie sądziłem, że nasza wymiana myśli zmieni się w polemikę kilku autorów. Tymczasem do samego zainteresowanego dołączył Lewacki Konserwatysta, swoje trzy grosze dorzucił m.in. Publo. Pierwotnie miałem zamiar odpisać od razu, lecz w międzyczasie wypadły dla mnie wakacje, z których skorzystałem. Co się jednak odwlecze... Na początek kilka słów wyjaśnienia: pierwszego arta Erica nie uważałem za "bardzo dobry, inteligentny i przemyślany", jak opisał go Lewacki. Uważałem - i nadal uważam - że autor w obliczu tego, iż wszyscy wokół niego zaczęli nagle manifestować swój ból po śmierci papieża i przywiązanie do niego, zareagował paranoicznie, wskutek czego jego tekst wypadł jak zbiór okrzyków rozeźlonego dzieciaka. Reakcję Polaków po śmierci Jana Pawła II również uważam za paranoję, co zresztą już napisałem, ale Eric Wu zdał się tego nie zauważyć. Wyjmijmy więc przed nawias ten "prymitywny, zbiorowy medialny orgazm", jak nazwał go Lewacki, i nie mówmy o nim więcej. Moje wcześniejsze dopiski postanowiłem utrzymać w tonie, w jakim był ów tekst, mało poważnym i "radosnym". Inaczej mówiąc - postanowiłem sobie po krzyczącym Ericu pojechać. O rzeczowe argumenty postarał się LewKon, może poświęcę im osobny tekst. Skupmy się na tym, co miałem, i dalej mam, do zarzucenia Ericowi:
Eric Wu I: Rozglądam się i widzę "prawdziwych" katolików, idących do kościoła. Wszyscy, jak jeden mąż, mówią, jaki to Ojciec Święty był dla nas ważny, że był Największym Polakiem, nie podając żadnego konkretnego uzasadnienia.
Donald: Nie generalizuj. Skąd wiesz że wszyscy co do jednego przyjmują właśnie taką postawę? Może ktoś tak mówi ze szczerego serca? Albo z szacunku?
Eric Wu II: Opisuję moje otoczenie. Dzień przed odejściem JPII większość interesowała się wynikiem meczu, na który postawili 5zł. Skąd wiem? Może to zabrzmi trochę nieprzekonywująco, ale znam ich nieco lepiej od Ciebie.
E.W. I:: I pomyślcie, co by było, gdybym powiedział to publicznie.
D: Niniejszym to zrobiłeś, nie?
E.W II: Miałem na myśli wypowiedzenie tych rzeczy w moim otoczeniu, w szerszym gronie, niż kupka kilku znajomych (chociaż nawet tych kilku znajomych ludzi dało mi do zrozumienia, że najlepszym wyjściem dla mnie była emigracja do Afryki).
Czepialstwo z mojej strony, sorry
A teraz do meritum:
E.W I:: ... ja, człowiek, którego śmierć Jana Pawła II poruszyła nie bardziej, niż fakt, że jutro mam sprawdzian z Wiedzy o kulturze.
D: Mam nadzieje że dokładnie przewertowałeś książki do tego przedmiotu przed sprawdzianem...
E.W II: Tak, i dowiedziałem się m.in., że nieładnie jest się wcinać w czyjeś wypowiedzi, bez uprzedniego kontaktu z autorem danego tekstu (hmm). Ale spoko, mnie to nie razi. No i dlatego, że za bardzo nie ruszyła mnie śmierć papieża, jestem ubogi w kulturę osobistą? Taa, logiczne to.
Nie wiedziałem... W AM nie było tradycji powiadamiania kogoś o zamiarze polemiki z jego tekstem, jeśli się nie mylę. A brak kultury nie wynika u Ciebie z tego, że smierć papieża Cię nie rusza (BTW: posądzając mnie o to, że wysnułem taki wniosek, obrażasz
mój rozsądek czy swój?) ale z faktu, że olewacko się o nim wyrażasz. Jeżeli takie wyrażenia to przejaw Twojego bycia autentycznym, to
mnie to po prostu wkurza, zapomnij.
Co do "ś.p. Wojtyły", to już lepiej jest powiedzieć "zmarły" niż wypowiadać samo
nazwisko. I tak wszyscy wiedzieliby o kogo chodzi, a i forma byłaby poważniejsza.
E.W I: Z szacunkiem do Karola Wojtyły - nie jest on moim Przyjacielem, Wujkiem, a już na pewno nie Ojcem. Rodakiem - tak, nie Ojcem.
D: Papież dużo mówił o młodzieży, odpowiedzialności, poszanowaniu drugiego człowieka. Czy gdybyś, porzucając na chwilę sprzeciwy typu na przykład "Nie godzi się na prezerwatywy" jeśli takowe masz, posłuchał trochę jego homilii, przeczytał jedną - dwie książki o nim albo coś z jego nauk, nie byłby w stanie nazwać go przyjacielem?
E.W II: Bardzo się zdziwisz, jeżeli odpowiedź będzie negatywna? Na pewno nie. Zatem odpowiadam - NIE. Lubie Avril Lavigne, ale za cholerę nie mogę o niej powiedzieć "znajoma z widzenia"(chociaż chciałbym). Przeczytałem prawie wszystkie książki Stephena Kinga i kilka Terrego Pratchetta - wszystkie z nabożeństwem - ale nie powiem o nich "dobrzy przyjaciele", bo najnormalniej w świecie przyjaciel znaczy dla mnie coś więcej.
Publo: Między piosenkami Avril, książkami Kinga i Pratchetta, a wydawnictwami, homiliami i encyklikami papieża jest ta subtelna różnica, że te drugie miały na celu dotarcie do ludzi nie jako forma rozrywki, ale forma treści. Miały pokazać niektórym ludziom jeśli nie drogę, to przynajmniej ścieżkę, którą ludzkość powinna pójść."
E.W III: Mnie się nie podoba, że jeden człowiek, nawet tak wielki, wytycza szlak całej ludzkości. Może i powinna pójść taką ścieżką miłości do bliźniego, ale myślisz, że teraz, w XXI wieku, kiedy ludzie stają się coraz bardziej zepsuci, ludzie go posłuchają? Wszyscy ludzie? Każdy, co do jednego? Nie. Dlatego nie uważałem go za wielkiego. Nie jest dla mnie sztuką napisania ładnej wizji ziemian. Dobre pomysły to nie wszystko - trzeba pomysły te wprawić w życie. Zresztą ja też tak mogę - kochajcie się wszyscy, nie róbcie sobie ku-ku, bądźcie dla siebie braćmi i siostrami.
No cóż, skoro za wielkich przywódców uważasz tylko takich, za którymi pójdą wszyscy, to Twój pogląd jest zaiste nie z tej Ziemi. A wcielanie w zycie pomysłów nie należało już do Jana Pawła II, tylko do odbiorców jego nauk. Co zapewne lwia część czyniła. Ty też możesz
wygłaszać nauki, oczywiście, zostań Kimś i rób to. Druga sprawa -
uważam, że to, czego nauczał Jan Paweł II, miało w wielu miejscach wydźwięk
uniwersalny dla każdego, kto w coś wierzy, a ateiści po zapoznaniu się z
jego nauką mogli nieraz pomyśleć: "A może ten facet ma rację?".
Najpierw jednak trzeba było sięgnąć po jakiś zapis. A zdanie o XXI wieku zbęde milczeniem, bo
to nie prawdziwy pogląd, a smutny realizm. Takich myśli nie powinno się przytaczać w dyskucjach na potwierdzenie
racji, brzmią banalnie.
D I: Był przecież czasami fajny, zaprosił do siebie Bono, hip-hopowców, jeździł po świecie, miał ciekawe życie, gadał w paru językach, nie olewał młodych ludzi... ani trochę dla Ciebie nie atrakcyjny? Szkoda, wielka...
E.W II: Dla Ciebie. Dla mnie - nie. Ani trochę. Twój problem polega na tym, Donaldzie, że moja apatia do całej tej sprawy bardziej boli Ciebie niż mnie. Mnie właściwie wcale nie boli, a jeszcze czerpię poniekąd satysfakcję z tego, że kontrujesz mnie takimi argumentami, które słyszałem (i czytałem) tysiące razy, a i tak nie znalazłem w nich niczego przekonywującego. Są na Ziemi ludzie, którzy są dla mnie o wiele więcej atrakcyjni.
Dla mnie także Jan Paweł II, akurat z wymienionych wyżej powodów, nie był
szczególnie atrakcyjny. Pisałem tylko tak, przykładowo, dlaczego mógł być
wart zauważenia nie tylko przez katolików. A czy Twoja apatia mnie boli?
Trochę tak. Zrobiłem błąd, że poniekąd tym się kierowałem odpisując Ci. Być może
moim błędem było też, że pisałem sobie te dopiski tak lekko i
subiektywnie, gdybym się bardziej postarał, ta polemika byłaby inna. Wybacz
mi jeśli czujesz się zlekceważony.
D: Ale poglądów rozkosznego bobo nie prezentuj, bo budzą tylko śmiech.
E.W II:Śmiech - jak wiele rzeczy - jest pojęciem względnym. U mnie występuje np., kiedy widzę grono ludzi, którzy modlą się do kawałka skrzyżowanego drewna, nazywanego krucyfiksem, wmawianie sobie, że kobita powstała z żebra samczyka i takie tam. Ponadto grymas szczerego uśmiechu na moich ustach wywołuje reakcja taka, jak Twoja - wręcz schematyczna, typowa, pospolita. Na takie właśnie odezwy czekałem (tyle że w formie emaila). Wiedziałem, że ktoś nie wytrzyma i da upust swojej bulwersacji... co doprowadzi do poprawienia mi humoru.
E.W I :Inni za to uznają mnie za obleśnego antychrysta. Jak przystało na katolików.
D: Ja Ciebie uznaję za kiepskiego wszystkowiedzącego. I nie tylko.
E.W II: No śmiało, nie żałuj sobie. Debil, szczeniak, debil, ćwierćdebil, idiota, produkt biegunki hipopotama - do wyboru do koloru. Możesz sobie śmiało poużywać. Uważasz mnie za gorszego, bo nie rusza mnie śmierć osoby, która dla Ciebie była kimś wielkim. Żałosne. Naprawdę. Jestem przekonany, że Karol Wojtyła byłby baardzo zadowolony ze sposobu, w jaki go bronisz... jak przystało na katolika
Zacznę od końca - poużywałem sobie, ale tylko tyle, ile chciałem. Zmierził mnie sposób w jaki piszesz -
"umarł papież, ludzie robią szopkę, ja wiem że to szopka, a jakbym tak
wydarł się na całe gardło: <<Nic do Papieża nie mam, jego śmierć rusza mnie tyle co przykre zdarzenia z piaskownicy czy też fakt, że jutro mam sprawdzian z wiedzy o
kulturze>>, to by mnie za to ukarali, zlinczowali, ekskomunikowali i
spalili na
stosie".Gdybym był na twoim miejscu, nie pisałbym o tym, ale
skoro chciałeś - OK. Nazwałem Cię Kiepskim wszystkowiedzącym - i tyle. Ani
gorszym, ani tam biegunką hipopotama - to już Twoja histeria. Rozkosznym bobo
też Cię nie nazwałem, napisałem tylko że prezentujesz poglądy-rozkosznego-bobo.
Takim jest dla mnie pogląd: "Papież wielkim człowiekiem nie był, bo nie". Jan Paweł II zwyczajnie Cię nie
obchodził, a skoro tak było, to w Twoim tekście powinno znaleźć się zdanie
w stylu "Papież mnie nie obchodzi". I tyle. No i wreszcie Twoje zdanie o ludziach modlących się do
"drewna" - durnota totalna. Dalej patrz na ludzi przez pryzmat religii. Dalej twierdź, że
wszyscy, którzy "modlą się do kawałka skrzyżowanego drewna" to ludzie zasługujący
na śmiech. Krzyż to
akurat SYMBOL WIARY. Modły do krzyża to wyraz szacunku dla Boga. Zapewne to wiesz, a
ów symbol i Boga obraziłeś. Jesteś ateistą. Ludzie czyjający Twój tekst to w jakiejś cześci
katolicy czy chrześcijanie, apelujesz o tolerancję, a czasami z Twoich tekstów wyziera jej zupełny
brak. Poglądy masz wyraziste, ale sposób ich wyrażania pozostawia
wiele do zyczenia - raz gadasz jak dzieciak, a drugim razem zwyczajnie krzyczysz..
Radziłbym Ci
bardziej kontrolować emocje.
Napisałeś, że wiedziałeś, iż ktoś da upust swojej bulwersacji i napisze polemikę. Czy Twój tekst również jest daniem takowej upustu czy to tylko Twoja maniera...? Próbowałeś co po niektórych podpuścić. Jeśli tak, zalicz sobie punkt. Momentami w dopiskach pograłem pochopnie i głupio.. Skończmy już tę mocno średnią polemikę zapoczątkowaną kiepskim i nierównym tekstem.Dziwię się, że podobał się LewKonowi.
Za złośliwy cholera jestem, za głęboko czytam teksty ( :)) ), w "Jak przystało..." dopatrzyłem się śmiechuwartości i chciałem ją wyeksponować. Wybaczcie, syndrom Gatekeepera :)
Donald
18-08-2005